wtorek, 18 lutego 2014

Antybiotyki, tfu, chaliera!

Pamiętacie, jak ostatnio pisałam o przychodni? Opowiem Wam dzisiaj trochę więcej. A konkretnie o tym, jak lekarze chcieli leczyć Joaśkę antybiotykami, a ja im nie dałam. I co z tego wynikło.
Zaczyna się jak zwykle. Joaśka budzi się z kaszlem.Do lekarza jedzie po południu z ojcem dzieciom, bo matka też chora. Na nie wiadomo co. Infekcja gardła i już. Lekarz matki jest lekarzem rozsądnym, osłuchuje, stwierdza, że czysto, mówi, że kaszlu się nie leczy, bo to nie choroba, tylko jej objaw, i każe dużo pić.

Joaśka wraca od lekarza z ojcem dzieciom oraz receptą. Na recepcie - Klacid. Ale nie, Joasia nie ma zapalenia płuc. Osłuchowo jest czyściutka. Ma katar w gardle, dławi ją i kaszle. Antybiotyk jest na wszelki wypadek. Żeby nie zeszło niżej.

Na obronę pani doktor mam tylko tyle, że ojciec dzieciom pomylił się i poinformował ją, że córka kaszle od wczoraj, nie od rana. A było popołudnie. Pani doktor policzyła sobie dwie doby i bach! Klacid.
Najpierw się zdenerwowałam, a potem weszłam do internetu i znalazłam pewne forum internetowe, na którym leczący się Klacidem wymieniali się opiniami. I dopiero wtedy zdenerwowałam się naprawdę. Osiemdziesiąt procent komentujących bardzo źle oceniało paskudztwo, podając jako skutki uboczne nudności, wymioty, zawroty głowy, silne bóle brzucha. O, nie - pomyślałam. Nie dajemy. Leczymy się dalej domowo: syrop z mniszka, czosnek, witamina C, Calcium, Mucosolvan i dużo pić. Plus olejki eteryczne w kominku i w maści. Jakby było gorzej, pójdziemy na dyżur się osłuchać - bo oczywiście choróbska pojawiają się przed weekendem.

Do niedzieli wszystko jest ok, ale rano Joasia dostaje gorączki. Idziemy się osłuchać do stuletniej pani doktor. Pani doktor ogląda Joaśkę, a potem proponuje antybiotyk. Pytam, co się dzieje, bo nic nie powiedziała. Zapalenie oskrzeli? Nie, osłuchowo czysto, wszystko wciąż w gardle. Mówię, że jednego antybiotyku już nie podałam i wolałabym nie podawać innego. Po co osłabiać układ odpornościowy.
- Napiszemy tutaj, że mama odmawia podania antybiotyku - mówi groźnie pani doktor.
- Proszę napisać - zgadzam się. W końcu to prawda.
Koniec końców Asia dostaje Biseptol, syrop prawoślazowy i Nurofen - przeciwzapalnie. Odstawiam je jak najszybciej. Poza syropem.

Choroba trwa dwanaście dni. Tyle samo, ile ostatnio, kiedy Joasia była leczona antybiotykiem. Mało tego: ma taki sam przebieg. Może jednak ja mam rację i to nie infekcja bakteryjna, tylko wirus, którego antybiotykiem się nie zwalczy? Tego nie wiadomo, bo nikt przed podaniem antybiotyku nie robi wymazu. Ani dorosłym, ani dzieciom. Ani kobietom w ciąży - K. opowiadała mi ostatnio, że miała dostać antybiotyk, a jest w ciąży. Zapytała o wymaz. Wymaz zrobimy, jak dwa antybiotyki nie zadziałają - usłyszała. A dziecku? Po co dziecko męczyć wymazem?

Mamy sąsiadkę, starszą od Joasi o osiem miesięcy. Choruje dość często. I niemal za każdym razem dostaje antybiotyk. Na trzy dni. Podobno pomaga. 
Mamy kuzynkę, starszą od Joasi o osiem miesięcy. Kiedy choruje, mama leczy ją domowymi sposobami. Raz dostała dla małej antybiotyk. Kupiła go, ale nie podała - wyleczyła ją sama. Kuzyneczka podobno prawie nie choruje.
Ja wiem, że infekcje u dzieci rozwijają się inaczej, szybciej. Świetnie pamiętam, że zapalenie płuc może się rozwinąć w trzy godziny. Ale na litość. Układ odpornościowy dziecka zazwyczaj ma się dobrze. Rozleniwianie go antybiotykami i jednoczesne wybijanie dobrych bakterii (antybiotyki o szerokim spektrum, przechodzące przez organizm jak czołg, a może nawet jak tsunami) to ostateczność, a nie szybki środek zaradczy. Ale powiedzcie to lekarzom. Nie przyzwyczaili się jeszcze, że ktoś, zamiast posłusznie naszprycować dziecko czym tam dają, będzie dyskutował i zastanawiał się nad sensem leczenia bez dobrej diagnozy. A ja się nie przyzwyczaiłam, że zdania matki nie bierze się pod uwagę. I nie zamierzam.


7 komentarzy:

  1. Dziękuję, że o mnie wspomniałaś. :)
    Od dzisiejszej nocy znów jestem chora i aż drżę na samą myśl o wizycie u laryngologa, bo do lekarza rodzinnego mi nie po drodze (wspomniany antybiotyk...). Póki co, czuję, że to nieżyt gardła. Zobaczymy ile potrwa i w co przejdzie. Zastosuję domowe sposoby i intuicję. Bo wymazu nie dostanę a mocniejszych leków nie wezmę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nienawidzę tej łatwości, z jaką lekarze wypisują teraz antybiotyki. W ogóle- leki. Byle pierdnięcie i już jakaś tabletka. My z Gabrysią przeszliśmy dwa antybiotyki, przy drugim powiedziano mi, że bez sensu był pierwszy. Po drugim mała nadal nie była wyleczona. Niecierpię lekarzy przepisujących antybiotyki bez sensu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och. Ja też nie cierpię. Biedna Gabrysia.

      Usuń
  3. Miałam kiedyś taką lekarkę, która całej okolicy wypisywała zawsze ten sam lek - antybiotyk. Na wszystko. Idąc do niej było oczywiste z jaką receptą się wyjdzie. Ciekawa jestem czy to wynikało z lenistwa czy z... przekupstwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się nad tym zastanawiam... Nie chciałam tu pisać o pieniądzach. Ale zastanawia mnie to. Na przykład jest antybiotyk, który zasadniczo się bierze 7 dni, żeby dobić bakterie bez dania im szansy na mnożenie się. A opakowanie wystarcza na 5 dni. Trzeba dokupić drugie, z którego zostaje ponad połowa. Do wyrzucenia ta połowa. Tabletka wychodzi za 2,50, jak jest refundowana, ale refundowana jest, jeśli lekarz orzeknie konkretną chorobę. Czyli lek na zapalenie płuc jest refundowany, jeśli masz zapalenie płuc, a jeśli nie masz - jest na 100%. Wtedy wyrzucasz do kosza sześć tabletek po 4,50 za sztukę. Czysty zysk dla producenta. A jak jeszcze lekarz zapisuje stosowanie leku na firmowym bloczku TEGO leku... mój kochajacy teorie spiskowe umysł zaczyna pracować.

      Usuń
  4. Chaliera, chaliera.. (Myślałaś może o usunięciu weryfikacji obrazkowej w komentarzach?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rety! Byłam pewna, że ich nie ma! Bo mnie się nie pokazują. O naiwności.
      Zrobione. Dzięki:)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...