wtorek, 29 lipca 2014

Wróciłam! No i dwa lata.

Pięć tygodni bez internetu.
Pięć tygodni bez prasówki.
Pięć tygodni nad morzem.
Jestem jak nowo narodzona, tylko może mniej pomarszczona i nie krzyczę.

Przed wyjazdem miałam bardzo ambitne plany, ale zapomniałam ich spakować. Dzięki temu mogłam lenić się do woli przy koszeniu trawy, przekopywaniu ziemi pod ogródek ziołowy oraz pakowaniu ubranek na plażę oraz ich rozpakowywaniu (lub nie) i rzucaniu byle gdzie, żeby czymś zapełnić ten ocean wolnego czasu. A nie, przepraszam, morze. 

No więc jestem. W formie. Formie powakacyjnej, podsmażona na złoto, podobno apetyczna, chociaż nie chrupiąca, chyba, że ogórki. Zrelaksowana, odniusowana, z kilkoma gotowymi fabułami w głowie i blogowymi pomysłami też.

Nie pisałam bloga przez czterdzieści dni, a te czterdzieści dni jest symboliczne, wiem to jako teolog i czuję się zobowiązana do stworzenia nowej jakości.Więc będzie jakość, a jak nie jakość, to jakoś, ale na pewno będzie dobrze i lepiej. Mało tego, że nie pisałam bloga - nie napisałam nic poza kilkoma listami zakupów, dwoma stronami w pamiętniku (tak, tak, coś takiego też mi się zdarza) oraz pozdrowieniami na pocztówkach. Ale nie myślcie, że zapomniałam, jak się pisze - nic z tych rzeczy, czuję się raczej jak koń wyścigowy w boksie tuż przed startem. 

Nie pisałam bloga przez czterdzieści dni - a tu niespodzianka, bo Wy go czytaliście! O wiele liczniej, niż mogłam się spodziewać, i to bardzo miłe. Budujące. Zachęcajace i dobrze nastawiające na przyszłość. Przyszłość, swoją drogą,  zacznie się we wrześniu, póki co jest jeszcze swojskość i teraźniejszość.

A czy Wy w ogóle wiecie, że dzisiaj mojemu blogowi stuknęły dwa lata? Dwa. DWA! Dużo. I mało. Po prostu dwa. Powinnam pewnie rozdać urodzinowe cukierki, zrobić zamaszysty konkurs ze sponsorem w postaci producenta mydła do spierania kup (nie, żebym miała coś przeciwko mydłom), założyć stronę bloga na fejsbuku i z okazji urodzin wyżebrać setkę lajków. Ale dzisiaj, tak się składa, mam imieniny, więc piję sobie teologa, czyli takiego drinka, którego sama wymyśliłam, zagryzam śniadaniowymi kulkami czekoladowymi Joasi, w domu cisza, za oknem letnia noc, żadne tam warunki do rozważań egzystencjalno-promocyjno-przyszłościowych. Dobrze jest, jak jest, teraz, w tej chwili. W miejskiej ciszy z szumem samochodów. Nawet bez ogródka. 

Żeby uniknąć encefalogramu pisanego dżinem, tyle na dziś. A od jutra zacznę Wam opowiadać morskie opowieści. 

Fot. Ojciec dzieciom, oczywiście.

8 komentarzy:

  1. W końcu będzie co czytać. :) Liczę na 1 notkę dziennie (co najmniej). ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D No, Wielorybko, ja też liczę przynajmniej jedną notkę dziennie :P

      Usuń
    2. Ejj, to nie tak miało być! ;)

      Usuń
  2. cudnie że wróciłaś :D czekałam z niecierpliwością.... dwa latka dla bloga brawa malutko ale zawsze cos (mój ma 12 lat) więc jeszcze 10 lat i mnie dogonisz :P coś czuje że to będzie super blog wypoczętej Mamuśki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwanaście? O rety, to Ty jesteś niemal blogową "babcią"! :)
      Sama jestem ciekawa, jak będzie wyglądał mój blog za dziesięć lat... Dobre ćwiczenie na wyobraźnię:)

      Usuń
  3. No to gdzie ta notka, gdzie? Już dwa dni po urlopie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież jest! Miala być nawet druga, ale się jakoś nie skończyła, bo Putin zjadł jabłka.

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...