sobota, 15 marca 2014

Spadaniem mając obrzękłą żuchwicę

Witold Józef. Piętnaście miesięcy bez dnia. Niezbyt rozmowny, w każdym razie w żadnym znanym języku. Co do innych umiejętności - ho, ho, ho! Matka obudziła się o 5:50, przed dziećmi, wyspana, i postanowiła szybciutko napisać coś o nim na blogu. Poruszyła się. Witold Józef otworzył oczy i uśmiechnął się, sugerując, że też jest wyspany. Ok, ty będziesz się bawił, synu, a matka będzie pisać. Wstajemy. Do łazienki. Oho, Asia otworzyła oczka. Chwila dla dzieci. Szósta trzydzieści. Nic to. Napiszę.
Ale najpierw pooglądamy słoneczko. Jak pomarańcza. Witulek cieszy się na jego widok. A widok cieszącego się na widok słonka Witu cieszy mnie. Dobrze, wystarczy, do komputera.

Trzema rzeczami Witulek ostatnio mnie zaskoczył.

Byliśmy u babci. Babcia też mieszka w bloku. Niedaleko jest plac zabaw, ale żeby tam dojść, trzeba przejść pomiędzy innymi blokami, a droga nie jest prosta. W jedną stronę Witul szedł na nóżkach. W drugą stronę - szedł na nóżkach. Puściłam go przodem, tak, żeby sprawdzić. A on? Skręcił we właściwą stronę, wybrał dobrą dróżkę, nie zawahał się na rozstajach, minął dwa wejścia do klatek schodowych - takie same - i ucieszył się dopiero przy właściwych. Pokazał je nawet paluszkiem.
Gdyby mi ktoś opowiadał o piętnastomiesięczniaku, który wraca do domy dwieście metrów dróżką, którą nigdy nie szedł, nie uwierzyłabym, i teraz nawet trochę nie wierzę, kiedy to opowiadam.

Jesteśmy na naszym placu zabaw. Piaskownica, dwa bujaki, drabinki i huśtawka z opony. Witu lubi huśtać się ze mną na oponie. Przypomina mu się, że opona jest, rzuca łopatkę wyłazi z piaskownicy i idzie. Za nim biegnie trzyletni Kacper, który też lubi się huśtać w oponie. Biega szybciej, więc wyprzedza Witula metr przed metą. 
- Poczekamy, aż chłopczyk się pohuśta, dobrze, Witu? - mówię i czekam na oburzony krzyk.
Krzyku nie ma. Witu się przygląda, po czym zawraca do piaskownicy. Bierze koparkę Kacpra i rusza w powrotem do opony. Oczekuję, że zacznie się nią bawić w piachu pod drabinkami. A tu Witu... wręcza Kacprowi zabawkę. Nie dowierzam. Co prawda wprowadziłam w domu system "jak chcesz zabrać zabawkę, daj inną w zamian", ale dla Joasi, nie dla Witu, bo ciągle mi się wydaje, że Witu jest za mały i nie rozumie. A tu proszę - umie zastosować w praktyce.

Wczesne popołudnie. Witu chce cycusia z sugestią, że zrobi sobie małą drzemkę. Asia też kładzie się w łóżeczku pod kocykiem. Witu nie zasypia. Złazi ze mnie i włazi na skrzynię na pościel, która stoi tuż obok łóżeczka Joasi. Zagląda do niej z góry i pyta:
- Ka-ka?
Cóż. Zmęczona Asia włazi do łóżeczka i prosi o kakałko. Jeśli nie prosi, ja ją pytam. Tym razem zapytał Witu.

Zaskakuje mnie ten mały królik. To dlatego, że nie mówi, więc wydaje mi się malutki i nie spodziewam się po nim zbyt wiele. Asia w jego wieku mówiła, i to pełnymi zdaniami, a Witulowi się nie chce. Za to kojarzenie i sprawność fizyczna - ho, ho! Pewnie mamy chłopaków nie są zaskoczone. Ale ja jestem.
I lubię być tak zaskakiwana.

Fajnie jest mieć córeczkę i synka.

P.S. Na blogu malutkie zmiany, które będą postępować w miarę pozyskiwania wolnych zasobów czasu. Niestety nie po mickiewiczowsku, więc małymi kroczkami, a nie pełny lifting od kopa.

4 komentarze:

  1. Fajnie, ze wrocil Anonimowy, nie trzeba sie meczyc z logowaniem, ale zmien tlo, obecne takie jakies...kropy byly swietne i klimatyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie na długo wrócił, bo jednak chyba lubię wiedzieć, z kim rozmawiam, przynajmniej pozornie:)

      Kropy nie wrócą, niestety. Zostały wyparte w procesie ewolucji:)

      Usuń
  2. z tym mówieniem to ja u nas takiej zasady nie zauważyłam; Synek podobnież jak u Was Joasia w wieku 1,5 roku mówił krótkimi zdaniami i co rusz wprowadzał nowopoznane słowa; młodsza córka zaczęła mówić zdaniami jak skończyła 2 latka, a i tak nie tak gawędziarsko jak starszy brat; nie ma zasady; za to teraz w wieku prawie 3ech lat bardzo ładnie się wyraża, nie snuje takich opowieści, jak jej braciszek w tym wieku, ale komunikuje nie tylko dziejące się wydarzenia, ale i emocje, a nawet potrafi starszemu słownie dopiec! ;) także myślę, że warto temat zostawić i cieszyć się zawadiackim sprytem młodszego:) zabawny jest:) i to zaleta chłopców:) mam wrażenie, że dziewczynki bardziej dosłownie traktują życie? Ale może tak tylko u mnie?
    mama 5+3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się podoba Twoje stwierdzenie, że dziewczynki bardziej dosłownie traktują życie. Celne:)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...