poniedziałek, 3 lutego 2014

Lekcja dumy i pokory

Do końca głosowania - trzy doby.
Chodzę spać po północy, żeby na dobranoc zobaczyć aktualizację rankingu. Co ten internet robi z człowiekiem.
Wczoraj blog poszedł w górę, jest na 34 miejscu. Niby dobrze, bo w kategorii zgłoszonych jakieś 640 blogów, z drugiej strony obliczam, że do czołówki brakuje mi jakichś, bagatela, dwustu głosów. Przejmuję się za bardzo, chociaż nie mam czasu na przejmowanie się, dzieciaki chore, ja też, syropy, walka z lekarzami o odroczenie antybiotyku, pomiędzy tym sprawdzanie rankingu. Dobrze, że głosowanie trwa tak krótko.

Trochę jak w zeszłym roku - dostaję lekcję dumy i pokory.

Dumy - bo mogę być dumna z tego, co robię. Staram się, stawiam poprzeczkę wysoko, śpię po pięć godzin, bo chcę mieć czas na bloga. Dlatego, że piszę go dla siebie i nie dla siebie. Przy okazji głosowania usłyszałam już tyle miłych rzeczy, że wystarczy mi chyba na najbliższe pół roku. Dostałam już trzy kropki głosów. To jest najlepszy napęd. Mam nawet ochotę zapisać je sobie wszystkie w jednym miejscu i traktować jako lek-turę na chandrę.

Pokory - bo nic ode mnie nie zależy. Wszystko od Was. Od tego, czy moi czytelnicy zechcą na mnie zagłosować. Czy będą pamiętać, żeby wysłać tego nieszczęsnego smsa. Czy będzie im się chciało odgrzebać w czeluści internetu jakiś numer do głosowania. Czy moja sprawa stanie się Waszą sprawą.

Pokory, bo czuję się trochę jak proszalny dziad, który sam nic nie może, tylko wyciągać rękę i mieć nadzieję, że go nie ominą, zauważą, wrzucą coś do torby albo kapelusza. Jak spamer, który nudzi i męczy ciągle na jeden temat, zabiera innym czas i fejsbukową, mailową, jakąkolwiek - przestrzeń. Bo startowałam w konkursie z przekonaniem, że po roku, przy mojej liczbie czytelników, uzyskanie czterech kropek - a mówiąc po ludzku, dwustu pięćdziesięciu głosów - będzie łatwe; a wcale nie jest.

Więc chodzę po domu, truję ojcu dzieciom w kółko to samo, wpadam w euforię na wieść, że podskoczyłam przez noc o kilka miejsc w górę, a potem zaglądam do pierwszej dziesiątki i muszę sobie od razu poczytać kilka miłych rzeczy z anty-chandrowej listy.
Tak ,wiem, świat nie kończy się na konkursie na Bloga Roku... chyba. Plany na ten rok nabierają kształtów i rumieńców, pojawiają się nowe prespektywy, wszystko to jest bardzo optymistyczne, ale mój uparty jak osioł i ambitny jak Partyka kawałek mówi mi w środku głowy cienkim głosikiem: przecież miałaś zostać Blogiem Roku! I co, poddajesz się?
Ech. Milcz, draniu.

4 komentarze:

  1. popularność nie zawsze stoi za jakością, niektóre z tych blogów w czołówce to nic specjalnego. nie jest fajny system z głosowaniem przez czytelników, ale inaczej sie chyba nie da tego zrobic... chyba musisz zadbać o reklame nie tylko na fb :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. inaczej się nie da. ponoć można też kupić sobie smsy (chodzą w pakietach). no dobra, wrzucę czasem link na nk:)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Już, już. Mój dostawca internetu postanowił zrobić mi odwyk, ale jak widzisz, wrócił internet i ja też.

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...