niedziela, 31 sierpnia 2014

Matka na niedzielę. Dla dziecka

Kobieta kananejska. (Mt 15, 21-28)
Miała swoich bogów. Całkiem sporo do wyboru. Ale kiedy Jezus przechodził, wołała do Niego. 
A On ją minął bez słowa.

Mogłaby wtedy iść do domu. Próbować gdzie indziej. Powiedzieć sobie, że ten człowiek pewnie nie jest tak dobry, jak o nim mówią. Iść i opowiadać, że ten, który uzdrawia, jej nie wysłuchał. 
Ale nic takiego nie zrobiła. 
Wołała dalej, aż uczniowie mieli jej dość i prosili Jezusa, żeby coś z babą zrobił. 
Na to Jezus powiedział, że nie zrobi.
Nie to nie - mogłaby sobie powiedzieć kobieta.
Ale nie powiedziała. 
Przyszła i upadła przed nim. Na ziemię. Upokorzona. I prosiła dalej.
Na to Jezus: "Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom, a rzucić psom". 
Psom.
Kolejne upokorzenie.
I co ona na to?
"Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów."
Szczenięta.
Psie dzieci.

Kobieta kananejska. Zlekceważona. Odrzucona. Upokorzona. Wciąż prosząca.
Matka, która chce uzdrowienia nie dla siebie, ale dla swojego dziecka.
I wtedy Jezus spełnia jej prośbę. 

To jest właśnie macierzyństwo.
Ja, mój wygląd, moja duma, mój czas przestają być takie okropnie ważne, kiedy czegoś potrzebuje moje dziecko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...