środa, 2 kwietnia 2014

Wsi spokojna, choć bardziej wesoła


Dla dzieci najlepsze jest jednak łono. Łono natury, rzecz jasna.
- I po co ja im kupuję zabawki? Kubki, patyki, kamyki, woda i nie ma dzieci - powiedziałam babci I.
- Tak, ale w domu tak się nie da - przytomnie odparła babcia.
Za to poza domem - ho, ho!

Przestrzeń zachęca do eksploracji. Z jednej strony - drobne kamyczki, różnokolorowe, którymi dziadek R. wysypał altankę in spe. Z drugiej strony - wiadro z wodą. Z trzeciej strony - las, a w nim znowu kamyki, patyki i szyszki. Kwiatki do podlewania, trawa do ścinania nożyczkami, kreda do pisania po chodniczku pod garażem. Tym razem kałuż nie ma, za to na schody Witu reaguje tak samo, jak Joasia w jego wieku, choć nie powtarza potem z upodobaniem "absolutnie". (Rety! Jak ten czas leci!).

Pogoda, wbrew obawom, robi się wcale nie górska i wietrzna, a słoneczna i miła. Przeglądam szybko kuchenne szafki - i już mam: plastikowe kubeczki, łyżeczki, jeszcze wiaderko po farbie z garażu i woda - i jest nowa zabawka.

Dzieci zachwycone.
Przelewają, wlewają i wylewają woda chlupie, pryska, leje się po stoliku na trawę, chodnik i stopy. Mokre spodnie - więc zdejmujemy, może i marzec, ale ciepło, skoro matka opala plecy i to nie przez bluzkę, dzieci raczej się nie przeziębią. Joasia biega bosymi stopami po trawie, po nagrzanych kamieniach chodnika, po schodach i nawet po asfalcie wąskiej drogi, którą kilka razy w ciągu dnia przejeżdża sąsiedzki samochód. Witulka puszczam w skarpetkach, bo trochę się boję, że nadepnie na coś mało sympatycznego - ale i jego brak butów wprawia w stan euforii. Brak spodni też.


Sąsiedzka kotka przygląda się pryskającej wodzie.
Joasia znalazła konewkę i podlewa kwiatki na klombie i trawę dla odmiany. Między źdźbłami płynie mały strumyczek. Babcia nie jest zachwycona. Joasia jest. Na koniec wchodzi do wiadra z wodą i chlupie sobie w zimnej wodzie ze studni. A potem przewraca się razem z wiadrem na trawę. Przebieramy się - i biegiem wraca do konewki i wody. Nie zabieaaj, Witu!

Witulek odkrył kran w ścianie, prosty w obsłudze, bo wystarczy przesunąć zawór. Woda jest pod sporym ciśnieniem, zimna, pryska na Witu. Witu nie jest zachwycony, buzia w podkówkę, ale nie na długo, bo odkrywa, że na ścianie można odcisnąć mokre łapki.
A co będzie nad morzem!



2 komentarze:

  1. Czyli dobrze myslalam, ze meska dlon z zolta konewka to raczka Witula. Od razu poznalam! A jakie piekne slonce! U nas wtedy lalo, 1:0 dla Was! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łapska to on ma:)
      A my się opaliliśmy! Jak w lipcu, a to jednak był marzec:)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...