środa, 19 marca 2014

Nie lubię dzieci

Kiedy jeszcze nie miałam dzieci, spotykałam ludzi, którzy zachwycali się niemowlętami. Uśmiechali się do nich, seplenili, próbowali gaworzyć i uparcie domagali się przywileju brania ich "na ląćki". Lubili je. Ja natomiast nie. I zastanawiałam się, czy mi to przejdzie, kiedy będę mieć własne. Nie przeszło. Dalej nie lubię dzieci.
Nie wszystkich, rzecz jasna. Niektóre lubię, a niektóre - nie. I nie dzielę świata na ludzi, którzy lubią małe dzieci i zachwycają się wszystkim, co nieduże, puszyste i słodko niezgrabne oraz na tych, którzy do dzieci mają duży dystans i uważają je głównie za źródło różnego rodzaju plam, hałasu i uciążliwego zaangażowania. Ci pierwsi mają zazwyczaj w społeczeństwie dobre notowania, ci drudzy - kiepskie. Jak można nie lubić dzieci? Otóż można, jeśli się ich nie traktuje się jako innego, dość zabawnego, gatunku. Jeśli podchodzi się do dziecka jak do każdego innego człowieka: z szacunkiem i zrozumieniem - dla siebie i dla niego.

Są ludzie, których nie lubię. Bo są zbyt głośni, bo wkurzają mnie narzekaniem, bo kłamią mi w żywe oczy, bo zachowują się denerwująco. Z dziećmi jest tak samo. Niektóre są rozwydrzone, złośliwe, mało inteligentne, piskliwe albo po prostu denerwujące. Jednych i drugich, dorosłych i dzieci, staram się unikać.Albo cierpliwie znosić, kiedy jestem do tego zmuszona.

Są ludzie, których bardzo lubię, którzy są twórczy, pozytywnie zwariowani albo przyjemnie normalni. Tacy, z  którymi nadajemy na tych samych falach i możemy gadać całą noc, choć widzimy się pierwszy raz. Inteligentni, z poczuciem humoru. Są też takie dzieciaki, z którymi naprawdę mam ochotę się bawić. Przebywać. Rozmawiać. Ciekawe świata, sympatyczne, uśmiechnięte. Albo marudne i płaczące, ale wciąż jednak zdatne do lubienia.

Gdyby ktoś się zaniepokoił - swoje dzieci lubię, oczywiście. Chociaż bywają takie momenty... ale o nich kiedy indziej. 


P.S. Co prawda Share Week już za nami, ale znalazłam dwa blogi, o których koniecznie muszę Wam opowiedzieć.

Pierwszy pisze Ania, Mama Pietruszki: Pietruszka, Zochacz i Jaś - króciutkie historyjki z życia i dialogi stamtąd. Świetne. Trafiłam na niego przez Wielorybkę, zdaje się (dzięki!). Na szczęście nie zdążyłam jeszcze przeczytać wszystkiego. Mama Pietruszki robi to, czego ja nie robię - zapisuje na bieżąco. Chapeau bas.

Drugi, odkryty dzięki przedostatniemu wpisowi: podrzuciła go w komentarzu Alicja K (dzięki!). Pisze go Małgorzata Musiał, która współtworzy też Bliską Wiarę. Ach, tak: blog to DobraRelacja.pl. Dopiero zaczęłam, ale już bardzo polecam.

11 komentarzy:

  1. Bardzo się cieszę, że blog się spodobał :) Polecam też krótkie notki Dobrej Relacji na facebooku, bo z tego co wiem części z nich na blogu nie ma.

    A co do dzieci - ja też niektórych nie lubię. Dobrze wiedzieć, że to normalne zjawisko i nie muszę tego leczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na facebooku - o! Po Wielkanocy koniecznie.

      Hm. Albo będziemy leczyć się razem:D

      Usuń
  2. No, a ja nie wierzę, że są tacy co lubią wszystkich i zawsze.
    Jak dla mnie to zdrowo wybrzmiewa Twój wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby to był fejs, kliknęłabym "lubię to" :)

      Usuń
  3. Mamę Pietruszki, to ja znalazłam w Twoich linkach, moja droga. :D Ja Ci podrzuciłam "Skacząc w kałużach". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A byłam pewna, że skleroza ciążowa już mi ustąpiła!

      Usuń
  4. ja też tak mam, dzięki że o tym piszesz:) mama 5+3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to teraz już czuję się normalnie:)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Dobrych rzeczy nie można zachowywać tylko dla siebie!

      Usuń
  6. Wspaniała ta "Dobrarelacja.pl". Znowu zabieram do siebie. ;)

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...