poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Cyc w plenerze

W tym roku po raz pierwszy* widziałam na plaży aż tyle kobiet karmiących piersią swoje dzieci. Mało tego, że na plaży: ogólnie na wakacjach. To bardzo pozytywne.

Nie sądzę jednak, żeby miało związek z różnymi akcjami popularyzującymi publiczne karmienie piersią w ogóle: raczej z upałem i wakacyjnym rozluźnieniem.

Sama nie lubię karmić poza domem. Albo poza jakimś cichym schronieniem. Wydaje mi się, że wszyscy na mnie patrzą, a najgorsi są panowie około pięćdziesiątki, w swoim mniemaniu wciąż atrakcyjni. Na szczęście odziedziczyłam spojrzenie, które mówi, żeby uważać, więc zazwyczaj nikt nie komentuje. Ale i tak karmienie w plenerze bywa krępujące.

Tymczasem tu i ówdzie pojawiają się ruchy społeczne, zachęcające kobiety do karmienia piersią publicznie. Ruchy oddolne. Czasami, niestety, z gatunku "copyrajter płakał, jak wymyślał" - ale są. Ich celem jest uświadomienie matkom, że powinny uświadamiać społeczeństwo, iż karmienie piersią nie podpada pod publiczne obnażanie się, że jest czynnością fizjologiczną, która nie powinna być karana ni mandatem, ni złym spojrzeniem. Powszechnie aprobowana i oklaskiwana, a jak.

A tu najwyraźniej społeczeństwo jest oporne. W trzech wymiarach. Przynajmniej tak głosi legenda miejska.

Po pierwsze, przyzwyczajeni do szczucia cycem** przedstawiciele płci niekarmiącej (piersią) nie chcą przeżywać szoku, jakim jest widok piersi karmiącej (jakiej, nie: kogo czego). Co i tak jest grubymi nićmi szyte, gdyż wiadomo nie od dziś, że każdy cycek pojawiający się publicznie jest wart uwagi i godzien komentarza. Sorry, panowie. 

Po drugie, karmienie to zgorszenie. Bo ciało na widoku i tak dalej. Od razu pewnie widzicie oczyma wyobraźni starą dewotę postukującą różańcem. Otóż nic podobnego. Stare dewoty postukujące różańcem zazwyczaj są bardzo miłe i zachwycone, że ktoś jeszcze karmi piersią. Karmiłam też parę razy tyłem do księdza (nie na mszy) i raz w zakrystii (na mszy). Bez problemu. Kto się gorszy, ten jest gorszy, i już.

Po trzecie, karmienie to prywatna sprawa, intymna, i niektórym kojarzy się z kochaniem***. Więc nie powinna się odbywać na widoku, bo seksu też się nie uprawia na ławce w parku. Hm. Że intymna, owszem, co do reszty, zmilczę. I przejdę do tego, co mnie denerwuje w publicznym karmieniu piersią. 

A jest to brak umiaru.

Nie w karmieniu, oczywiście, tylko w całej atmosferze wokół niego. Jakby nie można było normalnie i spokojnie, cicho i kulturalnie. Spotkałam kiedyś w kawiarni dla mam mamę, która wyjęła sobie pierś przez dość duży dekolt, co sprawiło, że miała ją caluteńką na wierzchu, przystawiła dziecko i tak chodziła po knajpie, w której nie siedziały same matki karmiące, o nie. Plus te wszystkie grupy, w których krzyczy się o karmieniu cycem. Samo słowo CYC źle mi się kojarzy**** (może poza Upadłą madonną z wielkim cycem van Klompa). jest mało kuszące i średnio dyskretne.

Akcja "Karmiące cyce na ulice" kojarzy mi się bardziej z rogacizną, 


a flashmoby i akcje karmienia tu czy tam, byle zbiorowo, żeby pokazać, jakoś do mnie nie przemawiają. 

Żeby nie kończyć na wysokiej nucie, na koniec dialog wakacyjny z Witulem w roli głównej.

Jest dobrze po dwudziestej, wracamy samochodem z plaży, zmęczone dzieciaki powoli zapadają w drzemkę w fotelikach, choć to dwie minuty drogi.

- Ceba - odzywa się nagle Witulek. Ceba, czyli "trzeba".
- Co trzeba? - pytam.
- Pa!
- Spać?
- Ne - kręci przecząco głową. - Ceba.
- Co trzeba, Witulku?
- Cycek!

Co najlepsze: ani ja, ani ojciec dzieciom nie mówiliśmy wcześniej "cycek".


*A że byłam w tym roku nad Bałtykiem chyba ze dwudziesty raz, jako obserwator jestem dość wiarygodna.
**Szczucie cycem, czyli reklamowanie wszystkiego - od blachodachówki po mopy do myjni samochodowych - za pomocą roznegliżowanej, atrakcyjnej pani, która przeszła operację plastyczną w Fotoszopie i grafik ją wykorzystał. Płacząc. W dodatku za firmowe pieniądze.
***Tych, co im się tak kojarzy, tym razem oszczędzę. 
****Swoją drogą zebrałam już raz na blogu po uszach za to, że zamiast "pierś" napisałam "cycuś".









4 komentarze:

  1. Oj, a co jest w słowie "cycuś" złego? (odnośnie do trzeciego przypisu)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może to nienaukowo. Panie z "Pontonu" uczą, że nie mówi się "siusiak" tylko "członek".

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...