sobota, 1 marca 2014

Ze słownika Witula

Chciałabym, żeby Witul już mówił. A on nie mówi. Nie naciskam, bo to bez sensu. Przypominam sobie za to, co mówiła w tym wieku Joasia, i jeszcze bardziej chcę już sobie z Witulkiem pogadać. Nie to, że się nie da, ale jego słownik składa się głównie z sylaby "pa". Werbalność jest też zarezerwowana dla momentów emocjonujących.

"Pa" w łazience to pasta. Do zębów.
"Pa" w kuchni to lampa. I parówka.
"Pa" ogólnie to "patrz". 
"Pa" w zmęczeniu to "spać". 
"Pa" wyspane to "spacer". 
"Pa" to składowa pożegnania: "pa, pa!"- ale oznacza rozstania i powroty też.
"Pa" przy kominku - pali się.

Poza "pa" jest też mama, tata i Asia. I baba. I czasami dzia. Jest też hau, jest cycu, jest chce!, jest bute i tam. Jest "ta", a czasami "ne, ne". A kiedy nikt nie słyszy - albo tak sięWitulowi wydaje - jest na przykład tawaj. Czyli tramwaj. 

Dla porównania: Joasia w jego wieku mówiła mniej więcej tak: "Pojedziemy na plazię! Tam będzie duzio psiaku!" (O tym, jak Joasia mówiła, przeczytajcie sobie tutaj  oraz tutaj. Na zachętę napomknę, że uzupełnianie bloga zdjęciami zaczęłam właśnie od tych początkowych wpisów).
Pamiętam, jak wypełniałam kwestionariusz badawczy w naszym programie psychologicznym. Czy moje roczne dziecko mówi: mama, tata, baba, daj, pić? A może jeszcze inne wyrazy? Wypisywanie innych wyrazów zajęło mi dwadzieścia minut i dwie trzecie strony. Gdyby to był Witu, zaoszczędziłabym mnóstwo czasu.
Ale ogólnie jest wesoło.
Na przykład Witu budzi się w połowie drzemki,bo sąsiad z góry postanowił postukać trochę młotkiem. Budzi się wystraszony i zapłakany, marudzi, przytula się, chce spać, ale nie może. Leżymy na tapczanie. Do domu wraca ojciec dzieciom, po czym zajmuje wraz z Joasią drugą połowę tapczanu. Witu, uspokojony, zasypia, oddech równy, rączki zwiędły, oczka zamknięte.
- Chyba już śpi - mówię i zamierzam dyskretnie się ulotnić.
- I mamusia mi kupiła nową szczoteczkę! I pastę! - emocjonuje się po cichu Joasia.
Małe witulowe oczka nagle się otwierają. Czekam na łzy, ale zamiast nich - łobuzerski błysk. Ja spałem? Ależ skąd!
- Szczo! - oznajmia radośnie mój syn.
A potem złazi z tapczanu i pędzi do łazienki myć zęby.
Na przykład Joasia wypija swoje kakałko, zostawiwszy jednak w butelce jedną piątą. Butelkę porzuca na tapczanie i rusza do swoich porannych spraw. Porzuconą natychmiast zauważa Witul i zaczyna polowanie. Wkrótce butelka trafia w jego łapy. Mój syn układa się wygodnie na poduszce, wkłada do ust asiną butelkę i pociąga łyk, po czym mówi z satysfakcją:
- Kaka!
A później opróżnia butelkę do dna.
Zauważyłam też, że mówienie nasila się w momentach emocjonujących. Ostatnio - przy sianiu kwiatków (czy też raczej przy wsypywaniu soczewicy do pudełka z ziemią, a potem przesypywaniu ziemi z soczewicą  do innych pudełek i na podłogę). I powiem Wam po cichu, że zaczynam podejrzewać rzecz następującą. Witul udaje, że nie mówi, bo mówienie jest nierozerwalnie związane z odpowiedzialnością oraz z ubytkiem energii. Energię fajniej jest przeznaczyć na włażenie gdzie się da i zjadanie tego, co tam się znajdzie, choćby to była plastelina, styropianowe kulki (świetnie regulują pracę małych jelitek, naprawdę!) i fusy z kawy tatusia.

Tylko czasami, jak się człowiek zapomni, zdarza się tak, jak przedwczoraj, kiedy to Witu, zwinięty w ręcznik po kąpieli, głośno i wyraźnie zaordynował:
- Do spania!
W pierwszym momencie naprawdę myślałam, że to Joasia, i myślałabym tak dalej, gdyby nie to, że głos był blisko, a Joasia - daleko. 

Oj, Witulku, mężczyzno pełen tajemnic i niespodzianek.

2 komentarze:

  1. Też baaardzo czekam na to kiedy sobie już z Jaśkiem pogadamy... a on tylko o motoryzacji bruuuuuummm.... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małomówni ci faceci coś, już od małego:)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...