środa, 20 sierpnia 2014

Co z tym nocnikiem?

Dzisiaj od rana chodzę dumna jak paw.
Witulek samodzielnie i z własnej inicjatywy użył nocnika. W celu właściwym. Grubszym.
Ha!

Początki były trudne i z używaniem nocnika bywało różnie. Nasz ładny i wygodny zielony nocniczek nie cieszył się sympatią mojego syna, czy może raczej: nie cieszył się sympatią właściwą. Jako pojemnik na klocki (drewniane) - jak najbardziej. Jako naczynie na wodę (czystą) proszę bardzo. Ale do załatwiania spraw właściwych - ani trochę.

Ponieważ mam już serdecznie dość pieluch, postanowiłam - gdy tylko zrobi się ciepło - przestawić Witulka na nocnik. Tak ze trzy miesiące temu. No i klops, gdyż nie był chętny do przestawiania. Owszem, posiedzieć, owszem, Joasia robi siku, ale poza tym - zupełnie nic. Puszczony bez pieluchy, lał na podłogę jak młode szczenię, w dodatku czerpiąc z tego pewną satysfakcję (plask, plask). Wszelkie próby przewidywania odpowiedniej pory (z zegarkiem w ręku) spełzały na niczym, nawet siku po drzemce nie wychodziło. To znaczy wychodziło, ale tuż po tym, jak Witulek posiedział chwilę na nocniku. Zaczęłam próbować z ubikacją (chociaż Joasia twierdzi, że to dla dziewczynek), owszem, radocha była i trochę adrenaliny, bo bez nakładki w równowadze chwiejnej, ale poza tym - bez efektu.

Już, już prawie byłam gotowa uznać, że mężczyźni zaczynają sikać tam, gdzie społeczeństwo oczekuje, gdy sami zechcą, aż udało mi się przyłapać Witulka na gorącym uczynku. A raczej - tuż przed ciepłym uczynkiem. Złapałam delikwenta w pół, ładnie prosząc, żeby poczekał chwilę z sikaniem. I nie dość, że poczekał, to jeszcze pięknie zrobił siku do ubikacji. Całe. Sam. W obecności całej rodziny.

Od tamtej pory - a minęły dwa miesiące - sikamy do ubikacji. Nabyliśmy sympatyczną nakładkę (tak, tak  w Ikei) i w pięćdziesięciu procentach przypadków udaje się, jak należy. 

Sagę o sikaniu można więc zakończyć trzema wnioskami.

Po pierwsze: dziecko musi być gotowe. Samo. I nie da się przewidzieć, kiedy nastąpi ten moment.
Po drugie: sprzęt musi być wygodny. Dla każdego coś innego.
Po trzecie: nie od razu, miła, nie od razu. Nie ma co oczekiwać, że dziecko zacznie się załatwiać tylko do nocnika. 

Jest jeszcze jedna, ważna rzecz. Dziecko potrzebuje wsparcia. Wsparcie polega na wzmacnianiu zachowania pozytywnego, a nie negatywnego. Nic nowego - powiecie. Ale łatwo o tym zapomnieć. Zwłaszcza, jeśli po raz trzeci wyciera się siki ze świeżo umytej podłogi. Lub suszy krzesła z tapicerką. Albo wykładzinę. I szybko można wtedy przejść od spokojnego "Następnym razem spróbujemy zdążyć do ubikacji, dobrze?" do "Ile razy ci mówiłam...", "Jesteś już duży i musisz sikać do nocnika" albo "Znowu na podłogę! Co za wstyd!".

Co do wzmacniania pozytywnego: nie jestem też zwolenniczką nagradzania za sikanie we właściwe miejsce. A słyszę czasami o sposobie na lizaka: zdesperowana mama próbuje przekonać dziecko do nocnika czymś słodkim. Tyle, że naturalną nagrodą dla dziecka jest poczucie satysfakcji płynące z kontroli nad własnym ciałem i z pochwały, którą otrzymuje od mamy.

(Zerknęłam sobie przy okazji w tekst popełniony, kiedy Joasia się przestawiała na nocniczek. I wiecie, co? Wszystko aktualne.)

Po takim wspaniałym poranku udaliśmy się na plac zabaw, na którym, przy zjeżdżalni, stały dwie babcie i jeździły - jak po łysej kobyle - po matkach, które dzieciom tak długo pieluchy zakładają. Czułam się  trochę nieswojo, bo Witulkowi pielucha wystawała ze spodenek, a wygląda na  trochę starszego, niż jest. Gadały i gadały, truły i narzekały, jak to za ich czasów i wtedy tak, a teraz nie, i w głowach się poprzewracało, i dziecko to na nocnik trzeba sadzać, jak już siedzi dobrze i już. W międzyczasie upominały swoje wnuczki? dzieci pod opieką? - obcesowo i wyrywkowo zarazem.

Na szczęście szybko poszliśmy na karuzelę.





2 komentarze:

  1. super no może i u nas by też już było po ale skoro tata nie zachęca jak zostaje z dziećmi a tylko mama kiedy przyjdzie z pracy to nie ma sensu... wch czekamy kiedy będzie bardziej chciała sam. miał taki czas ale tylko ja próbowałam by siedział próbował nagradzałam chwaląc... kiedy mój mąż jest w domu i nie zachęca to nie ma realności żeby wkońcu robił siusiu czy kupke do nocnisia czy kibelka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat bardzo ważne, żeby rodzice mieli wspólny front. Trzymam kciuki za dobrą rozmowę na ten temat:)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...