poniedziałek, 2 czerwca 2014

Wyższość mleka matki

Społeczeństwo dzieli matki na matki karmiące i na matki głodzące. A nie, pardon, na matki karmiące i matki... karmiące. Tak, to będzie wpis o karmieniu piersią, o wyższości mleka matki człowieka nad mlekiem matki cielaka w odniesieniu do człowieka oczywiście, będzie ostro i bez ogródek. Uciekajcie, póki czas.

Długi weekend. Urodziny Joasi. Inne miłe rzeczy też, więc procenty krążą po stole. Wujek chce do mnie przepić. Kręcę przecząco głową.
- Przecież już nie karmisz - w zasadzie to jest pytanie.
- Karmię.

Och, znacie ten dialog, znacie na pewno, jeśli jesteście matkami chłopców karmionych piersią od urodzenia. A jeśli znacie od drugiej strony, może nie być miło. Bo ten dalszy ciąg brzmi mniej więcej tak:
- A bo tak go przyzwyczaiłaś i teraz chce.
- Po to jest mleko modyfikowane, proszę pani, żeby zacząć je podawać dziecku w wieku sześciu miesięcy. Pani mleko jest teraz zupełnie bezwartościowe.
- A ile ma zębów? Szesnaście? A, to współczuję.
- Jeszcze karmisz? Ale odciągasz pokarm, prawda?
- To jest zdecydowanie za długo, nie można tak długo karmić dziecka, to niezdrowe.
- Mamisynek ci wyrośnie, zobaczysz.

I tak dalej, i tak dalej. Pewnie byłoby tego więcej i o wiele mniej miło, gdyby nie to, że z natury jestem dość asertywna, ponadto po kądzieli odziedziczyłam pewne spojrzenie, po którym wszyscy zaczynają szybko, sprawnie i w milczeniu robić to, co chcę, żeby zrobili (w wersji hard) lub zaczynają nagle mówić o pogodzie, kwiatach, polityce albo sporcie (w wersji lajt). Nigdy za bardzo się nie przejmowałam tym, co o mnie mówią - poza krótką listą osób, których zdanie się dla mnie liczy. I zawsze sobie ceniłam swoją prywatność.

A tymczasem wszyscy w moją prywatność chcą włazić z butami.
Pani doktor, która twierdzi z pewnością godną lepszej sprawy, że mleko modyfikowane jest o wiele lepsze dla dzieci, a moje jest nic nie warte. I wypisuje mi receptę na bloczku reklamowym pewnej firmy produkującej... mleko modyfikowane.
Matki na forach, które bronią swojej decyzji o karmieniu sztucznym mlekiem jak niepodległości. Bo to ich wybór, bo im tak wygodnie.

Otóż, moje drogie, matką nie jest się po to, żeby było wygodnie. 


Teraz dygresja, bo pewnej grupy karmiących mlekiem modyfikowanym matek nie chcę urazić. Rozumiem, że z powodu choroby czy innych przewidzianych lub nieprzewidzianych przeszkód, na tyle trudnych do przezwycieżenia, że przezwycieżanie mogłoby matkę wykończyć, zdecydowały się w którymś momencie na sztuczny pokarm.  Rozumiem. Współczuję. Wspieram. Nie czepiam się.

Ale reszta?
Mamusie, którym jest wygodnie podać buteleczkę, bo każdy może je zastąpić i nie są uwiązane? Otóż, moje drogie, bycie matką to jest uwiązanie, na pierwsze piętnaście-osiemnaście lat bardziej, potem - mniej. I nie da się tego uniknąć, nie da się udawać, że niania poda buteleczkę, a ja sobie będę hasać niezależna i wolna jak konik polny, a dziecku nie robi różnicy, bo jest małe. Robi.
Mamusie, które trują, że mleko modyfikowane niczym się nie różni, wybaczcie, ale się różni, dość znacząco, istnieją wiarygodne badania i nie są ani trochę optymistyczne, chyba, że za optymizm weźmiemy informację, że dziecko po mleku modyfikowanym nie umiera. Wtedy tak, oczywiście.
Mamusie, które tłuką po łbie inne matki, karmiące piersią długo i z satysfakcją, jakby chciały zatłuc swój wewnętrzny wyrzut sumienia. Które się dziwią ostentacyjnie, że jeszcze, które prychają z pogardą, że wieczorem nie na piwo, bo jesteśmy umówieni na cycusia. Które patrzą z wyższością, że one to nowoczesne i podają butelkę, a ja taka zaściankowa i chcę dziecko wykarmić piersią, a przecież w internetach piszą, że to niemożliwe.

Kiedy facet, zwłaszcza w wieku mojego taty i wzwyż, zaczyna mi prawić kazanie na temat karmienia piersią, wybaczam i obracam sprawę w żart.
Kiedy kobieta z pokolenia mojej mamy zaczyna mi mówić śmieszne rzeczy na temat mleka matki, wybaczam. Nie miała internetu, a ja mam. Badania też są nowsze i dostępniejsze. 

Kiedy inna matka, w moim wieku, z mojego pokolenia, z dostępem do internetu, z bibliotekami pełnymi książek, z doradcą laktacyjnym w pobliżu, z możliwością używania własnego rozumu, zaczyna mi chrzanić jakieś kompletne głupoty o karmieniu piersią i mleku matki, nie wybaczam. Co prawda z głupotą się nie dyskutuje, ale jakoś trudno mi odpuścić brak używania rozumu.

Tak, wiem, że to wina stron internetowych prowadzonych przez producentów napojów mlekopodobnych (krowiomlekopodobnych, bo do mleka matki człowieka to się nie umywa), na których prowadzi się bardzo delikatną i dyskretną kampanię manipulacyjną. Ile kosztuje porcja mleka matki? A ile mleka modyfikowanego? No właśnie. Wiem, że to wina lekarzy, którzy nie dbają o zdrowie, tylko sprzedają produkt. Że to wina pracowników oddziałów noworodkowych, którzy podają wodę z glukozą albo butelkę z mieszankę z nazwą wypisaną dużymi literami, żeby dziecko (jednodniowe, z dala od mamusi!) w nocy spało i było cicho (sic!). Że to wina zostawiania matek samych z problemami z laktacją.

Ale to wszystko nie zwalnia z używania rozumu.


Karmienie piersią bywa męczące i relaksujące, piękne i okropne, frustrujace i satysfakcjonujące, ale jedna rzecz nie ulega wątpliwości. Karmienie piersią jest lepsze od karmienia mieszanką. Lepsze dla matki i dla dziecka.

Nie wierzycie?
Mogę to udowodnić.




12 komentarzy:

  1. Ja tylko napiszę o kosztach.

    Z powodów, które wymieniłaś musieliśmy przestawić Rybkę na mleko sztuczne (z bólem serca, łzami, wyrzutami sumienia, itd.). Jako, że nie zastąpi ono mojego, staraliśmy się wybrać jakieś dobre, polecane przez znajomych. Wybraliśmy.
    Mleko to kosztuje mniej więcej 50 zł za opakowanie, które obecnie - przy karmieniu tylko nocnym - schodzi nam w tydzień. Rachunek jest prosty. Dwie stówy za mleko miesięcznie (przy jedzeniu zupek, kaszek, itp.). Hm. Piersią byłoby nieco bardziej ekonomicznie, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaaak.
      O kosztach zamierzam popełnić oddzielny wpis, tylko muszę jeszcze zrobić mały risercz.
      Ale wiesz, co mnie najbardziej wkurzało? Wylewanie tego mleka, którego Joaśka nie wypiła. Dziennie wylewałam do zlewu jakieś 4-5 zł. Czyli 150 zł miesięcznie się marnowało. Z jednej strony - mleka dziecku nie będziesz żałować, z drugiej strony - budżet nie jest z gumy. Konflikt tragiczny, jak nic.

      Usuń
  2. No otoz to.
    A w karmieniu piersia chodzi o relacje. O kontakt milosny. A teraz zamiast dzieci kochac POSIADA sie je. I tu jest pies pogrzebany.
    A tak prawie à propos polecam:
    http://2ryby.pl/film/nadzieja-na-wyjscie-z-traumy-prenatalnej/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, miłość zabiera wolność. Wolność od, rzecz jasna.
      Dobry ten film.
      Odpowiadam z opóźnieniem, bo jakoś wszystko nagle przyspieszyło. Poza mną.

      Usuń
  3. Ostatnio często mi się rzucają w oczy posty o tzw. wojnie laktacyjno-mieszankowej. I bardzo mi się podoba, że inaczej niż większość piszesz otwarcie o tym, o czym tak dużo matek nie pamięta, nie wie lub też zwyczajnie nie chce wiedzieć.
    Spotykam się z podobnymi tekstami - karmię półtoraroczniaka, na dodatek chłopca. Paradoksalnie, największe zdziwienie, graniczące czasem nawet ze zniesmaczeniem i agitację, że może już powinnam przestać okazują kobiety - matki, starsze i młodsze. Moja bratowa, która córeczkę planuje karmić tylko do ukończenia 6 miesięcy, z zegarkiem w ręku, już teraz patrzy na mnie jak na UFO.

    Z niecierpliwością czekam na resztę tekstów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi:)
      Teksty się piszą, będą. Nawet są.
      Też ostatnio usłyszałam w piaskownicy, że dziecko się karmi cztery miesiące - albo sześć - a później to jest chore. Od mamy dziesięciomiesięczniaka. Nawet nie mówiłam, że jeszcze karmię - było tak miło i spokojnie poza tym gadaniem:)

      Usuń
  4. Fajny artykuł i mniej więcej w temacie: http://dziecisawazne.pl/12-zdan-wspierajacych-mloda-karmiaca-mame/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=12-zdan-wspierajacych-mloda-karmiaca-mame

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, dzięki! lubię jej teksty. są sensowne.

      Usuń
  5. Karmiłam synka 2,5 roku... Ludzie (i to bliscy!) patrzyli na mnie z tak namacalnym obrzydzeniem, jakbym co najmniej masturbowała się publicznie. Zawsze starałam się - przede wszystkim gdy synek był już starszy - poszukać odosobnienia, oddzielnego pokoju by nie narażać się na żadne uwagi... Najbardziej nielogiczne było, iż część opinii - "jesteś dzidziuś" "to wstyd, jesteś taki duży", "cycuś mamusi" było kierowane bezpośrednio do niego, co powodowało ataki złości. No w końcu kto by chciał być obrażany? Ale inni tego nie rozumieli - przecież małe dziecko "nie ma uczuć". Miałam wtedy kolejny problem - nie dość że "maminsynek", to jeszcze agresywny i niewychowany. Na moje uwagi,że to nie ich sprawa,moja własna rodzicielka potrafiła odpowiedzieć - "wychowujesz małego zboczeńca. To nie jest normalne, aby taki duży chłopiec szukał piersi. Wyrośnie Ci seksoholik". Jakim cudem ludzie mogą w takich sytuacjach mylić bliskość wywołaną intymnością w relacji <> z erotyzmem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W relacji matki z dzieckiem. Zżarło.

      Usuń
    2. Kurczę, nie pomyślałam, że dziecko też może odbierać te negatywne komentarze! Może dlatego, że Witulek jest młodszy. Ale to w zasadzie jest bez znaczenia.
      A co do erotyzmu - krążą historie o kobietach, które mają orgazm podczas karmienia. I zapładniają wyobraźnię ludzi bez wyobraźni.
      Dzięki za ten komentarz.

      Usuń
  6. Znam to, karmię 14 miesięcznego chłopca i też czasem słyszę, że to nie jest normalne... a dla mnie jest najnormalniejsze na świecie. I nikomu nic do tego.

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...