niedziela, 1 grudnia 2013

Matka na niedzielę. Pozwólcie przychodzić

Niedzielna msza z dziećmi.

Albo dzieciaki biegające po kościele i wspinające się na ołtarz, albo zawstydzeni rodzice wychodzący na zewnątrz, kiedy tylko trzymiesięczne stworzonko zakwili. Jeszcze szczęśliwi rodzice dzieci drzemiących. Zachwycone starsze panie (jakie śliczne!) lub oburzone starsze panie (nic nie słyszę!).
Wózkowy tłum w przedsionku lub na zewnątrz, z daleka od ołtarza, żeby nie przeszkadzać innym.
Właśnie. Przeszkadzać.

U Łukasza mamy: "Przynosili mu również niemowlęta, żeby na nie ręce włożył, lecz uczniowie, widząc to, szorstko zabraniali im. Jezus zaś przywołał je do siebie i rzekł: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im: do takich bowiem należy królestwo Boże". (Łk 18, 15-16)
Jezus odwraca porządek przeszkadzania. To nie dzieci przeszkadzają nam: to my przeszkadzamy im. 

Niektóre tłumaczenia podają, że to "niemowlęta" albo "dzieci", ale w oryginale jest "brephos", czyli noworodki. Te najmniejsze, które podobno "nic jeszcze nie rozumieją". Mają te swoje trzy tygodnie, tylko się płaczem domagają cycusia i trzeba biegać do zakrystii. Poza tym rozpraszają, nie dają spokojnie przeżyć mszy, zwracają uwagę i w ogóle. Więc, kiedy możemy, zostawiamy w domu. Stoimy na dworze. Z daleka. 
Zabraniamy.
Przeszkadzamy.
My, dorośli, uczniowie, którzy nie nauczyli się za wiele.

Wydaje mi się, że wiem lepiej, bo jestem z Jezusem dłużej, niż moje dziecko. Że msza to sprawa dla dorosłych, a małe dziecko zabiera się na nią w celach treningowych: żeby nauczyło się zachowania w świątyni. Że dziecko z mszy nie korzysta, jakby kościół był jedynie miejscem, w którym czyta się niezrozumiałe dla dziecka Słowo i trzeba być cicho, jakby nie był domem żyjącego Boga. Skoro Bóg potrafi do mnie przemówić mimo rozproszenia i dziecięcego marudzenie, czemu nie mógłby przemówić do serca mojego dziecka? 
Czemu mam Mu w tym przeszkadzać?



               Poprzednia matka na niedzielę: Otwarta            
                                        Następna matka na niedzielę: Jak Bóg


4 komentarze:

  1. I dlatego cudownym rozwiązaniem są msze na rodziców z małymi dziećmi! Szczerze - jestem zachwycona. Msza raczej niezbyt długa (żeby ewentualnie udało się zorganizować sobie kwestię karmienia przed i po), niestety bez oprawy muzycznej, ale to da się przeżyć, pełno rodziców z wózkami i nikt się nie oburza krzykami i płaczem. :) Tak powinno być w każdej parafii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinno. Chociaż mam też złe doświadczenie z mszy dla dzieci - stado dwulatków brykających pod ołtarzem, zero szans na skupienie się. Pewnie to zależy od organizacji:)

      Usuń
  2. Bardzo mi się podoba, dzięki!:) I za link do bliskiej wiary w innym wpisie także:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Tekst fajny był, a fajnymi się dzielę, wiesz:)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...