poniedziałek, 13 stycznia 2014

Jak się bawić z małym dzieckiem

Zestaw zabawek dziewięciomiesięcznej Joanny
Gdy Joasia była mała, dużo czytałam. Porad, oczywiście. Tych dotyczących rozwoju, stymulacji, różnych zabawek, zabaw i sposobów na zachęcenie niemowlaka do aktywności fizyczno-umysłowej. 
Potem robiłam jej różne zabawki i martwiłam się, że nie chce się bawić w "ułóż kolorami" albo "co pływa, co tonie". A zwłaszcza - sorterem. Bo przecież sorter to taka wspaniała zabawka.

Przy Witulu już nie bardzo miałam kiedy czytać, więc przestałam się martwić, że większość "zabaw proponowanych po szóstym miesiącu" itd. u nas nie działa. Za to zawsze mam problem, kiedy ktoś mnie pyta, w co się bawię z dziećmi. Bo co mam wtedy odpowiedzieć?
Że w tygrysy?

Świetnie, a jak ta zabawa wygląda? Ano gonimy się po domu na czworakach, ryczymy, ja udaję, że chcę ich zjeść, oni udają, że się boją.
Że w łaskotniki?
Że w Wąchacza i Siorbacza? 
Że w piti-piti-puf?
Że w palec mocy?

Każdy, kto pyta wujka Google o "zabawy dla dziecka 9 miesięcy" oczekuje jakiegoś wyższego poziomu skomplikowania. A przynajmniej jakiegoś "przygotuj dwa pudełka w różnych kolorach i dwa zestawy klocków pasujące kolorem, zachęcaj dziecko, żeby wrzucało klocki kolorem na przemian z tobą". Ach, pardon, "z Tobą". Nigdzie przy tym nie piszą, że czas przygotowania - 15 minut, czas zabawy - 60 sekund. Zresztą co to za zabawa: "goń dziecko na czworakach po mieszkaniu, aż się zmęczy". Jeszcze odbiorcy porady pomyśleliby, że się z nich kpi. A z czytelnika kpić nie wolno. Więc nikt nie pisze na przykład: "przygotuj paczkę chusteczek nawilżanych, otwórz, podaj, usiądź i patrz". Albo "do najniższej kuchennej szuflady włóż wszystkie kuchenne przedmioty, które w twoim mniemaniu nie zrobią krzywdy twojemu dziecku, i pozwól mu wyrzucić je na podłogę". U nas hitem jest ostatnio przeciskacz do czosnku. Zabawka od roku wzwyż. Zresztą Witu uwielbia kuchnię. Kuchnia sama się prosi, żeby się nią bawić, bo mam kilka szuflad i otwarte półki z garnkami i miskami. Więc Witu przychodzi, ściąga na podłogę dwa gary, wkłada jeden do drugiego, wyjmuje, znajduje łyżeczkę, wali nią w pokrywkę, wrzuca pokrywki, plastikowe foremki i inne ciekawostki z najniższej szuflady do słoika i sprawdza, czy robią brzdęk. Potrafi tak długo, pod warunkiem, że... mu nie przeszkadzam. Nie pokazuję, jak. Nie siedzę i nie bawię się za niego. Czasami stawiam mu tylko kilka przedmiotów i mówię: zobacz, Witu, pokrywki można wrzucać do miski! Niemal gwarantowane, że Witu zrobi coś zupełnie innego. A na pewno będzie chciał coś, czym nie można się bawić.
Na przykład - nóż. Noże są stałym przedmiotem pożądania. A te plastikowe niestety się nie liczą, więc co chwila Witu wyciąga paluszek i woła:
- Ce! To!
- Nie, Witu, to jest nóż.
- Ce!
- Nożem się nie bawimy.
- Ba! [czyli: bawimy]
- Nie bawimy, przykro mi.
- Ba!
-Nie, nożem zrobisz sobie krzywdę.
- Buuu! [I on naprawdę mówi to buu!]

Jedna, jedyna wskazówka, którą powinny zawierać poradniki dla rodziców małych dzieci. Obserwuj. A potem sam zobaczysz, w co się bawić z dzieckiem. Co jakiś czas o tym zapominam i poświęcam kwadrans na zrobienie wulkanu w słoiku albo układanki z klocków, której moje dzieci palcem nie tkną. Głupio, bo kwadrans cenna rzecz. Niewiarygodne, ile można zrobić w piętnaście spokojnych minut, jeśli się jest odpowiednio zmotywowanym (czytaj: świadomym, że kolejny spokojny kwadrans nastąpi nieprędko).

7 komentarzy:

  1. Problem w tym, że dzieci nie czytają poradników dla rodziców i nie wiedzą, co według autora w danym miesiącu życia umieć powinny. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. No i mogę tylko napisać, że zgadzam się z przedmówcą... przedpiszcą... ekhem...Mamą 50+.

      Usuń
  3. Sorter. Tak. Sorter to wspaniała zabawka. Zrobiłam sama, wiadomo te kupowane zabawki... plastykowe... szkoda gadać. Więc sama zrobiłam. Dobrze, że nie uwierzyłam w to, iż karmiąc nie mogę pić kawy. Puszek Ci u nas pod dostatkiem. Śmieszka popatrzyła - tak ładny mamusiu, możesz się pobawić - i wróciła do własnych spraw, do zabawy w życie rzecz jasna. Czasem się bawię. Do niebieskiej puszki wkładam zakrętki niebieskie, a do czerwonej, czerwone...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się ostatnio skusiłam na sorter. Plastikowy, wszystkoodporny, z dwoma kompletami kształtów. Docelowo - dla Witu. Bawi się nim Asia, oczywiście, Witu woli zdejmować ozdoby z choinki.
      Ale za to zakrętki włożone w pudełko po jajkach okazały się interesujące:)

      Usuń
  4. U nas zabawa w ryczaco goniace sie dinozaury jest hitem. 2 latek i 5 latka biegaja, uciekają, a my ich na czworaka z mężem gonimy. Nie wiem co myślą o nas sąsiedzi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co myślą? Na pewno to, co moi, państwo po sześćdziesiątce, z dużą wnuczką odwiedzającą ich co jakiś czas... Hm, lepiej nie werbalizować.

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...