wtorek, 25 marca 2014

Sześć rzeczy, których nie znoszę w byciu mamą

Czy można nie znosić? Och, i to jak!


Ciągnięcie za włosy. To chyba domena chłopców. Wydawało mi się, że nie będzie tak źle. Joasia nie ciągnęła. Przy Witulu włosy były już do połowy pleców i bardzo mu się podobały. Więc łapał i pociągał. A uścisk i pociąg to on ma, niedźwiedź mały. Grrrr. 

Szczypanie. Jak przypuszczam, jedynie dlatego, że mama fajnie piszczy. Bez komentarza, synu.

Przedmioty spadające na stopę. Idę sobie spokojnie z dzieckiem na ręku, dziecko trzyma swoje kakałko czy inną tam miętę z miodem w buteleczce. I nagle ją upuszcza. Wprost na moją stopę, a konkretnie na nasadę paznokcia. Zazwyczaj tego samego. Taaaa. Poza butelką bywają też słoiki i pokrywki,  które fajnie się przestawia w kuchni, gdy mama gotuje, ale butelki są najgorsze.

Mycie butelki Joasi. Tak, ma jeszcze butelkę. Nie ze smoczkiem, bez przesady, smoczka nie ma od półtora roku, z ustnikiem. Ustnik jest o wiele gorszy, bo ma wąską szczelinę, którą da się wymyć tylko patyczkami do uszu, a do tego gumową uszczelkonakładkę, żeby się nie wylewało. Poza tym butelka ma jeszcze pierścień antykolkowy, ktokolwiek go wymyślił, nigdy nie mył butelki o trzeciej w nocy przy świetle żaróweczki z uchylonej mikrofali. Do tego mleko jakoś bardzo do tych pięciu elementów butelki przywiera. Że można butelkę zmienić? Jasne.

Ściąganie spodni. Żegnajcie, letnie spodnie na gumce. Nie w tym sezonie. Na razie Witulek uważa ciągnięcie za dolną część mojej garderoby za jeden z systemów alarmowych. Do tego bawi go, że można coś pociągnąć i się zdejmie. Szkoda tylko, że nie eksperymentuje na własnych spodniach.

Podawanie rzeczy. Leżących bliżej proszącego niż mnie.
Joasia siedzi przy stole. Spada jej łyżeczka. Nie chce jej się schodzić z taboretu. 
- Podnieś mi łyżeczkę!
O nie, córeczko, sama sobie podnieś. Mam ręce w mleczku do czyszczenia i jestem po drugiej stronie kuchni, o ile moja kuchnia w ogóle ma drugą stronę.
Gdyby się zastanowić, lista byłaby dłuższa. Ale wolę się nie zastanawiać. Tak, kocham moje dzieci. Tak, lubię być mamą.Tak, nigdy bym się nie zamieniła. Tak, są rzeczy, które mnie wkurzają. Nie będę udawać, że jest inaczej.

Fot. Ojciec dzieciom

8 komentarzy:

  1. No, nie znalazłem gryzienia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo gryzienie nie jest takie straszne... na razie:)

      Usuń
  2. Nos pantofle z blacha! Wlosy w kok na klej! I - keep smiling! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. włosy w kok na klej - upłakałam się ze śmiechu. Punkt trzeci odrobiony:) dzięki!

      Usuń
  3. A potem przyjdą: rzucanie czym popadnie w twoją stronę - czasem celne, malowanie śliną mebli, zjadanie żab, wysypywanie chrupek na ziemię żeby je spokojnie zjeść z podłogi, chowanie kluczy i pilota do telewizora, bezprawne nadużywanie twojego telefonu, przymierzanie twoich butów na wysokim obcasie, a w odleglejszej przyszłości, znikanie wraz z twoim samochodem na długie godziny i w niewiadomym celu … Jak tu nie doceniać tych dziecięcych prób przyciągania uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jak zwykle - byle do osiemnastki! :)

      Usuń
  4. Chciałoby się powiedzieć "dzieci" ;)
    Z Pani listy mnie osobiście przeszkadza jedynie ciągniecie za włosy. Natomiast z własnego "podwórka" mogę dodać coraz to wyższe tony piszczące, które wydobywają się z ust Syna, gdy chce coś na mnie wymusić. Młodszy natomiast z uporem maniaka zamiast przemielić jabłko/chlebek/serek/cokolwiek innego w buzi i połknąć, wypluwa wszystko na podłogę. Eh.. Żyć nie umierać :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    Ewa
    mamaniezwyboru.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszczenie - oj, tak, ale moje dzieciaki na szczęście nie piszczą.

      E tam. Sprzątać, nie umierać:D

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...