wtorek, 8 kwietnia 2014

(Bez)sens warsztatów plastycznych dla maluchów

Fot. Ojciec dzieciom

Wybraliśmy się w sobotę na warsztaty plastyczne dla dzieci 1-3. Taki dobór grupy wiekowej mnie ucieszył - będziemy w komplecie - ale nieco zaniepokoił. I słusznie.
Założenie dobre, cel szczytny: kreatywne zajęcia dla dzieci z rodzicami, angażowanie rodziny, wspólna praca plastyczna. Prowadząca bardzo wykwalifikowana. I to wszystko nie pomogło. Powód? Bardzo prosty. Nie da się wymagać takiej samej aktywności od dwulatki, trzylatki i półtoraroczniaka. Nie da się w grupie ośmiu czy dziesięciu dzieciaków prowadzić plastycznej narracji odpowiedni szybko (i odpowiednio wolno) dla wszystkich. I nie da się z małymi dziećmi tworzyć z myślą o efekcie. To sam proces twórczy jest dla nich atrakcją, nie dzieło do pokazania krewnym i znajomym.

Piszę to trochę dla Was, a trochę dla siebie - kiedyś już wspominałam, że marzyło mi się prowadzenie zajęć plastycznych dla dzieci (co z tego wynikło - tutaj). Teraz widzę, że podstawowym wymaganiem nie jest stos dyplomów, ale doświadczenie w pracy z dziećmi. Choćby własnymi. A jeśli nawet nie doświadczenie, to znajomość, zrozumienie i akceptacja potrzeb dziecka na jego etapie - i pokora. Nie ma sensu oczekiwać od szesnastomiesięcznego Witula, że będzie się z zainteresowaniem przyglądał, jak inne dzieci po kolei wrzucają do odpowiednich misek wycięte z papieru kółka i kwadraty, skoro w sali stoi intrygująco lśniące, czarne pianino i jeszcze ma takie dziwne błyszczące rzeczy na dole, a przy drzwiach ustawiono kolorowe krzesełka, które aż się proszą, żeby na nie wchodzić i z nich schodzić. Nikt mi nie wmówi, że dwóch osiemnastomiesięcznych chłopców będzie wolało starannie posypać ryżem posmarowane klejem kółko z papieru, niż próbować otworzyć fascynujące, szklane drzwi z wielką metalową klamką. I nikt nie doczeka się ode mnie wyrazów uznania, gdy będzie chciał przytrzymać w sali przez godzinę czterech chłopaczków poniżej drugiego roku życia, którzy przez szybę widzą kosz z zabawkami i tunel z Ikei oraz zupełnie nową przestrzeń do eksploracji.

A Joasia? - zapytacie.
Otóż dla Joasi było za wolno. I zbyt wiele było niespodzianek wymagających cierpliwości.

Z moich obserwacji wynika, że trzylatek lubi wiedzieć, co go czeka. I nie lubi czekać. Kiedy się mówi trzyletniemu dziecku "mam dla ciebie niespodziankę", dziecko się spodziewa, że wyjmie się ją z rękawa od razu. A jeśli trzeba po nią iść, chodźmy od razu. Czekanie zdecydowanie wpływa na obniżenie satysfakcji. Kilka razy zdarzyło się nam nawet, że zbyt długi czas oczekiwania (na przykład czekanie na wyjście do babci od ósmej do jedenastej rano) sprawił, że Joasia nie chciała już iść. Koniec dygresji.

Jeśli trzylatek na warsztatach plastycznych pyta z uśmiechem: "Co będziemy teraz robić?", oznacza to, że jest nastawiony entuzjastycznie i chce czegoś fajnego. Choćby to była krótka historia o tym, że weźmiemy sobie takie duże pędzle i tym fajnym białym klejem, który stoi sobie tam na stoliku i jest śmieszny, bo wcale się tak bardzo nie klei, przykleimy ziarenka do żółtego kółeczka. I sprawdzimy, czy się przykleją. Trzylatek wie, czego się spodziewać, więc potrafi chwilkę poczekać. Z naciskiem na chwilkę. Jeśli odpowiedź na pytanie "Co będziemy teraz robić" brzmi "Zobaczysz, to niespodzianka, musisz poczekać, niedługo się dowiesz" - pudło. Bo dziecko z oczekiwaniem na niespodziankę przyszło na warsztaty. A oczekiwanie jest nużące i nie podsyca jego ciekawości, raczej zachęca do własnego eksplorowania, niezgodnie z konspektem zajęć, za to zgodnie z etapem rozwoju.
Joasia była zaintrygowana rzeczami, które stoją na stoliku u pani, chciała je oglądać i pytała, co tam jest, z tym rozczulającym, nieśmiałym dziecięcym zainteresowaniem kryjącym w sobie radość z odkrywania nowych rzeczy. Ale nie mogła ich odkrywać, musiała poczekać, aż pani da jej to czy tamto. Co gorsza nie wszystkie rzeczy zostały użyte - w tym te Asię najbardziej interesujące, niestety.

Ale nie myślcie sobie, że dzieciakom się nie podobało. 
Joasia była zachwycona, bo poza tym, że bawiła się na warsztatach z tatusiem, który to czas  jest towarem deficytowym (dwa razy po niemal godzinie, z przerwą), to jeszcze puszczaliśmy sobie samochody z korytarza biegnącego pod górkę i eksplorowaliśmy dostępną przestrzeń. Przy czym na warsztatach zaczęła się dobrze bawić, kiedy wszystkie dzieci już poszły, my powolutku ogarnialiśmy się z ubieraniem śpiącego Witula, a Joasia siedziała na środku maty z rozsypanymi skrawkami bibuły, kolorowych papierków i folii i lepiła sobie kule z masy solnej. I nikt jej nie przeszkadzał.
Witu był zachwycony, bo nowa przestrzeń, inne zabawki, do tego biegał pod górkę i z górki po korytarzu, mógł ubabrać się farbą i włazić na krzesełka, a mama pozwoliła mu robić ciach-ciach prawdziwymi nożyczkami - tępymi i bezpiecznymi, ale nożyczkami!

Co do sensu i bezsensu zajęć plastycznych dla maluchów: mają sens, jak najbardziej. Byle były dopasowane wiekowo - i  rozwojowo też, i żeby nacisk nie był położony na efekt, ale na samą zabawę w tworzenie. Takie warsztaty sensoryczno-plastyczne. Inaczej najlepszy plan warsztatów legnie w gruzach po pięciu minutach.

4 komentarze:

  1. Hm. Pewnie tak.
    Ale nawet jeśli warsztaty nie idą zgodnie z planem, to czy na pewno są bezsensowne? Nie wiem dokładnie, jak wyglądały te, pewnie wielki bałagan, rozbiegane dzieciaki i zagubiona prowadząca, która koniecznie chciała mieć jakiś autorytet i przeprowadzić warsztaty według planu... ;) Myślę sobie jednak, że nawet jeśli coś takiego nie wyjdzie, to nie jest całkiem bezsensowne. Choćby ta chwila, kiedy Joasia bawiła się masą solną. I druga rzecz: to lepsze lub gorsze przygotowanie do tego, do czego dzieci kiedyś będą musiały się przyzwyczaić, jak usiedzenie na miejscu i czekanie (zajęcia w przedszkolu).
    Rzeczywiście, dziwny przedział wiekowy, wydaje mi się, że takie zajęcia (grupowe) można zaczynać w wieku 2+ (w maleeeńkiej grupce). U młodszych: praca jeden na jeden.

    Jeśli jednak chodzi o trzylatki (wybacz, będę się wymądrzać :P Zawsze możesz potem skasować komentarz, gdyby był wkurzający) i tę niecierpliwość, to myślę sobie tak. Ona jest, niewątpliwie. Z drugiej strony, to właśnie zajęcia grupowe ćwiczą bycie cierpliwym. W grupie zdolnych 3 - latków nauka czekania na swoją kolej (np. w udzielaniu odpowiedzi) trwa z pół roku. Potem jednak przynosi niezwykłe efekty. No i umówmy się: jest konieczna do dalszego uczestniczenia w zajęciach przedszkolnych, szkolnych i innych.

    Dlatego, choć dla dziecka to pewnie wydaje się przykre, że nie może się dowiedzieć, o co chodzi od razu, albo od razu złapać za to, co mu się najbardziej podoba z materiałów plastycznych... to jednak ma to sens i na przyszłość mu się przydaje. Tak myślę. :)

    P.S. Hehe, się zobaczy, jak moja Rybka będzie też tak miała, może moja optyka się zmieni. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do sensu i bezsensu - powtórzę to, co napisałam na końcu: mają sens, byle je dobrze dopasować wiekowo i nie starać się o piękny efekt końcowy, ale o dobrą zabawę w tworzenie.

      Tak naprawdę to wybrałam się na te warsztaty także po to, żeby zobaczyć, jak Joasia radzi sobie w grupie. Do czego jest już gotowa. I do przedszkola jeszcze nie jest, choć ewoluuje w dobrym tempie. No i tak naprawdę potrafi czekać - posiadanie młodszego rodzeństwa świetnie ćwiczy tę umiejętność. Tyle, że czekanie na rzeczy zwykłe - kiedy można się czymś zająć - jest w miarę ok, a czekanie na coś bardzo fajnego i pożądanego - psuje radość z niespodzianki. Może to Joasia tak ma, ale nie umiem patrzeć, jak zamiast radości pojawia się zawiedziona minka. Wiem, co ona wtedy czuje. I chcę ją oszczędzić, oczywiście:)

      Usuń
  2. Mądrze mówisz. :)

    Na pewno każda matka chce zaoszczędzić dziecku najdrobniejszych nawet smutków. Jest taka piosenka, którą lubię:
    "Ojoj Mamo! Mamo ja ci wyrosłam
    Oj Matulu! Ja ci z chaułpy w świat poszłam
    Z ciepłej izby twojej, od twojego serca
    Poszłam, poszłam... Mamuś... A na świecie
    nędza".
    https://www.youtube.com/watch?v=dRkZVfLg9i0

    To tak nawiasem mówiąc (tak, tak, już się obawiam dorastania Rybki). ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry tekst. Coś takiego czuję [może nawet obejrzę? :P]
      O dorastaniu staram się jeszcze nie myśleć. Brrr.

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...