czwartek, 28 sierpnia 2014

Cztery rzeczy, które jedzą dzieci, chociaż nie powinny

Świeżo po lekturze tekstu o szkodliwych dodatkach do jedzenia produkowanego najtaniej, jak się da (jakiś czas temu "W Sieci"), poszłam na zakupy. 
Przeczytałam sobie etykiety wszystkich serów żółtych, które oferuje market z sympatycznym owadem w logo i wybrałam jeden, jeden jedyny, który nadaje się chociaż trochę dla dzieci. Potem zrobiłam to samo u konkurencji - z takim samym skutkiem.

Przy okazji przyjrzałam się dietetycznym upodobaniom moich dzieci. Są - można by rzec - klasyczne.

Parówki. Zło tego świata. Poważnie. Kupujemy najdroższe, jakie są w naszym sklepie, ponieważ mają najwyższą zawartość mięsa. Co prawda nie mają w nazwie słowa "parówki". To kiełbasa wieprzowa homogenizowana, wędzona i parzona. Zawiera 76% mięsa (więcej ma tylko superparówka od Szubryta, kryptoreklama, tadam), a poza tym wiele innych rzeczy. Przekonałam się o tym ostatnio, zabierając do domu opakowanie. I co mamy? E 1420 - skrobię acetylowaną, zagęstnik uznawany za nieszkodliwy, E 451 - tu już nie tak fajnie, to trifosforany, których większa ilość w organizmie powoduje gorsze przyswajanie wapnia, żelaza i magnezu, E 452 - polifosforany, które robią to samo, co trifosforany, cytryniany sodu i octan sodu - też podobno nieszkodliwe (E 331 i E 262i), glukozę (jakoś nie kojarzy się z parówką, co?), laktozę - jak wyżej, glutaminian sodu, czyli umami, w roli wzmacniacza smaku, który jest pośrednią przyczyną otyłości (logiczne), nieszkodliwy askorbinian sodu - E 301, substancję żelującą - alginian sodu, który może powodować zmniejszone wchłanianie żelaza, wapnia i manganu, oraz substancja konserwująca - azotan potasu. Robi się z niego czarny proch, nawozy sztuczne i konserwanty spożywcze.

Przy azotanie potasu zatrzymamy się na chwilę, gdyż w organizmie ludzkim ulega przemianie w azotyn, który z kolei nie dość, że może być (w kolejnej przemianie) rakotwórczy, to jeszcze sprawia, że hemoglobina* nie działa, jak powinna, czym upośledza rozprowadzanie tlenu po organizmie. Podobnie działa tlenek węgla, czyli czad. Ale idźmy dalej.

Serek topiony. Chcę tójkąciki! - woła Joasia, i jak tu jej nie kupić, skoro wiem, że zje. Pytanie, co tak naprawdę je. Bez dręczenia Was - znowu azotan, trifosforany, winiany sodu, nieszkodliwe cytryniany sodu. Mniej niż 10% sera żółtego. O, nie. Serki topione wylatują z diety, dopóki nie nauczę się ich robić sama.

Słodkie serki-deserki. Skoro zaglądamy do składu: liczą się nie tylko składniki, ale też ich pozycja na "liście". A lista brzmi zazwyczaj tak: mleko, śmietankę, cukier... ilość cukru można sprawdzić w tabeli, serek, który sprawdzałam, w całej porcji miał 23 g cukru. Łyżeczka cukru ma 5 g. Obliczenia zostawiam Wam. Poza tym obowiązkowym składnikiem jest syrop glukozowo-fruktozowy, którego spożywanie może prowadzić do otyłości i  cukrzycy - między innymi. Zamiennik? Jogurt naturalny (albo grecki, albo nawet chuda śmietana!) z owocami. Posłodzony łyżeczkę - i wystarcza. Jak się postaram, smakuje jak Danio.

Keczup. Och, tak. Banał. Można kupić dobry bez paskudztw, ale ostatnio nie przeczytałam etykiety i okazało się, że producent w miedzyczasie dorzucił nieco składników, w tym benzoesan sodu, który w połączeniu z kwasem askorbinowym tworzy związek rakotwórczy, a o połączenie nietrudno.

Szukanie konsensusu między dziecięcymi pragnieniami spożywczymi, dostępnymi produktami i zawartością portfela kończy się u nas zazwyczaj w warzywniaku. Pomidory! Brzoskwinie! Śliwki! Marchewka! Sałata! Mniam! 
Skąd są, na razie nie sprawdzam. 


*A dokladniej methemoglobina. Kto nie uważał na biologii: hemoglobina jest jak wagonik, który przywozi do komórki tlen i odwozi dwutlenek węgla. Tlen i dwutlenek węgla przyczepiają się do niej, jakby to były klocki Lego. Azotyn sprawia, że klocki zachowują się jak sklejone Kropelką. 

P.S. Chciałam zrobić zdjęcie szkodliwcom, ale ich... nie mam. Więc konsensus.

P.S. 2. Fejs-zbuk Młodej Matki zaczyna hulać. Ale się porobiło.

10 komentarzy:

  1. My z tego, co wyżej jemy tylko serki homogenizowane bez syropu glukozowo-fruktuzowego, niestety z zawartością cukru. Wybrałam je jednak jako mniejsze zło, bo Rybka na wiele rzeczy kręci nosem, a ja nie mam obecnie za dużo werwy do przygotowania posiłków. BLW leży i kwiczy, tak, jak i nasze obiady. Dobrze się mają tylko słodkości. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasami mam wrażenie, że sama mogłabym się żywić tylko węglowodanami, no, może z małą ilością białka (mleko do kawy)...

      Usuń
  2. wkurza mnie ten blogger. pisze komentarz, kaze mi sie zalogowac, po czym komentarz znika. z parówek podobno Berlinki są w miare jadalne, jesli w ogole mozna powiedziec to o parówkach. jogurt grecki z biedry nie jest zbyt dobrej jakosci, ale za to jaki dobry! z dzemem smakuje jak jogobella :D a co do składów, to czesto nie sa one zgodne z tym, co naprawde jest w danym produkcie. czegos braknie, to dodadza innego, sypnie sie za duzo, to tez zaden problem... nie da sie przed tym uciec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to wkurza, że składy to pic na wodę. Nie da się uciec, zgadza się. Grrrr. Ale wciąż jestem daleka od kupienia sobie krowy.

      Usuń
  3. Hm mnie bardziej wkurzają Cola, chipsy, lizaki i guma do żucia :) Swoim dzieciom ich nie daję, ale u innych widzę non stop.
    A cztery wyżej wymienione akurat kupuję. Dzieciaki lubią owoce i warzywa, więc jedzą ich dużo. Od deserków i parówek raz na jakiś czas nic im się nie stanie. Nie ma co popadać w skrajności ;) (i piszę to jako były pracownik sklepu ze zdrową żywnością, hehe).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lizaki. Oj, tak. Przyznaję się do winy:)
      I z jednej strony też myślę, że co jakiś czas ok, a potem czytam tekst o tym, jak to każdy miligram konserwantu pogarsza rozwój dziecka - i wtedy sama już nie wiem.

      Usuń
  4. Parówek powinno się zabronić ;) I nie ma nic pyszniejszego niż ketchup domowej roboty. Raz spróbujesz - odechciewa się jeść sklepowego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. u mnie na tapecie są u 2 latka jajka nie ma dnia bez tego smakołyku pod każda postacią a co mam zrobic kiedy dziecko kręci nosem na owoce chociaż z ważyw marchewke zjada i ostatni hit rama palcem łyżeczką :D
    starszy 4 latka troszkę wyrafinowany gust, parówki, białe kiełbaski cieniutkie, za to arbuzy melony jabłuszka je tonami :D cóż każde dziecko wie czego ptzreba jego organizmowi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jajka. U nas też wysoko notowane. Ale melony jem u nas tylko ja - chociaż na to akurat nie narzekam:D Ale Rama w Twoim zestawieniu jest trochę niepokojąca, hm.

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...