piątek, 8 sierpnia 2014

Dziadek Olafa

Dziadek Olafa. Miły pan sąsiad, postawny, siwy, uśmiechnięty. Chodził z wnusiem na spacer - bez wózka, bo nosił go sobie na rękach. Jeździli na rondo oglądać tramwaje. Mały płakał, kiedy dziadzio wychodził i nie zabierał go ze sobą.

Dziadek Olafa niedawno zmarł. 
Dość nagle.
Zostałam z głupim poczuciem, że nic o nim nie wiem. Poza tym, że był dziadkiem Olafa, ojcem swoich dzieci i mężem swojej żony i mieszkał po sąsiedzku. Całe jego życie, może nie całkiem długie, ale wcale nie krótkie, było pełne treści - a do mnie dotarła tylko mała jej część: bycie dziadkiem.

Taaak. Drzewa genealogiczne moich znajomych rozrastają się na moich oczach, a ja znam po imieniu tylko jedno pokolenie - moje pokolenie. I definiuję pozostałych członków rodziny przez tego jednego, którego znam. Podobnie, jak rozpoznaję sąsiadów po dzieciach i psach. 

Oni też widzą mnie przez pryzmat moich dzieci. Zauważam to, kiedy wychodzę gdzieś bez wózka i pewna starsza pani z pieskiem chłodno odpowiada na moje dzień dobry; a kiedy jestem z dzieciakami, rozmawiamy sobie miło o pogodzie, dzieciach i psach. Jestem po prostu - dla sąsiadów - mamą dwójki dzieci z tym śmiesznym wózkiem. Mamą Joasi. Mamą Witulka.

Z jednej strony trochę mnie to irytuje, bo lubię swoje imię i lubię, żeby mnie tym imieniem określać. Bycie mamą to nie wszystko, co robię w życiu, a określenie "mama Joasi" zamyka mnie w macierzyństwie - pięknym i chcianym, ale jednak. 

Z drugiej strony to zwyczajnie piękne: że jestem mamą Joasi, mamą Witulka. Zwykłe i proste, jak przewijanie, karmienie i czytanie książeczek. I niezmienne. Bo mogę być tym albo tamtym, mogę zmienić zawód, kolor włosów, styl i język, mieszkanie, nawet imię i nazwisko - ale mamą Joasi i mamą Witulka będę już na zawsze. Bez końca. 

Więc może "mama Joasi i Witulka" jest jednak tym najlepszym określeniem? Najprawdziwszym?
Może wystarczy wiedzieć, że dziadek Olafa chodził z wnusiem na spacer - bez wózka, bo nosił go sobie na rękach, że jeździli na rondo oglądać tramwaje, a mały płakał, kiedy dziadzio wychodził i nie zabierał go ze sobą? I więcej nie nic nie trzeba?


P.S. Zdjęcie autorstwa ojca dzieciom.

1 komentarz:

  1. Norbert Elias mówił to samo: że najistotniejsze są relację pomiędzy ludźmi, a nie jednostka sama w sobie. Używał nawet podobnych przykładów: ktoś jest czyimś ojcem, matką, bratem, pracownikiem itp. Wzbiłaś się więc na wyżyny socjologii :D

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...