sobota, 17 maja 2014

Pogawędki. Zakupy


Witu śpi, więc idziemy z Joanną na wieczorne, babskie zakupy.
- Poradzisz sobie z jednym dzieckiem - pociesza mnie w windzie Joasia.
Och, córeczko.

W sklepie wkładamy do koszyka mleko, masło, marchewkę - i żelki. Koniecznie żelki, i wcale mnie to nie dziwi, bo są w fantastycznych kształtach i na wagę. Nakładam Joasi bardzo rozsądną porcję.
- No, i teraz mam już co jeść - oznajmia.
Czuję na sobie spojrzenie pana przechodzącego obok.
W domu okazuje się, że co prawda Asia przewidziała jednego żelka dla tatusia, ale dla mamusi już nie.
- Dasz mi ugryźć kawałeczek tej truskawki? - zaczepiam.
Asia wpycha całego żelka do buzi.
- Chyba będziesz musiała sobie wziąć misia - informuje mnie.

Kiedy indziej dopiero planujemy zakupy. 
- Trzeba kupić mleko, masło, chleb, i serek dla mnie i dla Witula, i jeszcze soczek. I rzodkiewkę - w zasadzie to mogłaby spokojnie robić te zakupy sama, gdyby miała tragarza. - No i tam jest wiele zabawek - patrzy na nas badawczo i wyjaśnia: 
- Wiele - to znaczy bardzo dużo.
Ach, tak.

Skoro dużo, jakieś mogą być nasze. 
- Kupimy też autko. Dwa autka, jedno dla mnie, jedno dla Witula.
- A co, jeśli nie mam tyle pieniążków? - pytam asekuracyjnie, bo akurat wtedy nie mam.
- Ale ja mam dużo pieniążków! I dam dwa, jeden za jedno autko, drugi za drugie!
To się nazywa ekonomia logiczna.

P.S. Na zdjęciu - królik Witula, o którym pisałam wczoraj, wciąż jeszcze bez imienia, ale za to dał się sfotografować. 

2 komentarze:





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...