wtorek, 28 stycznia 2014

Śniadanie

-Wstawajmy! Wstawajmy! - woła Joasia, próbując wyciągnąć mnie z łóżka. - Chodźmy zjeść śniadanko!
Więc wstaję.

To "śniadanko" jest po prostu sposobem na wyciągnięcie mnie z łóżka. O tej porze Joanna nie jest zainteresowana jedzeniem. Zresztą wlała w siebie właśnie ćwierć litra kakao, więc i tak nic jej się nie zmieści. Zaczynamy więc jak zwykle. Przewijanie Witu. Śniadanie do pracy dla ojca dzieciom. Odpieranie śniadaniowych propozycji Joasi (Chcę żelki! Chcę lizaka!).

Siódma czterdzieści. Ojciec dzieciom wychodzi. Czas na śniadanie właściwe. Witu do krzesełka. Nie, krzesełko brudne. Czyścimy. Witu do krzesełka. O nie, śliniak brudny. 
- Chcę hebatkę!
- Bute!
OK. Najpierw picie. Po ojcu dzieciom zostało nieco wrzątku. Zalewam dwie owocówy, dolewam wody z kranu. Tak, z kranu. Temperatura idealna. Do kubeczka, do butelki. Teraz owsianka.
- Tu masz herbatkę. Zjesz owsiankę?
- Nie, chcem płatki kukurydziane.
Zatem owsianka dla mnie i dla Witu. Wsypuję płatki, zalewam mlekiem, doprawiam nieco i zostawiam na ogniu. Teraz śliniak. Szybkie pranie, potem w ręcznik, potem suszarką. Przy okazji obiecuję sobie po raz setny, że już nigdy nie zostawię na noc brudnego śliniaka.
- Chcę uukę! - woła z kuchni Joasia. 
- Zaraz dostaniesz rurkę, chwileczkę.
- Chcę płatki!
Witu nie woła, tylko z hukiem wali butelką w stół, a potem próbuje złapać nóż. Noże go fascynują. Na szczęście jest przypięty. Wracam ze śliniakiem. Podnoszę butelkę.Wyłączam owsiankę. Nie przypaliła się, ha.
- Płatki, mamo, daj mi płatki!
- Już, momencik. A może jednak zjesz owsiankę?
- Nie! Chcę płatki z zimnym meekiem!
Wracam ze śliniakiem. Zakładamy. Jedną ręką wyjmuję miseczkę dla Witu, drugą ręką dolewam zimnego mleka, trzecią ręką sięgam po płatki kukurydziane. 
Zaraz. Nie mam chyba trzeciej ręki. 
Tak czy inaczej stawiam przed Witu jego płatki i przed Joasią jej płatki.
- Jeszcze łyżeczkę!
Podaję łyżeczki. Witulowi metalową, bo mniej się na niej mieści, czyli mniej rozlewa, Asi plastikową, bo lubi.
- Nie chcę różowej! Chcę niebieską!
- Nie ma niebieskiej. Możesz jeść różową.
Brzdęk!
Witu zrzucił łyżeczkę.
Płuczę, przy okazji nalewajac wody do czajnika. Kawy!
- Chcę jednak ciepłe meeko!
- Zaraz - mówię. 
Czajnik robi pstryk. Dolewam Joasi wrzątku do płatków. Ciepłe mleko, proszę bardzo. Kawa!
Biorę duży kubek.
- Mama! 
Tak. Witu chce jeść ze mną.
Nalewam owsianki do swojej miski. 
Siadam.
- Kaam mnie!
- Jesteś duża, Joasiu, nie będę cię teraz karmiła. Jedz sama.
- Nie! Jestem mała!
Joasia wypija mleko z miseczki. Płatki zostają na dnie.
Witu pożera moją owsiankę. Łyżka za łyżką. A konkretnie duża łyżka za dużą łyżką.W rewanżu karmi mnie swoją małą łyżeczką.
- Asiu, zjedz płatki.
- Chcę siku! - zrywa się ze stołka moja córka i biegnie do łazienki.
Przypomina mi się kawa, ale przerywanie posiłku małemu smokowi nie jest rozsądne. Resztka owsianki majaczy na dnie. Muszę pamiętać, że dla mnie i Witu należy gotować dwie dorosłe porcje.
- Ce! Se! Da! - aha, kolej na jogurt.
- Maaaaamo! Zoobiłam kupę! Przyjdź!
- Ce! Ce! To!
Nakładam Witu dwie łyżki jogurtu do małej miseczki.
- Idę do łazienki, zaraz przyjdę, a ty jedz.
Wycieramy pupę, myjemy ręce.
- Chodź, zjesz płatki.
- Nie chcę już płatków. Chcę żelki!
- Słodycze jemy po obiedzie. Możesz dostać kanapkę z dżemem - szukam kompromisu.
- Nie chcę dżemu!
-Ce! Ce!
Dokładam do jogurtu nieco dżemu.
- Wypiłam już hebatkę. Idę maować - oznajmia moja córka, przekrzywiając zalotnie główkę. I znika.
Witu zrzuca łyżeczkę na podłogę, miseczkę odstawia na duży stół i wyciąga rączki.
- Mmmm! Mama!
- Skończyłeś? Chcesz wyjść?
Potakująco kiwa głową.
- Dobrze.
Idziemy do łazienki. Myjemy rączki i buzię. Śliniaka nie myjemy, bo Witu już idzie. I zaraz robi kupę.
- Maamo! Naej mi wody do maowania!
Nalewam. Przewijam Witu, a właściwie myjemy pupę. Biorę głęboki wdech i wracam do kuchni. Kawa? Woda całkiem ostygła. Włączam czajnik. Wyjmuję kromkę chleba. Sięgam po masło.
- Maaaamo! Witu jest na skrzyni!
Aha. Co prawda wczoraj nauczył się z niej schodzić, ale i tak szanse na to, że spadnie, są duże.
- Witu, nie wchodź na skrzynię! - wkraczam.
- Ce! Ka!
- Chcesz skarpetki? - są w koszyczku na półce naprzeciwko skrzyni. Joasia wchodzi po nie na skrzynię i potem na łózeczko. Skarpetki Witu są gdzie indziej, ale jemu to nie przeszkadza.
- Ta! Ka! (czyli: ska! Skarpetki!)
Zakładamy skarpetki.
Pstryk!
Woda się zagotowała.
Idę do kuchni, ale telefon zaczyna dzwonić.
A potem puka sąsiadka, a potem dzwoni listonosz, a potem Witu chce spać.

I już jest dziesiąta trzydzieści.
Idę do kuchni. Pardon, zaczynam iść.
- Maaamo, pooglądamy zdjęcia?Na komputerze? Z malutką Asią i malutkim Witulem?
- Tylko zrobię sobie śniadanie, dobrze?
- I mnie też! Zób mi tościka! I hebatkę! I machewkę mi obierz i pokóój! W małe plasteuki! Albo nie, nie chcę hebatki, chcę kawkę. Czahną.

Komuś jeszcze kawę i tosty?


7 komentarzy:

  1. Kawkę Inkę i tosty chcę ja! Ależ Wy macie wesoło... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wesoło, oj.
      Inka może być. Odbierzesz sama, czy z dostawą do domu? :)

      Usuń
    2. Odbiorę sama. Tylko pozbędę się do końca kataru i kaszlu. :)

      Usuń
  2. O, Matko. Młoda Matko. Jestem w stanie to sobie wyobrazić.
    Jesteś jak Inspektor Gadżet. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami chcialabym mieć takie ręce na wysięgniku, i jeszcze pare innych rzeczy. Nie sądziłam, że jak zostanę matką, będe zazdrościć postaciom z kreskówki...

      Usuń
    2. Ale pamietamy przeciez, ze to wszystko marnosc! ;)

      Usuń
    3. Marność! I to jaka!
      Tościka?

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...