poniedziałek, 17 marca 2014

Bunt dwulatka. Szantaż



Zrób to, bo zacznę krzyczeć! Taki szantaż emocjonalny łatwo spotkać na co dzień. U nas też. I to wcale nie Joasia wypowiada tę kwestię. To ja.

A to dlatego, że brakuje mi już środków.
Bo co mam zrobić, kiedy moje dziecko za nic mnie nie słucha? Prośbą, groźbą, rozsądnym tłumaczeniem, wygłupianiem, zostawianiem honorowej furtki* - niczym. Niczym nie mogę sprawić, żeby małe, uparte stworzonko mnie posłuchało. (Oj, tak, upór po mamusi, mamusia świetnie teraz wie, przez co przechodziła babcia M., jest w tym coś ze sprawiedliwości). Nawet łaskotniki nie dają rady.

Wiem, że kiedy Joasia jest zmęczona i głodna, łatwo wyprowadzić ją z równowagi.
Wiem, że kiedy ułoży sobie w głowie plan, a ja go zburzę jednym "nie" - jest bardzo rozczarowana i daje temu głośny wyraz.
Wiem, że jest na tym etapie, w  którym kształtuje się jej osobowość (i asertywność pewnie też) i musi mówić nie. Czy raczej: krzyczeć.

I mam tego powyżej uszu.

Do dziś żyłam w przekonaniu, że ustępowanie nie jest dobrym sposobem: skoro Joasia testuje granice, jakieś być muszą. Skoro sprawdza, czy coś ugra płaczem, wrzaskiem i uporem - musi się przekonać, że nie tędy droga. Ale po dzisiejszej ostatniej, wieczornej awanturze o ubieranie mam dość.

Joasia poszła spać goła. I bez kakałka. Zasnęła w moich ramionach, z bajeczką opowiadaną do ucha. Wyczerpana płaczem i rozpaczliwym uporem. Głodna. A ja nie mam pomysłu na to, jak rozegrać sprawę następnym razem, kiedy stanowczo odmówi zakładania majtek albo zażąda czegoś, czym nie może się bawić.

Szantażowania mam już po uszy. To dość paskudne uczucie być szantażystą. A szantażują wszyscy wokół. Na placu zabaw, w tramwaju, w sklepie i w kościele.
- Podziel się z dziewczynką zabawkami, bo inaczej będę się za ciebie wstydzić!
- Nie wchodź tak wysoko, bo spadniesz i pojedziemy do szpitala!
- Przestań wrzeszczeć, bo sobie pójdę!
- Ubieraj się albo zostaniesz w domu!
 Chciałabym powiedzieć, że inne matki mają sposoby na swoje trzylatki - ale nie mają. Tak, jak ja.

Mądre poradniki mówią, że trzeba mieć świętą cierpliwość, a kiedy na przykład dziecko rozwrzeszczy się w jednym miejscu (chcę lizaka!) - wyjść z tego miejsca i wrócić, kiedy już się uspokoi.
Mądre poradniki nie biorą pod uwagę rodziców-choleryków i dzieci, które, gdy już spokojne wrócą do miejsca z lizakiem, zaczną wrzeszczeć znowu.
Mądre poradniki nie mówią nic o poczuciu winy, które ma matka konsekwentnie trzymająca się zasady ustalonej dla dobra dziecka.

Jasne, że nie jestem matką idealną. Daleko mi. Ale lubię myśleć, że jestem dobrą mamą. W co czasami, po kolejnej awanturze z dzikim wrzaskiem, wątpię. Wszystkie dotychczasowe sposoby zawodzą. Dobrze, że jest ojciec dzieciom, który jest mądrzejszy od mądrych poradników i przywraca światu po tornado zwykłe proporcje. 

Przyszła mi za to dzisiaj do głowy inna myśl. A gdybym tak w ogóle przestała krzyczeć? Krzyczeć, zmuszać, szantażować, grozić, zaklinać i błagać? Gdybym po prostu zaczęła szanować zdanie Joasi i je respektować? Czy zamieniłaby się w rozwydrzonego bachora?
Chyba tego boję się najbardziej.


*Przekupstwa typu "załóż buty, dostaniesz lizaka" nie stosuję, bo uważam je za szkodliwe. I nie w porządku. I głupie. I krótkowzroczne. I już.



8 komentarzy:

  1. Och, gdyby cierpliwość sprzedawali na allegro ... Mogę jedynie pocieszyć że to minie. Wróci za jakiś czas, ale w innej formie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby sprzedawali, pewnie bym zbankrutowała:)
      Teraz czekam tylko, aż Witulek wejdzie w okres pierwszego buntu. Zostały mu tak ze trzy miesiące jeszcze. O dalszych etapach wolę jeszcze nie myśleć, brrrrr!

      Usuń
  2. Franek jest mniej więcej w wieku Witka. To moje pierwsze dziecko, więc kompletnie nie mam pojęcia, jak będzie dalej. Wiem, że przez ten ponad-rok, który upłynął, nauczyłam się o cierpliwości więcej, niż przez całe swoje dotychczasowe życie. I że uczyć się już tak będę do końca. Wcześniej byłam bardzo pewna tego, jak będę wychowywać dziecko - w głowie miałam setki złotych rad dla mam, które już miały swoje dzieci. Na szczęście tylko w głowie.

    Chciałabym wierzyć, że będę umiała zawsze traktować Franka jak człowieka, z prawem do własnego zdania, do humorów, do niechcenia pewnych rzeczy. Że będę umiała ustąpić. Już teraz wiem, że to właśnie jest najtrudniejsze, bo przecież ja-matka chcę dla niego jak najlepiej... I tyle tych wątpliwości w głowie :) I tak jak Ty boję się - czy jeśli zacznę ustępować, zamienię dziecko w rozwydrzonego bachora?

    Przykład Małgosi Musiał pokazuje mi, że niekoniecznie. Polecam poczytać - mnie ta śliweczka przekonuje: http://dobrarelacja.pl/szacuneczek/#more-255

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za ten link. Bardzo, bardzo dzięki.

      Usuń
  3. Polecam książkę: "Najszczęśliwsze dziecko w okolicy". Tytuł nieszczególny, ale opowiada o naprawdę wielu sposobach na dziecko (zarówno na wzmacnianie zachowań pozytywnych, jak i ograniczaniu negatywnych oraz komunikacji z szacunkiem). Jest tam opisanych wiele metod więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie :) Nasze dziecko ma 2 lata i 3 miesiące. Zawsze było dosyć grzeczne, ale dzięki tej książce jest jeszcze lepiej! Moim zdaniem nie jest możliwe by zawsze być idealną matką (nie ma takich). I każda z nas ma prawo do tego by czasem się wnerwić... Tym bardziej, gdy ma się więcej niż jedno dziecko i każdy chce czegoś innego. Dla mnie największą próbą cierpliwości było zasypianie na drzemki. Myśląc o tym na spokojnie zawsze się dziwiłam, że powoduje to aż takie emocje. Ale teraz jest lepiej. Nabrałam dystansu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze wstydem się przyznam, że tylko słyszałam. A tyle słyszałam, że chcę przeczytać. Koniecznie. Dzięki:)

      Usuń
  4. też jestem cholerykiem:) a dzieci mam i kocham, ale aż się nie rozczulam nad nimi; w ostatnie wakacje musiałam zweryfikować moje podejście do wychowywania bo już kłótnie 4,5 latka z 2latką o każdą zabawkę kiedy pozostałe ukochane tylko czekały nietknięte, sięgały zenitu! Raz, nie umiałam sobie radzić z uporem młodszej i niesamowitym wrzaskiem o wszystko, a dwa, nie chciałam, żeby starszy jej w większości przypadków ustępował... wtedy starsza doświadczeniem znajoma mama poleciła książki amerykańskich autorek Adele Faber i Elaine Mazlish "Rodzeństwo bez rywalizacji". NIesamowita pozycja! Dowiedziałam się, że to jednak nie tylko u nas takie historie i że można sobei z nimi poradzić stosując znane nam dobrze wartości chrześcijańskie, choć tam tak nienazwane. Dla mnie najważniejsze było to, że ksiązka opiera się w zasadzie na samych przykładach z życia, również z dodatkiem doświadczeń rodziców polskich; poszłam za ciosem i przeczytałam kolejną: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały... Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" - i może ta tutaj pomogłaby odnieść się do Waszej sytuacji? Polecam szczerze!
    Mama 5+3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Kompletuję właśnie listę lektur, bo jak się nie dokształcę, to nie ogarnę. Oby je mieli w jakiejś pobliskiej bibliotece.

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...