czwartek, 24 kwietnia 2014

Bunt dwulatka. Już wiem, dlaczego moje dziecko nie je!



Panie i panowie, oto matka naiwna dokonała odkrycia epokowego. Przy dużej pomocy lektury odpowiedniej. Mam podejrzenia, że wszyscy oprócz mnie lekturę znają, ale i tak o niej będzie.

A owa lektura to "Rozwój dziecka od 0 do 10 lat". Wydana w oryginale po raz pierwszy w 1955 roku, poprawiona dwadzieścia pięć lat później, w Polsce pojawiła się w 1992 roku i doczekała pięciu wydań. Z trójki autorów dwójka już nie żyje -  Frances L. Ilg zmarła w 1981 roku, a Louise Bates Ames w 1996 r. Co nie przeszkadza w przyznaniu im racji. Ale o tym za chwilę. 

Pisałam już o tym, że za brak apetytu winię słodycze. Anonimowy czytelnik w komentarzu dopisał, że jedzenie i niejedzenie jest związane raczej z rośnięciem. A tu proszę - jest jeszcze inaczej. Sposób traktowania jedzenia jest związany z typem... budowy ciała.

Do opisania różnic, które występują między ludźmi - małymi i dużymi - autorzy używają metody, która traktuje osobowość jako funkcję budowy ciała. Jeśli mówi Wam coś hasło "psychologia konstytucjonalna" - to właśnie to. Jeśli nie mówi - streszczę: według tej teorii budowa ciała mówi bardzo wiele o osobowości. Można wyróżnić trzy rodzaje budowy, które u konkretnego człowieka mieszają się, ale zazwyczaj z przewagą jednego z nich. W związku z tym można wyróżnić osoby endomorficzne, ektomorficzne i mezomorficzne. Brzmi niezbyt poetycko, ale za to świetnie tłumaczy niektóre zachowania, w tym właśnie (nie)jedzenie Joasi. Kiedyś pewnie pokuszę się o większy tekst o tej metodzie podziału osobników ludzkich, dzisiaj skupię się na naszym przypadku.

Joasię w kwestii jedzenia charakteryzują trzy rzeczy: je szybko, lubi mięsko, a kiedy musi poczekać na posiłek, zdarza się, że nie jest już nim zainteresowana. Pogrzebie widelcem w talerzu, zje dwie fasolki i pięć ziarenek kukurydzy, skubnie mięska i tyle. Obiad zostaje na talerzu, a stres - w mojej podświadomości. Dziecko nie zjadło mi obiadu, co ze mnie za matka, na pewno robię coś nie tak. Do opcji "a inne dzieci..." zazwyczaj nie dochodzę, bo sami wiecie, że tym akurat się nie przejmuję. 

No i co?
I Joasia najwyraźniej jest ektomorficzna.
Dzieci ektomorficzne - według autorów naszej książki - są szczupłe i wrażliwe, jedzą mało i sprawiają wrażenie, jakby nie przybierały na wadze. Więc rodzice wciskają w nie "jeszcze jedną łyżkę", najczęściej je przekarmiając - a ono zwyczajnie "nie ma miejsca" na jeszcze trochę.

Co zatem powinni robić rodzice małych ektomorfów (och, jak to brzmi)?

Po pierwsze - zamiast podawać trzy duże posiłki, przestawić się na cztery-pięć mniejszych.
Po drugie - zaspokajać głód natychmiast, kiedy dziecko jest głodne - bo przeżywa "nagły atak głodu", który znika równie szybko, jak się pojawił. 
Po trzecie - pozwalać jeść we własnym tempie. Szybkim tempie.
Po czwarte - słuchać dziecka i pozwalać mu wybierać z rzeczy dostępnych te, których potrzebuje - typ ektomorficzny zazwyczaj chce protein i węglowodanów. Oczywiście bez przegięć dietetycznych (parówki i żelki nie wystarczą).

Książka wpadła mi w ręce niechcący (nie ma to jak swobodne przeglądanie bibliotecznych półek), a przeczytałam ją w momencie, kiedy ręce mi opadły i czułam się kompletnie niekompetentna w kwestii karmienia mojego własnego dziecka. Co ja robię nie tak? A robię na pewno, skoro Joasia nie chce jeść. Po jej przeczytaniu (pardon, połknięciu w jeden spokojny wieczór na wsi przed kominkiem) zwyczajnie się uspokoiłam. Wiem, że żadna teoria nie jest wyczerpująca, że do argumentów zawsze można znaleźć kontrargumenty, a koncepcje psychologii dziecka zmieniają się co trochę. Ale to, co w "Rozwoju dziecka od 0 do 10 lat" jest w stu procentach zbieżne z moimi obserwacjami. Bez wahania podjęłam więc czynności naprawcze. 

Ale o nich następnym razem, bo zegar dyskretnie informuje, że jest późno i już za chwilę będzie rano, a Witulek obudzi mnie bez żadnych skrupułów. 

Zieeeeew.
Dobranoc.





7 komentarzy:

  1. Nie wiem, jak Ty masz, ale ja mam tak, że jak odkryję jakąś teorię, która pasuje idealnie do zachowania Rybki, ewentualnie znajdę jakiś sposób na nią (w kwestiach braku snu i podobnych), zaraz wypływa inna (przeciwstawna) teoria lub wyżej wspomniany sposób się dezaktualizuje... ;)

    Życzę Ci, żeby tak nie było w przypadku tej teorii z niejedzeniem Joasi i żeby planowane środki zaradcze działały jak najdłużej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami też tak bywa - miałam już parę teorii na temat jedzenia, ale ta najwyraźniej jest prawdziwa. Mam nadzieję, że nic jej nie sfalsyfikuje, bo na razie działa i to jest relaksujące.

      Usuń
  2. czyli te typy budowy ciała mają taki sam wpływ na zachowania dorosłych? to bardzo ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
  3. ten komenatrz wyżej to ja, tylko jakos mi sie opublikowało z grupowego maila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z dorosłymi jest tak samo. Bardzo ciekawe, i wiele wyjaśnia. Wiem już, dlaczego zawsze, przygotowując obiad, jem kanapkę albo coś innego, małego:D

      Usuń
  4. Znam jednego pana, ktory przez lata nie byl w stanie poczekac dwadziescia minut na cyzelowany przez zone obiad, tylko "zjadal sobie cos innego", w wyniku czego " na razie juz nie byl glodny". Teraz zona opanowala pyszne domowe fast-obiady ( czas przygotowania - max. 30min.), nie panikuje na widok "malej kromeczki" i obie strony sa zadowolone. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja mam chyba tak jak ten pan, hm.

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...