poniedziałek, 16 czerwca 2014

Karmię, więc jestem wyjątkowa

Moje mleko. Moje piersi. Tylko ja mogę dać mojemu dziecku czułość i bliskość, z jaką wiąże się karmienie. Nikt mnie nie może zastąpić. Jestem wyjątkowa.
Tak, trochę Was prowokuję. Bo zaraz można dodać, że matki, które karmią dziecko butelką, też je przytulają i też są dla nich czułe. Ale to jednak nie to samo. Z różnych przyczyn.

Po pierwsze, karmienie piersią nigdy nie przebiega tak samo.  Raz krócej, raz dłużej, raz z głodu, raz dla zwykłego przytulania się. Inaczej w dzień,  inaczej w nocy. Raz spokojnie i relaksująco, innym razem z łaskotkami, a jeszcze kiedy indziej – w stresie albo pośpiechu. Karmienie na żądanie potrafi zepsuć mi plany, bo maleństwo budzi się w połowie drzemki dokładnie wtedy, kiedy chwytam za klamkę – i to nie jest przenośnia – i chce cycusia. Raz trwa cztery minuty, innym razem – trzydzieści.
Karmienie butelką trwa zawsze mniej więcej tyle samo, wygląda tak samo i nakarmić może każdy.

To, że może każdy, wydaje się fajne, ale wcale takie nie jest. Niby mam luz, bo każdy może mnie zastąpić. Mogę studiować, pracować, wyjechać albo spać. Karmiąc piersią nie mogę sobie na to za bardzo pozwolić (jasne, można podać odciągnięte mleko mamy z butelki, ale to już jest karmienie butelką).

Przy butelce zyskuję wolność od dziecka, 

przy piersi zyskuję poczucie, że jestem niezastąpiona. 



A nawet lepiej: nie do zastąpienia.
Bo taka jestem.
Niektórym pewnie wydaje się to uciążliwe i męczące, ale to jest największy komplement. Dowód bycia wyjątkowym. Jedynym. Niepowtarzalnym. Kiedyś naszła mnie myśl, że taka świadomość ze strony dziecka – że mama jest jedyna i wyjątkowa – oddaje w pewien sposób to, co Bóg myśli o mnie. Że jestem jedyna. I wyjątkowa. Boska intuicja w dziecku karmionym piersią? Bardzo możliwe.

W związku z tą wyjątkowością, niepowtarzalnością i jedynością podczas karmienia piersią między matką a dzieckiem rodzi się więź. Jedyna i wyjątkowa. To wcale nie znaczy, że między matką a dzieckiem karmionym butelką się nie rodzi więź; ale czytałam kiedyś badania (konia z rzędem temu, kto mi powie, jakie! Nie zapisałam, mea culpa), w których pojawiała się teza, że matki karmiące piersią są dla karmionych dzieci łagodniejsze, bardziej czułe i mają więcej cierpliwości niż matki karmiące sztucznie. Tzn. takie, które wybrały na samym początku karmienie butelką, nie piersią, przez nikogo ani nic nie przymuszane. Przyglądając się bardziej i mniej znajomym matkom widzę, że coś w tym jest.

Wracając jeszcze do więzi: dobrze jest, kiedy przez pierwsze trzy lata życia dziecko ma jednego opiekuna. Jemu ufa i z nim czuje się bezpieczne. Kiedy ten opiekun często się zmienia, poczucie zaufania i bezpieczeństwa maleje. To znaczy, że jeśli matka, która karmi dziecko sztucznym mlekiem, ma swobodę bycia lub niebycia z nim i może je w każdej chwili zostawić ojcu, babciom, dziadkom i ciociom, sprawia, że dziecko traci do niej zaufanie jako do osoby, która jest jego fundamentem bezpieczeństwa. A wtedy jest mu gorzej.

Że przesadzam? Stawiam sprawy na ostrzu noża? Trochę. Żeby wywołać do tablicy tych, którzy myślą inaczej. I tych, którzy myślą podobnie - też. Zapraszam do dyskusji, wrzucajcie też linki do miejsc, gdzie można coś ciekawego (i na temat) przeczytać.






6 komentarzy:

  1. Hm. Brakuje mi tu drugiej strony medalu - ale domyślam się, że jakiś wpis na ten temat popełnisz - mianowicie tego, że karmienie piersią nie jest proste. I nie wszystkim układa się tak różowo (jak, wybacz, w tej notce), że ta więź, że dziecko się uspokaja, itp. ;) Ja np. miałam tak, że w pewnym momencie Rybka przy piersi krzyczała. Po prostu krzyczała za każdym razem, kiedy była przystawiana do piersi. Dopiero Wieloryb brał ją na ręce, uspokajał, przystawiałam znów do piersi - i tak w kółko, kilka razy przy każdym karmieniu.
    Wyobrażasz sobie moją frustrację?
    No i najczęściej, kiedy wtedy trafiałam na teksty tego typu, że przytulanie przy piersi, że dziecko jest szczęśliwe, będąc karmione piersią... No, byłam załamana. Czyli ja albo źle karmię, albo mam złe mleko, albo moje dziecko wcale nie chce przy mnie być, albo jestem złą matką. W dodatku wszyscy wokół zdawali się patrzeć na mnie jak na dziwoląga - "Przecież wszystkie dzieci uspokajają się przy piersi. Niektóre nawet przy niej zasypiają." Otóż nie wszystkie.

    Na szczęście to trwało przez pewien czas - może z miesiąc, dwa - i minęło. Ale było okropne. Teraz już patrzę na to z perspektywy czasu i domyślam się, że pewnie to było związane z pracą brzuszka w czasie jedzenia, względnie alergią Rybki, poznałam też więcej kobiet, które miały podobne doświadczenie, co ja. Dzięki temu nie czuję się już jak UFO wśród matek.
    Brak mi jednak wśród materiałów i książek informacji o tym, że karmienie naturalne przy tych wszystkich swoich wartościach dodatnich, nie jest idyllą! Że naprawdę wymaga nie raz sporo walki i samozaparcia.

    Koniec przydługawego komentarza. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Walczylam o karmienie 3 miesiace, z placzem moim z bolu, dziecka, z bolacym rozerwanym lroczem z bolacm tylkiem od hemodoidow. Dziecko wisialovdo 8 h mon stop, na sofie mijaly mi dni, noce tylko patrzylam na okno i z stycznia zrobil sie marzec, nie wiem co o karmienie co godzine, albo dwie, moja corka chce co 15 minut do piersi, w nocy co 3h lub czasem co 20 minut, a najlepiej zebym ja cala noc trzymalavma rekach - tak jestem dumna, ze jakos to znosze, chociaz wolalabym bezproblemowo i np co 2 h, miec domek z ogrodem i kupe kasy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z Tobą i żywię wielką nadzieję, że też będzie mi dane karmić dziecko piersią (bo różnie to bywa). Wiadomo, że czasem mogą wystąpić niedogodności, ale mam szczery zamiar karmić piersią :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja się nie zgadzam bo po pierwsze - karmię piersią i studiuję :P Więc nie ma tak, że się nie da (Choć faktycznie, po porodzie zrobiłam sobie przerwę 3 m-ce i dopiero wróciłam na uczelnię; to V rok, zajęć mało, no i oczywiście kilka spóźnień a nawet nieobecności zaliczyłam przez to, że karmić trzeba było właśnie w momencie kiedy wychodziłam). A po drugie - nie zawsze jest tak różowo... O karmienie walczyłam 3 miesiące. Bolało jak cholera (najpierw nie miałam pokarmu, na porodówce nakarmili mi Dzidziusia butelką, potem nawał, oduczanie od smoczka, nakładki, cuda, potem zapalenie (x2, mimo karmienia non stop i w dzień, i w nocy, szerze mówiąc to chyba ten ból był zdecydowanie gorszy niż wszystkie inne "okołoporodowe ;)", potem pierwsze ząbki...). A potem... nawet NIE ZAUWAŻYŁAM jak wszystko stało się NORMALNE :P i obecnie (ósmy miesiąc karmienia piersią) mogłabym się nawet obiema rękami pod tym tekstem podpisać. Mogłabym, ale niestety czasem jeszcze sobie przypominam (choć już coraz rzadziej ;) ) ile się nacierpiałam i naryczałam nad tym nieszczęsnym karmieniem piersią na początku.

    P.S. A najbardziej frustrujące dla mnie w tym pierwszym okresie były właśnie takie teksty. Pamiętam, że nawet napis na opakowaniu z mlekiem modyfikowanym "Najlepsze jest mleko matki" doprowadzał mnie do płaczu (dosłownie, wchodziłam do kuchni, patrzyłam na opakowanie i ryczałam, bo jaką trzeba być okropną matką, skoro nie umie się dać dziecku tego, co dla niego najlepsze). I czułam się strasznie źle z tym, że mi nie wychodzi... I tak sobie myślę, hmmm - genialnie, że karmimy swoje dzieci piersią, ale to "tylko" nasz wybór, często okupiony wyrzeczeniami i cierpieniem, czasem dający poczucie bycia wyjątkową... Chyba jednak warto pamiętać, że to tylko jeden (świetny swoją drogą, ale nie jedyny) sposób na zbudowanie dobrej relacji z dzieckiem. I danie mu tego, co dla niego najlepsze.

    Podsumowując - mamuśki - karmcie piersią jeśli tylko dacie radę - czasem warto zacisnąć zęby i o to powalczyć, ale jednocześnie nie dajcie sobie wmówić, że jesteście złymi matkami tylko dlatego, że karmić piersią się po prostu nie udało.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne są Twoje wpisy o karmieniu. Karmię właśnie czwarte dziecię (1,5roku) i dopiero teraz rozjaśniają mi się niektóre różnice między moimi pociechami.
    Nie zawsze karmienie było dla mnie łatwe (1,5 miesiąca wizyt w poradni laktacyjnej przy pierwszym podejściu o mało nie zakończonym porażką, rezygnacja z karmienia 3 dziecka w wieku 9 miesięcy bo uparcie gryzło). Ale zazwyczaj dawało dużo radości, przyjemności, po prostu szczęścia.
    Gdy po 2 tygodniach przerwy (kuracja jakimś wrednym antybiotykiem) pokazałam pierś mojemu rocznemu synowi, zobaczyłam taki zapał w jego oczach (powinnam chyba napisać pożądanie), że ani ja ani moje piersi nie umiałyśmy mu odmówić - mleko ponownie się zaczęło produkować.
    A tym matkom, które nie umieją sobie odmówić przyjemności, podpowiem, że nie zawsze trzeba. Czasem wystarczy te przyjemności odpowiednio zaplanować, wcześniej przygotować zapasy...

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...