czwartek, 20 lutego 2014

Jak kupować ubranka: cztery praktyczne rady

Niemowlęca szafa doczekała się wreszcie gruntownego sprzątania. Kilka ubranek zostawiłam sobie, żeby nie zapomnieć, jak małe jest niemowlę, resztę bez zbędnych sentymentów spakowałam i podałam dalej. Z dużą satysfakcją patrząc na puste półki. Przy okazji przypomniałam sobie kilka zasad, bez których w sklepie z ubrankami ani rusz.


1. Za duże jest w sam raz (ale do czasu)

Jaki on ma teraz rozmiar? To klasyczne pytanie, zadawane przez krewnych i znajomych naszego małego królika. Rozmiar należy podać nie w miesiącach, ale w centymetrach. Rzadko się zdarza, że "miesięczny" rozmiar ubranka zgadza się z rzeczywistością. Przykład? Ależ proszę. Czternastomiesięczna Joaśka nosiła body na 6 miesięcy. Trzymiesięczny Witul nosił body na 9-12 miesięcy.

Kiedy królik mierzy 68 cm, ubranko należy nabyć na 74. Większe o rozmiar, nie więcej. Inaczej albo dziecko ponosi je zbyt krótko, albo ubranko poczeka zbyt długo. W obu przypadkach skorzysta na tym ubrankowy spadkobierca.



Jest jednak wyjątek od tej zasady: ubrania sezonowe. 

a. kurtki i kombinezony

Body może być luźniejsze, pajacyk też, spodenki można podwinąć, ale kurtki zimowej - nie da rady. Podobnie z kombinezonem. Przewidując, że Witu urośnie w ciągu swojej drugiej zimy, kupiłam mu kurteczkę na 80 cm. Miał 76. Zapięta kurtka kończyła się pod oczami, co jest bardzo wkurzające, trochę rozpięta - drapała zamkiem w brodę. Z kombinezonem podobnie. Wniosek: kurtka zimowa musi być na wymiar. Albo z dekoltem.

b. bardzo letnie ubranka

Cienkiej, zwiewnej sukienki nie założymy zimą, a do lata nie będzie już nawet tuniką, bo się stworzonko nie zmieści. Rampersy są świetne na lato, ale na zimę dość irytujące. Pewnego rampersa (cudnego zresztą) nie założyła ani razu Joasia (była o wiele za mała), ani Witu (był trochę za duży).

Dlaczego do czasu?

To proste. Dziecko, które chodzi (na własnych nogach) w za dużym ubranku, wygląda źle. A tego nie chcemy, z przyczyn estetycznych oczywiście.


2. Mierz, a nie wierz

Jeśli do sklepu, to z miarką. Poważnie. Na oko to chłop w szpitalu leży, a rodzic w sklepie bankrutuje. Nie przyznam się, ile razy kupiłam body na oko, za małe o centymetr. Dosłownie. I ten centymetr ma decydujące znaczenie. Albo spodnie dobre na długość, za to za małe - lub za duże - w pasie.


Jak mierzyć? Otóż mierzyć obecnie noszone ubranka, które nie wyglądają na za małe (czyli spodnie nie sięgają powyżej kostek, nogawki pajacyków i śpiochów nie naciągają się, a małe nogi się w nich prostują, body, które nie zwijają się w kroku, koszulki, których rękawy nie sięgają przed nadgarstek, a dolny brzeg sięga dobrze za pępek.) Wszystkie ubranka lepiej jest mierzyć bez dziecka w środku, wyjątkiem jest body, które dobrze jest zmierzyć na dziecku ubranym w pieluchę. Przed przewinięciem.


3. Bawełna, bawełna i jeszcze raz bawełna!

Bo jest przewiewna. Bo jest naturalna. Bo da się ją wygotować, a na pewno wyprać w 60 stopniach. Bo nie ziębi, gdy jest zimno, i nie grzeje, gdy jest ciepło. Być może nieco się gniecie i mniej rozciąga, ale jest miękka i miła. I zdrowa.

To, że dziecka nie da się ubierać w sto procent bawełny, jest jasne. Co byśmy, biedni, zrobili bez polarowych bluz, poliestrowych kurtek zimowych i rajstopek z elastanem? Ale im jej więcej, zwłaszcza przy ciele, tym lepiej.

Uwaga: przy kupowaniu bawełnianego body warto się dobrze przyjrzeć, w którą stronę zostało uszyte. Gdyż zdarza się, zwłaszcza polskim firmom, zwłaszcza tym produkującym ubranka dla marketów i sieciówek typu "wszystko tanio", szyć w poprzek. Co oznacza, że ubranko rozciąga się nie wzdłuż, ale wszerz, i po pierwszych trzech praniach będzie bardziej przypominało worek do kartofli lub nietoperza z wielkim dekoltem niż cokolwiek innego. Natomiast ubranka rozciągające się wzdłuż rosną wraz z dzieckiem, do czasu, oczywiście.

4. Prostota, wygoda, użyteczność 

Jeżeli ubranka nie da się wyprać w temperaturze wyższej niż 30 stopni - nie bierz. Jeśli masz podejrzenie, że będzie farbować - nie kupuj, choćby to był najładniejszy granat, jaki istnieje. Były u nas takie spodnie, które farbowały. Założyłam je Joasi dwa razy, a potem - zanim się doczekały wyprania w rękach - wyrosła z nich. Poważnie. Zrezygnuj też z bieli. Owszem, dziecko wygląda jak z reklamy, ale tylko raz. Polecam panterkę. 



Zapinanie na plecach? Fajnie, pod warunkiem, że dziecko już siedzi. Bo a nuż nie będzie lubiło leżeć na brzuchu i zakładanie ubranka będzie przypominało zapasy z małym, rozjuszonym niedźwiadkiem. Sweterek na małe, słodkie guziczki? O ile nie da się go założyć bez rozpinania, nie ryzykuj. Decyduj się na praktyczne wersje. Piękne ogrodniczki, które nie rozpinają się w kroku? Zapomnij. Rzucisz je z krzykiem na dno szafy po drugiej kupie w ciągu kwadransa. Wiosenna kurteczka-kangurka, która się nie rozpina? Kiedy po raz trzeci obudzisz przy rozbieraniu słodko śpiącego syna, niwecząc szansę na chwilę siedzenia w spokoju, a może nawet z gazetą, weźmiesz głęboki oddech i na kolejny spacer założysz różowy płaszczyk po córeczce, byle się rozpinał do samego dołu. Uśmiechając się słodko, kiedy kolejna starsza pani nazwie go "ślićną dziewcinką".

Na liście "never have" są u mnie jeszcze trzeszczące rzepy, szeleszczący kombinezon i zacinający się zamek.  Projektanci odzieży niemowlęcej sprawiają czasami wrażenie, że dziecko widzieli z bardzo daleka i dosyć dawno temu, a inspiracji szukają na wybiegach z modą dla dorosłych albo w kreskówkach, w których nikt nigdy nie sika, więc spodenki mogą być nawet z golfem. Może dzięki temu nam, rodzicom, którzy z ubieraniem własnego, krzyczącego, wyrywającego się i ganiającego po domu dziecka musimy się użerać na co dzień, przy wybieraniu ubranek nie powinno nigdy, przenigdy zabraknąć wyobraźni. Inaczej bowiem może zabraknąć czego innego.

8 komentarzy:

  1. Oj tak! Zgadzam się w zdecydowanej większości. Ja inaczej jedynie podchodzę do białych bodziaków, a to dlatego, że pasują do wszystkiego, a moje dziecię na razie nie je samodzielnie... ;) Wiem, że jak się zacznie zabawa z marchewką, soczkami i zupkami, to się skończy miłość do białych ubranek. Ale ogólnie zauważyłam jeszcze, że w przypadku body, fajnie jak jest jednokolorowe, bo zdarzało mi się np. ubrać Rybkę w body w paski (biało-różowo-fioletowo-czerwone), sukienkę (różową w białą kratkę - dobrze Ci znaną :D) i rajstopy w paski (żółto-biało-pomarańczowe). Oczywiście, to nic takiego i zdarzyć się może, ale mam bzika kolorystycznego, więc fajniej, jak to body spod spodu nie powoduje oczopląsu, to już z resztą można szaleć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O oczopląsie to ja jeszcze kiedyś napiszę, oj, napiszę:)

      Usuń
  2. Oj, teraz to ja też wiem, ale rok temu taki oświeceniowy post bardzo by mi się przydał :)
    Bardzo lubię Twój styl - trafiłam tu jakimś przypadkiem, i od miesięcy poczytuję. Fragment o projektantach odzieży dziecięcej - cudny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja to tak bardziej - hm - dla siebie napisałam. Żeby nie zapomnieć, jakby pojawiło się w dalszej przyszłości trzecie dziecko... W notesie mi się nie chce, bo to proste i zapamiętam, a potem nie pamiętam.

      Dziekuję. Bardzo miło słyszeć (czytać) takie rzeczy. Wiem, że mam dla kogo pisać:)

      Usuń
  3. Z obrazka wieje groza...
    Na szczescie to juz za mna.
    Odwagi!
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, jest tam kilka ukrytych potworów:)

      Usuń
  4. Kochana to prawda. Czasami zastanawiam się kto szyje takie ubranaka?
    Kiedyś dostałam pięknego pajacyka dla naszego Smykusia rozpinanego jedynie w kroku. Razem z Jedrkiem zastanawialiśmy się jak przełożyć go przez główkę, wcisnąć tam jeszcze rączki a na koniec nóżki. Porażka. Z hukiem wylądował w koszu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pajacyk rozpinany tylko w kroku? Niezłe. Powinni za to zwracać pieniądze i to z odszkodowaniem za głupotę projektanta.

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...