czwartek, 17 kwietnia 2014

Męska metoda mówienia


Kobiety mówią, kiedy chcą, bo lubią mówić. Mężczyźni mówią, kiedy coś ich poruszy, bo wolą działać. Oczywiście generalizuję, ale Joasia i Witul potwierdzają ten schemacik.
[Kot w obiektywie ojca dzieciom]

I nie chodzi tu o gadulstwo kobiet. Asi podoba się język. Smakuje słowa. O jej talencie do mówienia pisałam już tutaj (miała wtedy półtora roku), a o wpływie morza na rozwój mowy - tutaj. Mając szesnaście miesięcy, Joasia mówiła pełnymi zdaniami (może i nie bardzo złożonymi, ale kilkuczęściowymi!). 
Witul za to nie mówi. Nie mówi tak, jak siostra, rzecz jasna. Mówi inaczej.

Pierwsza różnica jest taka, że Joaśka zaczynała się uczyć słów od początku. Pamiętam, kiedy miała dziewięć miesięcy, pokazywała paluszkiem coś na kuchennym blacie i mówiła "P!" - a ja zgadywałam: pomarańcza? Pomidor? Paluszki? Później z "P!" zrobiło się "po", potem "pomi", potem "pomidojek".
Witu zwraca uwagę nie na początek, ale na sylabę akcentowaną. Kiedy słyszy "lampa" - mówi na nią "pa".

Joasia przyswajała nowe słowa za drugim powtórzeniem, góra za trzecim. Witul potrzebuje około czterech, coć teraz może już mniej. I wybiera sobie słowa, powtarzając te, które mu się podobają.
Traktor jest fajny, więc mówi: "Ta-to!". (I brzmi to zupełnie inaczej niż "tato").
Karetka jest fajna, więc mówi "Ka!" - a ostatnio sam z siebie powiedział "i-ju". Czyli wynalazł wyraz dźwiękonaśladowczy, gdyż matka sama z siebie owego dźwięku nie wydawała, objaśniając tylko wycie rzeczywiste.
Mówi "mamo!" i "tato".
Kiedy włącza się Skype, przybiega do komputera i woła: "ba-ba! da-do!" - bo owszem, to właśnie babcia M. i dziadek K. 
Mówi też ciocia - sam z siebie, na widok wybranych, miłych cioć - ale zamiast "c" wychodzi mu coś pomiędzy "c" i "t", więc bardziej brzmi to jak "to-ta". 
Podobnie z cycusiem: porzucił poprzednie "cc" i pojawił się "tytuś" - na przykład dziś rano domagał się wyżej wspomnianego dźgając mnie palcem wskazującym w czoło i pokrzykując radośnie" Tytuś! ce! Dać tituś!"

Pies to hau. Kot - "kote". Koty i psy budzą sporo emocji. Do tego są kategoryzowane (zwłaszcza psy). mały pies - cienki pisk radości. Duży pies - gruby pisk, chyba, że pies jest kudłaty, wtedy zostaje przyporządkowany do kategorii miłe i miękkie, tam, gdzie wszystkie koty: cienki pisk. Koty zresztą już od niemal roku cieszą się sympatią i uznaniem Witula. Mój syn.

Kaczka  to "ka-ka", a gołąb - "goę". Pisklaki to "pi" - a inne ptaki zostały podporządkowane do którejś z kategorii, w związku z czym kura, jako ptactwo domowe, jest "ka-ka" i już. 

Krowa przez jakiś czas była "muuu", ale straciła sympatię Witula, za to na prowadzenie wysunął się konik. "Ko-ni". Ostatnio Witul zdybał u sąsiadki plastikowego konia wiernie oddanego, wielkości do swojego uda. ustawił go pieczołowicie na podłodze, kucnął, zajrzał mu w pysk i powiedział:
- Cze, ko!
Ko, bo to był duży koń, nie konik, rozumiecie.
Zemocjonowany jadącym za oknem nowym tramwajem powtarza po mnie:
- bobadie!

Reguła jest więc prosta: fajne ("Fa!") - mówię. Takie sobie - nie mówię. Bardzo emocjonujące - mówię, że hej! I zaskakuję matkę, że ojej. Bo leci sobie na przykład taki helikopter (tak się składa, że niemal widzimy z okna lądowisko). Słuchać rotor łopat. Asia podskakuje przy oknie, bo helikopter przebija nawet żelki. Wpada Witu.
- Popa! Opte! - woła, dla pewności pokazując jeszcze palcem w stronę okna.
Jestem pod wrażeniem. Witu uznaje, że jeszcze nie pod takim wrażeniem, jakby chciał, więc łapie szczotkę do zamiatania (tę największą) i kijem zapala światło w pokoju. Jest zachwycony i podekscytowany, bo mu się udało. 
- Mamo! Mamo!
Zaglądam.
- Co tam, Witulku?
- La-pa! Sie-ci!
Duma mnie rozpiera i kolejne trzy osoby, które się na mnie natykają, uprzejmie wysłuchują historii o świecącej lampie. Taki przywilej bycia matką malucha. 

Najbardziej pojemne jest ciągle "pa", choć i ono ewoluuje. (o tym, co oznacza, było tutaj).
Przede mną dokumentacja filmowa oraz tworzenie pełnej listy wyrazowych zasobów Witula: koniecznie, bo wiem, że za dwa tygodnie może być zupełnie inaczej.

2 komentarze:

  1. "goę" niszczy system. ze światłem też niezłe :D kot w obiektywie fajny.

    OdpowiedzUsuń
  2. u nas podobnie dada i baba mama tata i najpopularniejsze nie!

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...