piątek, 3 stycznia 2014

Smarowanie i babranie*

BLW. Po angielsku - Baby-Led Weaning, po polsku - Babrać Lubię Wielce. Ach, nie, przepraszam, Bobas Lubi Wybór. Wiem, kto jest autorem tłumaczenia, ale moje jakoś bardziej mi pasuje.
Znalazłam właśnie wpis sprzed roku o eksperymentowaniu z jedzeniem. Joasia miała wtedy dwadzieścia miesięcy. Witul do pewnych rzeczy doszedł szybciej**.

Jedenastomiesięczna Joasia miała jeszcze kłopoty z kawałkami w jedzeniu, takim ryżem czy rozgniecioną widelcem marchewką. Za to, kiedy skończyła rok,
odmówiła przyjmowania pokarmów, jeśli nie mogła ich jeść samodzielnie. Za to do babrania była zachęcana wcześniej, ale matka bała się krztuszenia (którego J. bardzo nie lubiła), więc wstrzymywała się z dawaniem trudniejszych dań. Za to Witu do jedzenia rwał się w wieku pięciu miesięcy, ale że na piersi, poczekaliśmy cierpliwie do pół roku, a potem... Być może przyczyniły się do tego owoce, ale od kiedy tylko mógł, Witu chciał jeść sam. Ściskać arbuza, kruszyć jabłko, smarować bananem siebie i okolice, rozmazywać maliny i zrzucać skórki od śliwek na podłogę. Krztusił się, wypluwał i połykał znowu. Twardy chłop.

Przypuszczam, że Josia nauczyłaby się szybciej jeść pokarmy w kawałkach, gdyby nie to, że jej przygoda z jedzeniem zaczęła się od papek, a nie od różnego rodzaju kawałków. Witu, który uwielbia wydobywać dźwięki, cieszył się, że bułka chrupie, a ściskany w łapkach banan robi "mlask". Przy papce trudno o takie obserwacje. 

Kiedy samo babranie zostało wyeksploatowane, Witu zaczął żądać widelca, łyżeczki i noża, noża nie dostaje, ale pozostałe sztućce tak. Oraz miseczki. W efekcie roczne stworzonko sprawnie posługuje się widelcem oraz zjada łyżeczką miseczkę jogurtu. Brudzi się przy tym bardzo i radośnie. 

Porównując rozwój moich dzieci (bez linczu, proszę) widzę też swój własny rozwój. Że przy Witu popełniam mniej błędów. Więcej rozumiem. Mam wprawę, bo nic nie jest całkiem nowe, więc mogę pozwolić sobie na kreatywność. Chociaż kreatywna byłam zawsze, teraz jednak ta kreatywność jest jakby bardziej... wyluzowana. Za to ja nie zawsze jestem. Na przykład wtedy, kiedy głodna Joasia nie je, bo NIE. 

Sama jestem uparta i to wcale nie pomaga w wychowywaniu upartego stworzonka. Niejedzącego. Które oświadcza: 
- Nie zjem zupy!
- Dlaczego?
- Bo jestem niejadkiem!
Ale o tym więcej jutro.

A tutaj - dwie zieleniny, które moje dzieci pożerają ot, tak. Witu woli bazylię, a Asia - pietruszkę.
Kury od Kury d., oczywiście.


*Gwiazdka już w tytule, ładne rzeczy, ale chciałam tylko zauważyć, że to aluzja do piosenki Maanamu. Jakoś mi ostatnio pasuje.
**Przy okazji ostatniej wizyty u psychologów - jesteśmy w programie badawczym - pani potwierdziła moje obserwacje. Dzieci posiadajace starsze rodzeństwo opanowują nowe umiejętności o wiele szybciej niż te bez rodzeństwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...