poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Nocnikowanie, czyli wszystko w swoim czasie

"Taki duży i jeszcze sika w pieluchę? Powinnaś już dawno nauczyć go korzystania z nocnika". Znacie, na pewno znacie, jeśli Wasze dzieci skończyły już rok. Zwłaszcza pokolenie (lub dwa) wzwyż lubi tak dręczyć młode matki.

Joasia na nocnik przestawiła się ekspresem. O tym, jak łatwo nam to przyszło i dlaczego, pisałam tutaj. Zachęcona takim obrotem sprawy, postanowiłam Witula znocnikować w okolicy pierwszych urodzin. Plan był idealny: do roku - wielorazowe, w których dziecko czuje, że ma mokro, potem niedługi trening i nocnik w dzień, a pielucha w nocy.
Jasne.

Życie, jak zwykle, zweryfikowało, czy raczej sfalsyfikowało te plany, bo Witul okazał się dosyć uparty w niektórych kwestiach. Wysadzanie na nocnik w odpowiednich odstępach czasu nic nie daje. To znaczy daje, owszem, Witu sika po zdjęciu pieluchy. Tyle, że nie do nocnika. Na nocniku grzecznie siada, potem wstaje, siada, wstaje i sobie idzie. Zrobić siku na stojąco gdzieś indziej.  Pieluch mój syn ma dosyć, bo to jednorazówy i grzeją, więc na widok majtek niemal piszczy z radości. W niczym to nas nie przybliża do komunikowania potrzeb. Suche majteczki kończą się zazwyczaj przed obiadem. 

Chociaż są pewne postępy. 

Jakoś w lutym odwiedzamy A. 
A. ma córeczkę starszą od Joasi o osiem miesięcy. Obie dziewczynki (oczywiście) korzystają samodzielnie z toalety.
- Chcę siku! - woła J. - i idziemy do łazienki.
- Siku! - woła druga J. - i biegnie do łazienki.
Witu obserwuje. Pół godziny później porzuca zabawki, rusza w kierunku zamkniętej łazienki, robi drzwiom tap, tap i oznajmia:
-Śśśśśś! Śśśśś!
Patrzę na niego najpierw ze zdumieniem (co znowu wymyślił?) potem z jeszcze większym zdumieniem (siku chcesz, chłopie? Rety!) - a potem wchodzimy i siadamy na nocniku. Oczywiście z tego siadania nic, poza siedzeniem, nie wynika. Siku zostało już zrobione do pieluchy. Ubieramy się (Witu sam próbuje podciągnąć spodenki) i wychodzimy.
Po półgodzinie historia się powtarza.
Cóż. W końcu od pewnego czasu prosiłam Witu, żeby - jak chce siku - przyszedł i powiedział. No to przyszedł i powiedział.

Kolejny krok naprzód - skojarzenie sikania i łazienki. Kiedy Witulowi się przypomni, a jest bez pieluchy, idzie zrobić siku do łazienki. Mniejsza z tym, że na podłogę.
Po załatwieniu grubszej sprawy też przychodzi i żąda przewijania (lub mycia).Kiedy Joasia robi siku na dworze, też idzie sobie kucnąć w ubraniu, a kiedy asystuje przy tej towarzyskiej czynności mamie (praktykujemy  model toalety rzymskiej, ech), żąda papieru i podciera sobie spodnie. Poza tym lubi sikać na podłogę i nie zamierza na razie przestawiać się na sikanie do nocnika. Ani sygnalizować potrzeby. Prośbą go nie przekonam, groźbą nie zamierzam, przekupstwa nie uważam za sensowną metodę. Ścieram podłogę - i tyle. A wniosek z obserwacji moich, jakże różnych, dzieci mam jeden: dziecko zaczyna załatwiać się do nocnika, kiedy jest na to gotowe.

Brzmi banalnie, wiem. Ale mój punkt wyjścia zakładał, że każde dziecko w każdym wieku da się nauczyć sygnalizować potrzeby. No, u noworodka może raczej nauczyć się je rozpoznawać. Logiczne wydawało mi się, że skoro dziecko od początku wie, że chce mu się siku, najlepiej jest mu nie zaburzać tej umiejętności i od początku uczyć, co się z taką potrzebą robi. I nie chodzi tu o tzw. trening czystości, bo trening czystości to można zrobić psu, a nie dziecku, ale o pewien logiczny model komunikowania się rodzica z dzieckiem, funkcjonujący od pierwszych dni. No i niestety ta logika mi się rozłożyła i nie złożyła z powrotem. Teraz uważam, że każde dziecko ma swój moment. Fajnie, jeśli ten moment następuje szybko. Trudniej - jeśli późno. Ale nocnikowanie na siłę nie ma sensu, a wytrenować to można siebie, żeby z zegarkiem w ręku biegać za dzieckiem i ściągać mu majtki, zanim się zsika. A i tak się nie uda, jeśli to nie jest ten moment. I już.

Pogłębiło się za to podejrzenie, że u chłopców potrzeba sikania na stojąco ze wszystkimi tego efektami wizualnymi dominuje nad potrzebą sprawnego ogarnięcia samej potrzeby fizjologicznej, i to nie tylko we wczesnym dzieciństwie (patrz nastoletni chłopcy i ich zawody w sikaniu na odległość oraz pięćdziesięcioletni chłopcy i ich dowcipy o sikaniu). 
Ech, panowie.

P.S. Stuknęło 50 tysięcy wejść. Dziękuję. 

9 komentarzy:

  1. Wiesz, wszystko wina tej pralki... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wytlumacz mu, ze jest niewolnikiem stereotypow na temat plci, to moze siadzie na nocniku! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie mamy moczową anarchię, make sik no cnik, i takie tam.

      Usuń
  3. no mój ma 20 miesięcy i jeszcze pielucha już by dawno był bez bo sam woła i udje mu sie nakibelku robić ale nie da sie to na dłużej bo jest w grupie najmłodszej i panie nie daja siadac na nocnik :( więc musze cierpliwoe poczekac do sierpnia kiedy żłobek bedzie zamkniety i wtedy będe mogła swobodnie go oduczyc teraz ma trening :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okropne te panie:) Fajnie, mam nadzieję, że Witu za parę miesięcy też się ogarnie.

      Usuń
  4. Może jakby zobaczył ojca sikającego na siedząco do toalety, to by pomogło. Nie wiem - może jednak "wzorca" mu brak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, wzorca akurat nie brak, zapomnieliśmy już, co to prywatność w toalecie. Takie życie.

      Usuń
  5. Serdecznie witam młodą mamę;) Nie wiem, czy to pomoże, ale z moich trzech chłopaków żaden nie korzystał z nocnika. To znaczy owszem, w nocniku lądowały zabawki, nocnik nosili na głowie, ale w celu nocnikowym nie myśleli ani razu wykorzystać. Za to przymierzali się chętnie do sedesu, to ustrojstwo im się kojarzyło odpowiednio i w końcu przycumowali w tym porcie, porzucając pieluchy. Generalnie odstawiałam pieluchy przewaznie latem, wtedy latali po podwórku i siusiali, gdzie im się podoba i kiedy. Trzymam kciuki za ten wielki krok dla młodego mężczyzny, choć może malutki dla ludzkości:)

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...