czwartek, 20 marca 2014

Konfrontacje w piaskownicy

Przynależność do społeczności matek też nie wychodzi mi najlepiej, o czym się przekonuję w piaskownicy.

Piaskownica jest bowiem próbką społeczeństwa, może i nieadekwatną, za to pokazującą wszystkie jego końcówki. Czy też może, oględnie mówiąc, członki. Oraz mnie na ich tle. Jak wypadam? Różnie bywa.

Nie jestem nadopiekuńcza. Choć siedzę na piaskownicowym słupku, narażając się na ból kręgosłupa i piach w skarpetkach. Pozwalam Joasi włazić tak wysoko, jak potrafi, bez wołania "tylko nie spadnij" i "nie wchodź tak wysoko, bo nie zejdziesz!". Nie zejdziesz, to cię zdejmę i już.

Nie pokazuję, jak się bawić. Tu wsyp piasek i zrób babkę, no, zrób babkę, czemu nie robisz babki? A tymczasem podmiot troski ma ochotę przesypywać piasek z foremki do foremki. I w czym problem?

Nie zawstydzam Joasi, która nie chce się podzielić zabawkami. Kiedy do piaskownicy przychodzi inne dziecko, Joasia pakuje wszystkie foremki do wiaderka i siada na brzegu z tym wiaderkiem pod pachą. Mama dziecka, które przyszło, lustruje mnie uważnie i czeka na tradycyjny komentarz typu "no podziel się z chłopczykiem, bo nie ma zabawek!". Nie doczekuje się i jestem na cenzurowanym. Czasami słyszę jeszcze urażone "Dziewczynka nie chce ci dać zabawki, chociaż ma tak dużo, Piotrusiu, szkoda, pobaw się patyczkiem". Sorry, taki mamy etap. Rozwojowy. U was też będzie. Aha, i jak my nie mamy zabawek, to bierzemy te patyczki i kamyczki albo robimy z piasku stwory i jest git.

Nie ubieram zbyt ciepło. No, ale my się po tej paskudnej zimie hartujemy, ile możemy. Wieje? Ależ proszę, jak pojedziemy nad morze, dopiero będzie wiało, niech się przyzwyczają małe głowy. Kryteria doubierania są dwa. Kiedy marzną moje uszy i kiedy dzieci chcą się ubrać same. Prawdopodobnie mam opinię tej, co to ubiera dzieci za lekko. Na zdrowie.

Nie krępuję się wrzaskiem. Moich dzieci. Choć z tym czasem nie jest łatwo. Płacze, bo się uderzyło? Niech się wypłacze, bez uciszania i poganiania. Płacze, bo jest wściekłe, że ktoś zajął huśtawkę tuż przed nim? Niech się wypłacze, aż złość minie. Wrzeszczy całą drogę do domu, bo nie chce wracać, choć minęły dwie i pół godziny? Proszę bardzo, a ja mogę całą drogę machać sąsiadom za firankami. 

Upominam inne dzieci. Zgroza i ciężkie przestępstwo.

Jak nie mam ochoty gadać, to nie gadam, tylko milczę uprzejmie, i szanuję, kiedy uprzejmie milczą inni. Chwila bez używania aparatu mowy dla matki dwójki dzieci jest bezcenna. Wbrew pozorom.

Ubieram dzieci do piaskownicy, nie na wybieg. Chociaż podziwiam jedną mamę dwóch chłopców, która ubiera ich tak, że niejeden dorosły facet powinien się wstydzić, zazdrościć i brać przykład. W dodatku jeszcze niemurnie** i wygodnie. Za to te dziewczynki w jasnych rajstopkach i matki, które powinny nosić koszulki z napisem "Uważaj, bo się ubrudzisz!" - ech. Było nie zakładać do piachu najlepszych ubranek, a jak nie planowałaś przychodzić do piachu, ominąć plac zabaw dwustumetrowym łukiem. Tak, wiem, wiem, że nie zawsze się da. Ale jak się nie da, należy zacisnąć zęby i powtarzać w myślach nazwy środków spierających plamy, a nie odbierać dziecku frajdę.

Pozwalam włazić do kałuży oraz bawić się wodą zastaną. Blisko domu. Jeśli nie jest zbyt zimno, a buty są impregnowane lub też założyliśmy kalosze. A jak się zmoczą spodnie czy inne takie, to pójdziemy się przebrać i już.

Mam w nosie presję społeczną. A presja tego nie lubi. Na szczęście nasz plac zabaw z racji małej ilości atrakcji nie jest oblegany, a oblegający pojawiają się w niewielkich ilościach i nie na długo.

*Niemurnie, czyli odpornie na umurzenie się. Niemurne ubrania przypominają wojskowe ciuchy maskujące, tylko się bardziej zużywają.

6 komentarzy:

  1. Ja na razie nie upominam cudzych dzieci (chyba, że zawodowo). Zobaczymy, jak będzie kiedy Rybka trochę podrośnie, czy mi się zmieni. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak jej zaczną w piachu wyrywać zabawki z rączek - od razu się zmieni, gwarantuję.

      Usuń
  2. Tak plac zabaw to niezłe pole obserwacyjne. Ja też upominam cudze dzieci: jeśli podbiega do mojej panny i próbuje wyrwać Jej własną łopatkę, to nie usprawiedliwiam, że nie martw się bo zaraz Ci odda, tylko mówię: nie ruszaj tej łopatki bo Ona się nią teraz bawi, to jest Jej łopatka.
    A zabieranie dziecku jego własnych zabawek i dawanie innemu, żeby "nauczyło się" dzielić, to totalna pomyłka i na pewno nie nauczy dziecka, że dzielenie się jest czymś pożytecznym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, prawda? ja też bym protestowała,jakby ktoś chciał ode mnie natychmiast książkę, którą czytam albo mojego laptopa!

      Usuń
  3. Plac zabaw, chodze wtedy gdy nie ma tam za duzo dzieci.Choc bardziej niz dzieci denerwuja mnie nadgorliwi rodzice: nie biegaj bo sie spocisz, nie wchodz do piasku bo sie pobrudzisz...Brrr .Tak na marginesie super blog.Zmienil moje podejscie do mojego 1.5 rocznego Szkraba) Dziekuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! To bardzo motywujące, co piszesz.
      No i poczułam ciężar odpowiedzialności :)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...