piątek, 14 lutego 2014

Nie mogę

Fot: Marcin Stępień/Agencja Gazeta
Ledwo napisałam, że na tematy "istotne społecznie" nie będę się wypowiadać, a już się wypowiem. Ale nie mogę milczeć, no nie mogę. Nie dlatego, że jestem teologiem czy dziennikarką. Dlatego, że jestem człowiekiem. A zwłaszcza matką.

We Wrocławiu urodziło się dziecko. Żadna nowina, powiecie. Co chwilę gdzieś się rodzi dziecko. Tylko, że to urodziło się w trakcie zabiegu aborcji - przez indukcję porodu dokładnie. W 23 albo 24 tygodniu. Duże. Siedemset gram. Poza tym niewiele wiadomo, bo nikt nie chce mówić oprócz tego, że dziecko było podejrzane o zespól Downa i była to tak zwana "legalna aborcja". Ginekolodzy abortowali, żeby nie trafić do sądu, neonatolodzy ratowali, żeby nie trafić do sądu.

Może dobrze, ze to wpis akurat na Walentynki. Bo tam, we Wrocławiu, zabrakło miłości.
Bezwarunkowej.

Kocham cię, córeczko, bo jesteś zdrowa i śliczna, bo nie mam z tobą za dużo kłopotów, bo kiedyś pójdziesz na swoje, a ja sobie odpocznę. Bo nie muszę z tobą biegać po lekarzach, bo nie jestem całodobową pielęgniarką, bo mam trochę czasu dla siebie. Bo leki nie rujnują mojego budżetu, a nieustanne proszenie o pomoc nie wykańcza mnie psychicznie. Kocham cię, bo. Miłość warunkowa. Konsumpcyjna. Może na zawsze, może na trochę, to się zobaczy.

I nie mylcie miłości z "tak bardzo cię kocham, że nie pozwolę ci cierpieć". To jest egoizm, i mówię to z pełną odpowiedzialnością. To jest egoizm i brak miłości. Że nie mogę wymagać od nikogo heroizmu? Ależ mogę. Życie wymaga. I tak wiele jest przykładów, jak bardzo dobre rzeczy z tego heroizmu się rodzą. Z tego czułego asystowania przy dziecku, które umiera.

Jest taka książka Brygidy Grysiak "Wybrałam życie". Kiedyś o niej pisałam tutaj. Jedna z historii to historia matki, której córeczka już w brzuchu była śmiertelnie chora. Na prawie wszystko. Miała żyć osiem tygodni. Żyła ponad rok. Rok domowego hospicjum. Trudny, ciężki i bolesny rok. A co mówi jej mama? "Jak widzę matkę, która prowadzi wózek z niepełnosprawnym dzieckiem, to jej zazdroszczę. Że to dziecko - tak chore i żyjące w swoim świecie - żyje. A moje nie."
Czasami trzeba spojrzeć z innej perspektywy.

Powiecie, że nie każda kobieta znajdzie w sobie tyle siły. 
Ależ znajdzie. Tylko jej nie przeszkadzajcie. Wy, lekarze, proponując smutnym półszeptem "pewną procedurę medyczną" albo "inne rozwiązanie". Wy, przyjaciele, robią zbolałe miny i pytając "jak ty sobie z tym wszystkim poradzisz?" Wy, mężczyźni, którzy czasem zachowujecie się jak tchórze, nie jak ojcowie. Wy, tak zwane feministki, trąbiące dookoła, że usunięcie dziecka jest jak usunięcie zęba. Ze znieczuleniem.

Ta książka Brygidy Grysiak miała nosić tytuł "Matki wszechmogące". Wszechmogące. Tak właśnie jest.

Kim jest mama tego dzieciątka z Wrocławia? Czy najpierw dała się przekonać lekarzom, bliskim, sobie samej, że dziecko z zespołem Downa to jest obciążenie na całe życie i trzeba je zabić? Tak, zabić - bo jak inaczej sprawić, ze dziecko zniknie? Szef jednej z placówek wykonujących aborcję od dawna uchyla się od odpowiedzi, jak wygląda legalna procedura aborcji. Więc jak przebiega? Najpierw indukcja porodu, a potem dziecko, które można uratować (vide Wrocław) usypia się jak psa? Czy zostawia, żeby się udusiło? Drastycznie? To jeszcze nic, naprawdę. Chcesz stąd uciec, bo właśnie przekroczyłam Twoją granicę? Bo nie chcesz o tym myśleć? Piszę zbyt emocjonalnie? To powiem Ci jeszcze, że jak myślę o tym maleństwie z Wrocławia - płaczę. Nie potrafię inaczej.

"Usuńmy" dziecko, bo prawo pozwala.
Coście zrobili z życiem tej matki i tego dziecka, pieprzeni legaliści?!











8 komentarzy:

  1. I komentarz w serwisach informacyjnych, że to dziecko ma szczęście, że miało więcej niż 500 gramów, bo wtedy się reanimuje. Pomyśleć, jaka droga teraz czeka tego malucha. A mogło sobie spokojnie doczekać do porodu, dojrzeć. Mogło się urodzić w życzliwości. Teraz: otoczone jest sensacją jako niechciane. Żal mi też tej matki, bo może dała się namówić, może była sama, samotna. Nie wiem. I teraz będzie się z tym zmagać do końca życia. Ale to dziecko (jakkolwiek by nie było chore), to cud. Znów życie pokazało medycynie, że nie jest wszechwiedząca. Bo Wszechwiedzący jest jeden.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacyjny wpis, oby wiecej takich pięknych umysłów docierało do ludzi w internecie. Jestem zbudowana. Oby tak dalej pisać prawdę bo to jedyne co pozostało w tej cywilizacji śmierci!! Pozdrawiam
    Kaja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Chociaż wolałabym nigdy nie musieć poruszać takich tematów.
      Pozdrawiam!
      m.

      Usuń
  3. Rzeczywistość jest miejscami okrutna. Twoje słowa mocne i potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Poruszył mnie ten tekst i mam nadzieję, że kobiety, które będą miały wątpliwości co do urodzenia dziecka przypadkiem wpadną na ten blog... Bo na pewno zanim się zdecydują, będą szukać... Szukać najczęściej po to, by spotkać w Internecie społeczną akceptację ich decyzji, by pozbyć się wyrzutów sumienia. Jeśli ten wpis uratuje choć jedną istotę (a czuję że tak będzie, może już jest) to może warto go jakoś fajnie spozycjonować? PS. Fajny blog. Od dziś jestem stałą czytelniczką ;) Pozdrawiam i dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, nie śmiem nawet marzyć, że ten wpis mógłby kogoś uratować. To chyba byłoby najpiękniejsze, co się może zdarzyć matce-blogerce:)

      P.S. Zapraszam, rozgość się:) Pozdrawiam!

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...