czwartek, 2 stycznia 2014

Tamtadam!

To są, rzecz jasna, spóźnione fanfary noworoczne.
Minęły Święta, Sylwestry i inne Nowe Roki, a tu wpisu nie ma. Mnie też nie ma. Za to blogowa zaglądalność jest, co mnie bardzo cieszy. 
Ja też się już stęskniłam.


Planowałam sobie, że w Sylwestra podsumuję stary rok, a w Nowy Rok zaplanuję nowy, ale:
a) było za dużo roboty, b) zasnęłam na kanapie, c) przeczytałam nową książkę Kominka i uznałam, że to bez sensu, d) postanowienia noworoczne są mało kreatywne, a podsumowania nikogo nie interesują, e)wszystkie odpowiedzi są prawidłowe.

Ale nie ma tak dobrze, jakby się wydawało, że będzie. I tak pomęczę Was refleksją nad różnymi takimi. Taki bliski zamiennik postanowień wiadomo jakich. 

Kiedy urodziła się Joasia, zamierzałam prowadzić dziennik pokładowy. Z dziennika szybko zrobił się niecodziennik, a z niecodziennika notatki na mankietach, których to mankietów posiadam naprawdę niewiele. Kiedy urodził się Witu, wiedziałam już, że jak nie zacznę pisać teraz, będę znowu żałować, ale zapału wystarczyło mi na pół roku. 
Za to - jest blog.
I ze zdziwieniem stwierdziłam, że moje notowanie przeniosło się na bloga. Nie wszystko, oczywiście, nie zawsze, ale jednak. Że koncepcja bloga daleka od założenia, bo nie-pamiętnikowa, jednak została sprowadzona do tej właściwej, czy może - początkowej; idea upomniała się o siebie. Może dlatego w świeżo minionym roku pisałam średnio co dwa i pół dnia, co jest całkiem niezłym wynikiem.
Ratunku! Statystyka! Uciekajmy!

Pożałowałam nawet, że nie zaczęłam pisać bloga wcześniej, kiedy Joasia była mała. Ale za to mam postanowienie (nienoworoczne!), że będę pisać przynajmniej przez dwadzieścia lat. I archiwizować. Na razie nie archiwizuję i cały czas drżę, że pewnego dnia blog zniknie bez śladu. Wydaje mi się, że nie mam czasu, co jest bzdurą, skoro miałam czas, żeby zarchiwizować niemal czterysta cudzych tekstów.

Właśnie. Czas.
Małe dzieci to genialna wymówka.
Prawdziwa, owszem. Ale czasami dzieci stają się zwykłą przykrywką dla mojego lenistwa. Mogłabym, ale wolę siedzieć na podłodze i po raz setny budować wieżę z klocków. Nie chce mi się. I nikt nie ma pretensji - mam małe dzieci. Z drugiej strony dzieci są szczęśliwsze, kiedy siedzę na podłodze i zajmuję się nimi, niż kiedy robię cokolwiek innego, więc może to nie do końca lenistwo*.
A z czasem jest tak, że mam go na to, na co chcę go mieć. I jeśli nie mam na coś czasu przez miesiąc, znaczy, że zwyczajnie mi na tym nie zależy, niezależnie od tego, jak bardzo będę sobie wmawiała, że zależy**. Jeśli chcesz coś zrobić, najlepiej jest przestać chcieć i zacząć robić. Działa.

Ze wszystkim tak jest. Odkrywam to, bo jestem na pustyni***. Dwójka małych dzieci skutecznie mi ją funduje: z dala od wszystkiego, z rutyną na sztandarze i dniami mylącymi się jak siedmioraczki przechodniowi. To samo, tak samo, cały czas. Czynności porządkowe stanowią świetną bazę dla umysłu, który, uspokojony zmywaniem na przykład, ma chwilę dla siebie.
A ja po takiej chwili odkrywam nagle, że tak naprawdę nie lubię śniegu i zima bez śniegu bardzo mi się podoba. Albo, że lubię spać na kanapie, wieczorem, z książką nieopodal (tam, gdzie upadła), zamiast jak człowiek się umyć i iść do łóżka. Chociaż całe życie wydawało mi się, że myślę inaczej.

Jedno z odkryć (kategoria: oczywiste) dotyczy też postanowień noworocznych.
Dlaczego zazwyczaj są słowami na wiatr?
Bo nie są konkretne.
"Będę sprzątać" to nie to samo, co na przykład "Nie siądę do komputera, zanim naczynia nie będą pozmywane", prawda?
Dlatego zamiast postanowień noworocznych postanowiłam noworocznie postanawiać miesięcznie jedną rzecz większą  i tygodniowo jedną mniejszą. Styczeń jest więc miesiącem ostatecznego pozbycia się niepotrzebnych rzeczy, obecnie trwa Tydzień Tekstyliów. Dzieciaki dzielnie pomagały mi się dzisiaj przekopać przez moje ubrania. Mimo tego pomagania udało mi się stwierdzić, że połowa moich ubrań powinna spakować się i wynieść jak najprędzej, bo jednak nam ze sobą nie po drodze.

Poza konkretami mam też Bezczelny Plan Roczny.
Jest prosty.
1. Pomacać ocean, a dokładnie konkretny kawałek konkretnego oceanu. Oraz dać pomacać dzieciom.
2. Napisać drugą książkę. I wydać.
3. Zostać Blogiem Roku. (Uprzedzałam, że bezczelny.)

I tyle na dziś, bo coś dużo na raz.

*To dopiero była piętrowa przykrywka!
**Pomijając miesiące przespane na kanapie, oczywiście.
***Pustynia to świetne miejsce na odkrywanie, co się naprawdę ma w środku.

7 komentarzy:

  1. To absolutnie wspaniały plan roczny!!! Trzymam kciuki i życzę Ci spełnienia marzeń! :) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. co do ubrań, to ja mam takie postanowienie noworoczne: będę nosiła tylko te ulubione! a pozostałe sobie gdzieś odpłyną w siną dal, bo 'psują mój styl' (jak to pięknie powiedziane!). ja mam tak, że gdy kupię coś nowego (najczęściej z lumpa) mam jakieś dziwne wyrzuty sumienia, że nie nosze starych ubrań. i że nie nosze tych, które noszę rzadziej i mniej lubię. i wymyślam coś na siłę, żeby je nosić, a wypada to przeważnie kiepsko. dlatego pozbędę się wszystkich, które: a) źle leżą, b) nie lubię ich, c) są stare i złachane, d) nie noszę ich od dawna, więc nie ma co się łudzić, że jeszcze je założę. może nie wyrzucę/oddam/sprzedam wszystkich naraz, bo w szafie zostaną mi trzy na krzyż, ale chcę wyglądać dobrze zawsze, a nie tylko od święta. i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest bardzo dobre postanowienie! też właśnie pozbywam się połowy. dosłownie. zostały głównie szare, czarne, brązowe i czerwone. Czerwonych nie potrafię się pozbyć:) A, i te, które do niczego nie pasują, też poszły. I ile miejsca!

      Usuń
    2. Jeeej! Mam identycznie! (z tym, że czasem ubieram dziwny zestaw, bo żal mi nienoszonych ubrań). Czas z tym skończyć!!! Dzięki za motywację. :) I wymiana ciuchami.

      Usuń
  3. a gdzie mozna kupic pierwsza i o czym opowiada?Ksiazka,

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...