czwartek, 3 kwietnia 2014

Bunt dwulatka. Słodycze, czyli znowu niejadek








Joanna nie je. Przynajmniej tak mi się wydaje. Na śniadanie wypija mleko z płatków, na drugie śniadanie zjada ćwierć pudełka serka, w porze obiadu pogrzebie widelcem w talerzu albo zje dwie czerwone fasolki z łyżeczką mięska. Staję na głowie, żeby w nią nie wmuszać. Przecież musi być jakiś sposób.
Spożywczą instrukcję obsługi małego dziecka popełniłam już tutaj. Ale w codziennym chaosie czasem trudno o niej pamiętać. A podstawowe zasady są takie proste.

Wróćmy na chwilę do studium przypadku. Od grudnia, a konkretnie od świąt rozluźniła nam się restrykcyjna polityka słodyczowa. Bo tu czekoladka, tam lizaczek, tu żelki, trzeba zjeść, jedna kosteczka nie zaszkodzi. Po obiedzie. Na oko wszystko w porządku i rozsądnie.Czasami małe odstępstwo od normy, jakieś żelki na drugie śniadanie albo lizak na porannym spacerze. Plus soczki: rujnujące rodzicielską kieszeń niedosładzane małe soczki z prawdziwych owoców.

Już wiecie, do czego dążę, prawda? Sama o tym pisałam - i już zapomniałam, nic, tylko supeł na trąbie i co dzień na głowę wody kubełek.* Soczki, lizaczki, dwie fasolki na obiad. Wszystko jasne. Ale dobra obserwacja wymaga spokoju, skupienia i namysłu. A tego ostatnio mi brakuje.

Na ratunek przyszły - niespodziewanie - zęby.
Zęby Joasi do grudnia były śliczne i zdrowe. Do mycia zębów nie trzeba moich dzieci namawiać, raczej odganiać od pasty, żeby nie zużyły całej tubki w dwa dni. Aż tu nagle w styczniu oglądam małe trzonowce przy okazji szorowania - a tu zębowe szczelinki jakieś ciemniejsze. Przyjrzałam się na tyle uważnie, na ile się da, uznałam, że równie dobrze mogły ściemnieć od jedzenia, skoro nie bolą. Postanowiłam zapisać Joasię na wizytę kontrolną do dentysty i sprawę uznałam za zamkniętą.

Trochę później Asia, jedząc rano płatki (czekoladowe kulki, grrr, których kupiłyśmy dużą paczkę i jakoś nie chce się skończyć) skrzywiła się, niemal je wypluła, oznajmiła, że musi umyć ząbki, pobiegła do łazienki, potem zażądała pomocy, a na koniec oświadczyła, że ząbkom trzeba dać syropek.
Czyli - chore. Czyli - bolą. Lub też nasłuchała się ostatnio dentystycznych rozmów rodziców, nie wiadomo.

Odsunęłam od siebie wizję Joasi na fotelu dentystycznym (jak się leczy zęby maluszkom?) i wyjaśniłam jej, że w takim razie koniec z lizaczkami, dopuszczalna jest jedynie czekolada (która podobno przeciwdziała próchnicy), a zamiast słodyczy będziemy kupować morelki i rodzynki.

Morelki i rodzynki oraz inne bakalie są u Asi wysoko na liście dobrych rzeczy, więc przyjęła lizakowe embargo dzielnie. Jak dzielnie, odkryłam niedawno, kiedy Joasia przystanęła w sklepie nad krówkami, popatrzyła na nie, a potem przeszła do stoiska z bakaliami i wybrała sobie orzeszki. Byłam z niej bardzo dumna. Na zęby na razie nie narzeka - być może to jednak potęga sugestii, nie rzeczywisty problem.

Wróćmy do jedzenia. Od kiedy lizaczki, krówki i żelki znalazły się na liście rzeczy zakazanych (z wyjątkiem weekendów, i to nie za dużo), Joasia nagle odzyskała apetyt. Inna rzecz, że idzie wiosna, więcej na dworze i pewnie śmignie kolejne kilka centymetrów w górę. Po prostu je. Co najlepsze, Asia wcale nie jadła tych słodyczy dużo. Na przykład jedną krówkę i cztery duże żelki - na dzień,etapami. Albo lizaka, a po południu kostkę czekolady. Dla mnie - prawie nic. Dla Asi - chyba jednak dużo. Za dużo.

Szukałam dobrego rozwiązania - bo potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego rozumiem bardzo dobrze, sama potrafię zjeść tabliczkę czekolady i nawet tego nie zauważyć - aż w końcu znalazłam pewną książkę. Z tych mądrych. Dużo wyjaśniła i dosyć uspokoiła. Ale o niej następnym razem.

*Choć, jak wiadomo, to i tak nie pomogło. 



8 komentarzy:

  1. niejedzenie bardziej zwiazane jest raczej ze wzrostwm niz slodyczami. suszone owoce zwlaszcza te w paczkach i karmelizowane maja wiecej cukru niz zwykly slodycz. pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do niejedzenia - polemizowałabym. Dziecko przy zmniejszonym apetycie potrzebuje mniej jedzenia, więc wystarczy mu lizak na obiad. Więc zapych asię słodyczami i nie je konkretów. A ja ostatecznie wolę, żeby zjadło morele suszone - raz, że cukry proste mniej niszczą zęby, dwa, że są w nich np. potas i żelazo, czego w lizakach albo krówkach brakuje.

      Rodzynki, morele, orzechy i migdały - i jest ok.

      Usuń
  2. Właśnie chciałam o tym napisać, że nie udało mi się jeszcze kupić suszonych owoców bez dodatku cukru! :( Beznadziejnie, wszystko z cukrem. No niestety, jest "świetnym" konserwantem, dlatego można się go spodziewać niemal we wszystkim :/

    Pozdrawiam :)
    T.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz bardziej przychylam się do zdania, że trochę cukru nie zaszkodzi. Choć nie mówię tu o kandyzowanych ananasach, o nie:)

      Usuń
  3. U nas suszone morelki też są podstawowym łakociem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A próbowałaś przystrajać jakoś kanapki (wiesz - myszki, jeżyki, ptaszki - z sera, pomidorów i innych dodatków)? Wiem, że przy dwójce dzieci czasu na takie plastyczno - spożywcze ekscesy może brakować, ale a nuż? Bo widzę, że obiadek podany zgodnie ze wszystkimi zaleceniami - kolorowo, apetycznie, żadna tam bezbarwna breja. Aż chce się jeść. ;)
    I druga rzecz: czy Joasia nie ma jakiegoś swojego ulubionego dania?

    Pewnie to wszystko już i tak przemyślałaś z każdej strony, ale i tak dorzucam tę myśl. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Burza mózgów - cenna rzecz:)
      Joasia ma ulubione danie. Chwilowo jest nim rzodkiewka. Parówki też są w modzie, oraz trójkątny serek topiony, aż się boję sprawdzać, co w nim jest. Czasem mięsko.

      Jeśli chodzi o przystrajanie - to nawet nie chodzi o czas, tylko o to, że jak zrobię Asi myszkę z jajka, to jestem pewna, że nakarmi ją szczypiorkiem, kiełkami rzodkiewki albo okruszkami, opowie o niej historię, a potem zostawi na talerzu. I każde następne jajko skończy jako nieskonsumowana myszka. A podobno są dzieci, na które to działa...

      Ale odkryłam coś, co rozwiązało na razie problem "niejedzenia" - niedługo o tym napiszę wreszcie. Prawdopodobnie:)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...