wtorek, 11 marca 2014

Ubranki

Ubranki mają to do siebie, że zazwyczaj jest ich za dużo. Z obawy, że będzie za mało, oczywiście. I w ten sposób szafa rośnie i to niekoniecznie tam, gdzie powinna.

Jakiś czas temu zrobiłam porządki we własnej szafie. Było to kolejne podejście i tym razem bez miłosierdzia. W ten sposób rozdałam trzy pudła ubrań znajomym i oddałam na zbiórkę odzieży czwarte. Potem sezonowe, na które akurat nie sezon, schowałam do piątego pudła i obecnie moje ubrania zajmują w szafie dwie półki, i to połowicznie. A i tak zostało jeszcze kilka sztuk do oddania. Minimalizm pełną gębą.

Z szafą dzieciaków nie jest tak łatwo. [O tym trochę już było]. Część ubranek dostałam, część kupiłam, jedne wołają o pomstę do estetycznego nieba, inne są za ładne, żeby je zakładać na co dzień, a potem przy święcie okazuje się, że za małe. Są też ładne niepraktyczne - a i tak mi szkoda oddać. Taka na przykład Joanna posiada o wiele za dużo bluzek z długim rękawem. Nabywałam je w kilku podejściach i nagle spostrzegłam, że się jakoś dziwnie rozmnożyły. Niby lepiej za dużo niż za mało, ale skoro po tygodniu bez prania (zdarza się) nie brakuje jeszcze bluzek, znaczy jest ich zdecydowanie za dużo. Z szafą Witula nieco lepiej, ale podobnie.

Dobrym sposobem na sprawdzenie, co jest konieczne, a czego można się śmiało pozbyć, jest wyjazd na dwa tygodnie. Lub na dłużej. Trzeba wtedy zabrać wszystko, co niezbędne, za to nie można zabrać wszystkiego, więc po powrocie resztę można spakować i wynieść. Co jest w tej reszcie? Dziwne rzeczy, które trudno się zakłada, te, których dzieci nie lubią, sztywne stroje świąteczne, jasne ubranka plamozapraszające, które trzeba co chwilę prać w rękach. No i te, które nie należą do żadnej z tych kategorii, ale po prostu do niczego nie pasują. Z tymi ostatnimi największa bieda, bo często są ładne, tylko trudno do nich dokupić coś, co będzie w komplecie wyglądało sensownie.

Miało tu być jeszcze trochę o rajtuzach, obrazkach i estetyce, ale chyba przełożymy to na kiedy indziej, bo od tygodnia pisze mi się jak po grudzie, choć jest marzec i lista rzeczy do napisania niebezpiecznie się wydłuża. Kiedy nastąpi kiedy indziej, nie wiadomo. Na razie musi wystarczyć dialog młodej matki z ojcem dzieciom:

O: - Co piszesz?
M: - Bloga.
O: - A o czym?
M: - O ubrankach, o ilości i estetyce.
O: - Że przy pewnej ilości estetyka znika?

Voila.
A na dobranoc dodam tylko, że Rust i Marty dają radę, a zakończenie - ach, och**.

P.S. Dziś blogowi stuknęło 40 tysięcy odsłon! Cieszę się jak dziecko. Dzięki.



*True Detective. I polskie tłumaczenie tytułu jest do kitu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...