poniedziałek, 24 lutego 2014

Pogawędki. Siła argumentów zastępczych

 Pojechaliśmy wczoraj do lasu. Piękna pogoda, trzeba wykorzystać.
- I co, podoba ci się w lesie? - pytam Joasię.
- Nie baodzo.
- A co ci się nie podoba?
- Nie podoba mi się, ze jest czaono i zielono. I jest błoto. Idźmy do innego lasu, mamo!
Ale potem jej się spodobało.


*
- Oobak tu biega! To ybik!
- I co z tym rybikiem? - pytam
- Zabiję go!
- Tak? A co będzie potem?
- Potem ucieknie!
Hm. 
*

- Chciałabyś się przeprowadzić do innego domu? - pytam z głupia frant Joasię.
- Nie, nie! - odpowiada szybko.
- A gdyby był ładniejszy od naszego mieszkania? I większy? I miałabyś swój pokoik?
Joasia markotnieje.
- Nigdy! Tu jest ładnie!
- Na pewno?
- Nie, mamo, tu w każdym razie naprawdę da się coś zrobić!

*

Joasia siedzi na odwróconej misce i je gruszkę. Obok niej - pokrywka od cukierniczki (spokojnie, z kompletu do zabawy).
- Mamo! Weź to! - podaje mi pokrywkę.
- Zanieś sama na biurko - mówię, bo mam wszystkie cztery ręce zajęte.
- Nie mogę! - rozkłada bezradnie rączki moje dziecko. - Nie dam rady, bo mam guuszkę i miskę!

*

Ostatnio Joaśka przeżywa jakiś kryzys zabawy z naszą małą sąsiadką. Ponieważ mieszkamy drzwi w drzwi, zdarza im się spotkać niespodziewanie na korytarzu.
- Asia! Będziesz się bawić? - pyta Wiki.
Na to moje dziecko dostaje nagle strasznego ataku kaszlu. Zdrowe dziecko, dodajmy. A potem:
- Nie mogę się z tobą bawić, Wiki, bo jestem choa i kaszlę - oświadcza i zmyka do domu, lepić z ciastoliny.
Dyplomacja przede wszystkim.

Wszystko zresztą wskazuje na to, że Joasia odkryła siłę logicznych argumentów zastępczych. U kogo to zaobserwowała, hm, cóż, zgadnijcie sami.
- Chciałabyś pojechać dzisiaj do babci? - pytam nieco po ósmej rano.
- Nie, nie... - mówi Asia wymijająco.
- Czemu nie? Babcia się ucieszy, że przyjechałaś.
- Nie, nie, jest ciemno. Za ciemno.
- Nie jest ciemno, jest dzień, króliku.
- Ale jest za zimno. Na pewno za zimno!
- A jak cię ciepło ubiorę?
- Nie, nie... chyba jednak nie. Idę malować! - asertywnie kończy rozmowę moja córka (oj, jak bardzo moja córka!)
Nie muszę dodawać, że została, prawda?


Ja tu sobie piszę, a Joasia próbuje dobudzić ucinającego sobie drzemkę ojca dzieciom.
- Tatusiu, nie śpij! Nie śpij, obudź się! 
Tatuś nic. 
Joasia włazi mu na brzuch.
- Nie śpij! Nie śpij! Co mam zrobić, żebyś nie spał? Przynieść ci zelka?

Tymczasem Witu nie mówi zbyt wiele, przeznaczając energię na włażenie i zdobywanie rzeczy dotąd nieosiągalnych. Dzisiaj rano zastałam go na środku stołu. Wczoraj wprowadził się samodzielnie do wysokiego krzesełka Asi, które wróciło do łask i robi teraz za krzesełko biurowe, a właściwie biurkowe. Wróciło, nota bene, dlatego, że Witul na pewno do niego nie wejdzie. A co do mówienia jeszcze, mówi głównie "pą". Które, na moje matczyne oko, nic nie oznacza. Po prostu Witu zaobserwował, że mówienie "pą" tonem proszącym skutkuje podaniem mu po kolei wszystkich rzeczy w zasięgu małego paluszka wskazującego. Kto by nie chciał?

Aż się boję, co będzie za miesiąc.

6 komentarzy:

  1. Jak rozumiem, żelki podziałały... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, Joasia... też zasnęła:)

      Usuń
  2. coraz sprytniejsza się robi. a ja niedawno czytałam o oku i zębie w ST i co ciekawe, na pierwszym miejscu w tym fragmencie wymienione jest złamanie, a o nim jakoś nikt nigdy nie wspomina. chyba za mało drastyczne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Coraz starsza... Właśnie mi babcia M. uświadomiła, że za chwilę skończy trzy lata. Trzy!
    Rabini wykładają ponoć, że chodzi o oddanie równowartości - czyli odszkodowanie, a nie zemsta:)

    Królik wymiata. Nie oglądałaś przypadkiem Donniego Darko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ogladałam, ale znam ten motyw i podczas pisania zauważyłam, że chyba na mnie wpłynął. kiedyś obejrzę ten film, ale wydaje mi się dość głupi :P

      Usuń
    2. być może szkoda czasu, choć K. jest innego zdania. ale mnie się nie podobał. klimat jakoś nie dla mnie.

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...