wtorek, 26 sierpnia 2014

Dlaczego Joasia nie idzie do przedszkola

- To co, niedługo idziesz do przedszkola? - pytają Joaśkę co chwila. Wszyscy. To znaczy ci wszyscy, którzy wiedzą, że skończyła trzy lata.
A ona nie idzie.

Powodów jest kilka, ale jeden jest najważniejszy. Joasia nie jest na pójście do przedszkola gotowa.

Nie jest - i już. Nie, żeby fizycznie. Bo sama się załatwia, sama je, sama się ubiera. Nie jest gotowa psychicznie. Żadne dziecko nie jest gotowe psychicznie, dopóki nie pójdzie do przedszkola - słyszę często, gdy to wyjaśniam. Ale nie sądzę, żeby to była prawda. A już argument "najwyżej trochę popłacze i się potem przyzwyczai" ani trochę do mnie nie przemawia.

Przemawia za to do mnie sama Joaśka.
Chodząc tu i tam i załatwiając różne sprawy, mijamy co najmniej trzy przedszkola. Z placami zabaw zamkniętymi dla nie-przedszkolaków. Więc przy okazji mijania temat przedszkola pojawia się niejako sam.
Joasia pyta, więc opowiadam. Że to dla dzieci, które chodzą do przedszkola. Że bawią się tam razem, a pilnują ich panie przedszkolanki - takie ciocie. Że mamusia przyprowadza dziecko do przedszkola, zostawia je tam, a ono razem z innymi dziećmi się bawi, je drugie śniadanie, ciocie też wymyślają różne zabawy, a potem mamusia po dziecko przychodzi i wracają razem do domu.
- Ale mamusia zostaje w przedszkolu? - zapytała pewnego razu Joasia.
- Nie, mamusia idzie do domu albo do pracy. Kiedyś ty też będziesz chodziła do przedszkola - dodaję  jeszcze propagandowo.
Asia milknie.
Następnym razem, kiedy przechodzimy koło przedszkola, sama zaczyna opowiadać. 
- Tu jest plac zabaw dla dzieci, ale on jest dla dzieci, które chodzą do przedszkola, i tam jest dużo dzieci, i bawią się z paniami, ale mamusi tam nie ma. I jak ja będę duża, to nie będę chodzić do przedszkola, tylko będę robiła takie różne rzeczy.
- Jakie rzeczy? - pytam zaintrygowana.
- Takie dla dorosłych, bo ja będę już dorosła.
- Ale to dzieci chodzą do przedszkola. Możesz chodzić do przedszkola, jak jesteś mała, i się bawić różnymi zabawkami z innymi dziećmi - znowu propaganda.
Asia znowu milknie. I przez następne kilka tygodni milczy na temat przedszkola. W międzyczasie dowiaduje się, że przedszkolakiem zostanie Wiki, nasza sąsiadeczka, ale wcale jej to nie zachęca. Wiki idzie. Asia nie idzie. I już.

Któregoś razu, kiedy znowu mijamy przedszkolny plac zabaw, pytam wprost:
- Asiu, czemu nie chcesz iść do przedszkola?
Asia udaje, że nie słyszy
- Zobacz, tam jest kawka!
- Tak, to jest kawka, ale czemu nie chcesz iść do przedszkola?
- O! Poleciała!
- Tak, ale czemu nie chcesz iść do przedszkola? - odzywa się we mnie skrzywienie zawodowe, które każe mi uzyskać odpowiedź na pytanie i już.
- Chodźmy po bułeczkę! Jestem głodna! 
Normalnie głuchota selektywna.
- Asiu, powiesz mi wreszcie, czemu nie chcesz iść do przedszkola? - pytam, ale bardzo delikatnie.
Asia staje i patrzy na swoje stopy.
- Bo się boję - mówi cicho i zaraz pyta o wiele głośniej:
- Pójdziemy po bułeczkę?

No więc uważam, że Joasia nie jest gotowa psychicznie, żeby iść do przedszkola. Jest wrażliwa. Delikatna. Wycofana. W nowych sytuacjach mocno się stresuje i czasami potrzebuje pół godzinki w ramionach ojca dzieciom lub na kolanach matki, żeby się oswoić. Oczywiscie są miejsca, w których natychmiast i radośnie przystępuje do zabawy, coraz częściej spontanicznie i z satysfakcją bawi się z innymi (spokojnymi) dziećmi. Ale to jeszcze wciąż rzadkość, raczej pierwsze jaskółki zmian niż nowa jakość.

Kiedy to wyjaśniam, słyszę czasami, że to ja się bardziej boję posłać ją do przedszkola niż Joasia boi się iść. Owszem, boję się. I mówię o tym wprost. Swoje przedszkole wspominam tak sobie - a chodziłam do niego krótko. Był tam jeden chłopczyk z gatunku okropnych łobuzów. Robił, co mu się żywnie podobało, i żadna z pań nie była w stanie nad nim zapanować. Był niemiły, hałasował i nie dało się z tym nic zrobić - ani go unikać. Uwaga: to było jakieś ćwierć wieku temu, a ja wciąż pamiętam! Więc tak, boję się, że piaskownicowi rozbójnicy, dzieci, które popychają inne dzieci, wyrywają im łopatkę i okładają nią oniemiałego właściciela, dziko do tego wrzeszcząc, też chodzą do przedszkola i w przedszkolu też są nie do opanowania. Boję się też, że wrażliwość Joasi zostanie olana, a jej potrzeby - nie zostaną zaspokojone, bo jest cicha, spokojna i potrafi długo czekać, aż się spełni jej prośbę. To wszystko nie ze złej woli - raczej z braku wolnych rąk pani przedszkolanki.

Pewnie ma też znaczenie fakt, że Witul na razie nigdzie nie idzie, bo jestem przeciwniczką żłobków. Więc skoro i tak jestem w domu, Asia nigdzie iść nie musi. Chyba, że zachce.


P.S. Liczę na to, że w kwestii przedszkola dorzuci coś mądrego Wielorybka.



5 komentarzy:

  1. Czuję się wywołana do tablicy. ;)

    Tak, każde dziecko (i rodzice) musi być gotowe na rozpoczęcie tego etapu. Zastanawiam się tylko, czy z biegiem czasu u Joasi coś się zmieni - tzn. czy będzie taki moment, że uznasz, że to "już"? Bo trudno oczekiwać, że jej wrażliwość, delikatność i inne cechy, zmienią się za rok, czy za dwa, to już kwestia charakteru, a może - osobowości. Jasne, że będzie dojrzalsza... ale czy te powody, które podajesz dziś, naprawdę odejdą w niepamięć? Wydaje mi się, że nie. :) Zawsze będziesz się bała, czy jej potrzeby będą zaspokojone, czy nauczyciel z braku możliwości/braku wolnych rąk nie zajmie się nią tak, jak tego potrzebuje. Bo to normalne, każdy się o to boi (nawet nauczyciel, który posyła swoje dziecko do przedszkola, w którym sam pracuje). A ona będzie się bała być sama (tzn. bez mamy), co więcej - będzie się bała, że już po nią nie wrócisz (wiem, jak dzieci odbierają np. spóźnienie rodzica do p-la), będzie się bała innych dzieci, bo te krzykliwe i agresywne przecież nie znikną. Co więcej - może się okazać, że trafi już do uformowanej grupy, która jest ze sobą od roku, dwóch, a ona będzie musiała jakoś w nią "wejść".
    Przepraszam, nie chcę Cię straszyć, tylko przypomnieć, z czym jeszcze będziecie musiały się zmierzyć.

    Oczywiście można uznać, że 3 - latek ma jeszcze czas i nie ma sensu pchać dziecka na siłę do przedszkola - i w pewnym sensie skracać mu dzieciństwo, no bo to już jest pewien obowiązek (jak choćby konieczność wstawania o określonej porze). Są jednak badania, które mówią o tym, że - paradoksalnie - dzieci młodsze (najlepiej, heh, już 2,5 - latki) lepiej psychicznie znoszą rozstanie z rodzicami, niż dzieci starsze. Nie chodzi o to, jak zachowują się na zewnątrz (np. 5 - latek może bardzo spokojnie spędzić cały dzień w przedszkolu, nie skarżąc się, tymczasem 3 - latek płakać bez przerwy, ale jednak to ten starszy będzie to bardziej przeżywał niż młodszy), ale o to, co odczuwają, jak to na nie wpływa. Ciekawe, prawda?

    Jesteś pewna swojej decyzji, to najważniejsze. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oh, przedszkole... też czuję się wywołana do tablicy. Jestem Mamą szóstki. I z zasady nigdy nie posłałam trzylatka do przedszkola. Rozumiem, że czasem matki muszą. Idą do pracy i nie mają innego wyjścia. Sprawa zamknięta. Ale po co to robić kiedy jestem w domu? Dziecko w najbardziej chłonnym, twórczym okresie. Wtedy kiedy nawiązuje relacje rodzinne na całe życie. Oddawać obcym nawet najlepiej wykształconym ludziom? Trzylatka, który naprawdę nie musi jeszcze bawić się w dużej grupie, nabierać TYCH samych nawyków co inne "zsocjalizowane" dzieci, uczyć się czytać, pisać i różniczkować w sposób usystematyzowany... Nasze dzieci nie chodziły do przedszkola. Najstarszy był rok w wieku 4,5 kiedy poszedł do przedszkola pod domem, bo naprawdę mieliśmy malutkie mieszkanko a Czwarty był w drodze.... Piąty poszedł w wieku prawie pięciu, żeby nauczyć się języka, bo mieszkamy w USA a w domu mówimy po polsku. Ale ja prawie codziennie byłam obok bo uczę tam religii. I trzech starszych braci. I mała szkoła... Ale Trzylatek? Nie, dziękuję... I dla podsumowania, moje dzieci nie miały żadnych problemów w grupie. Uczą się świetnie. Prawda, w domu nie siedzimy przed TV tylko różne inne ciekawsze mamy zajęcia...
    A poza tym dzieci i tak się odrywają od Mamy. To naturalna kolej rzeczy. Chcą poznawać świat. Ale żeby na siłę? Bo popłacze i przestanie? Dla treningu? Brrrr...
    Czytam Twojego bloga, fajny jest, taki konkretny:) no i dzisiaj jakoś już nie mogłam się oprzeć :) i głos zabieram. Joasia przetrwaj wrażliwa taka i już!
    Pozdrawiam
    a.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też jestem przeciwniczką żłobków. I to kategoryczną. Przedszkoli z resztą też. I mam na to swój argument: po co posyłać dziecko do przedszkola, skoro nie musi iść?

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam podobny dylemat rok temu :) I też nie posłałam synka. Teraz ma już cztery latka i od poniedziałku pójdzie do upatrzonego, prywatnego przedszkola, gdzie mam pewność, że nikt krzywdy mu nie zrobi. Też nie był gotowy rok temu, jest chłopcem bardzo wrażliwym i boi się nowych sytuacji. Jego młodszy brat (dwa latka) aż pali się, żeby iść między ludzi i pewnie za rok go puszczę... Ale to zupełnie inny typ człowieka, odważny i otwarty na nowe doświadczenia. Myślę, że każde dziecko trzeba traktować inaczej, a nie wymagać, żeby wszystkie były "jakieś" (pewne siebie, uśmiechnięte i nie wiadomo co jeszcze). Ważne żeby widzieć zalety każdego i pomagać je rozwijać.
    A do żłobka nie posłałabym dziecka... Chyba że byłabym samotną matką i musiała zarobić na życie. No ale nie jestem :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo Wam dziękuję za komentarze. Madrze gadacie:D Tego było mi potrzeba. I wiem, że macie różne zdania, ale to właśnie jest cenne: spojrzenie z różnych stron.

    Dzięki!

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...