piątek, 7 lutego 2014

Znowu nic, ale jednak coś

No i znowu nie zostałam Blogiem Roku. Skończyłam na miejscu 35, o trzy gorzej niż w zeszłym roku, ale konkurencja była większa. No i w tegorocznej edycji zebrałam dwa razy więcej głosów.

Za te głosy najbardziej Wam dziękuję, za wsparcie, za podawanie dalej, za opinie o moim pisaniu, które śmiało mogą zająć top ten komplementów dla ludzi pióra.

Za cierpliwość dla mojej żebraniny. Być może w związku z tym ostatnim ucieszy Was wiadomość, że w przyszłym roku nie zamierzam brać udziału, wbrew przysłowiu. Koniec proszenia, przypominania, naciągania na 1,23 zł, choćby w szczytnym celu. Chcę pisać, i chcę, żebyście mieli przyjemność z czytania. Po to jest ten blog. Nie po to, żeby brylować na salonach albo łudzić się namiastką życia zawodowego. Jestem outsiderem, blog jest niszowy - i dobrze mi z tym. Nie czułabym się komfortowo, gdyby czytało go pół Polski.

I nie, to nie jest syndrom zielonych winogron. Dzieje się ostatnio dużo rzeczy, a każda z nich pozwala mi nabrać dystansu. Dystans jest konieczny, żeby robić swoje, a nie to, o czym się myśli, że jest swoje. Dystans pomaga pożegnać się z pomysłami, które są - owszem - genialne, ale realizowanie ich nie leży w mojej naturze. Czy też nie jest zgodne z moimi umiejętnościami. A żeby robić coś dobrze, trzeba to lubić. Zbyt wiele wysiłku wkładane w robienie czegoś sprawia, że przestaje się to lubić - i to jest koniec.

Czy pisałam już, że jestem uzależniona od wyszukiwania informacji dla samego wyszukiwania? Nie? To coś Wam pokażę. Pierwsze miejsce w kategorii "ja i moje życie" - 1384 głosy. Pierwsze miejsce w kategorii "podróże" - 508 głosów. Pierwsze miejsce w kategorii "kulinarne" - 346 głosów. Porównałam sobie wyniki w Blogu Roku z nadziejami blogosfery według Kominka. Oczywiście z tymi nadziejami, które brały udział w konkursie. I na przykład jeden z nich dostał zero głosów. Inny - dziewięć. Jeszcze inny - dwa, a kolejne trzy zajęły miejsca w pierwszej dziesiątce, a nawet na samym jej początku. Daje do myślenia. I pozwala nabrać dystansu.

W związku z tym, że nie zostałam Blogiem Roku, Młoda Matka nie doczeka się też fanpejcza na fejs-zbuku. Co za ulga. I to jest autopocieszacz: nie zostałam blogiem roku, ale za to nie będę musiała robić fanpejcza.

A jutro wreszcie będzie o czymś innym. 

3 komentarze:

  1. Wiesz, co... właśnie tu weszłam i powiem Ci... jest co czytać, klimat dobry, treść wartościowa... może troszkę szkoda nagrody, ale zaraz temu zaradzimy....

    Ważne, że jest ten adres, a myślę, że się nie pogniewasz, jak go puścimy w świat...

    pozdrawiam
    tzw. ludź pióra

    Aniela Agata, poetka,
    córka rodzicom:)



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że się nie pogniewam, za to bardzo ucieszę. Miło słyszeć takie słowa, zwłaszcza od Ciebie.

      Pozdrawiam, Ludziu Pióra:)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...