niedziela, 8 grudnia 2013

Matka na niedzielę. Jak Bóg

Dzisiaj - z dzisiaj. Księga Rodzaju. Początek świata, a dokładnie Rdz 3,9-15. 
"Gdy Adam zjadł owoc z drzewa zakazanego, Pan Bóg zawołał na niego i zapytał go: "Gdzie jesteś?" On odpowiedział: "Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się". Rzekł Bóg: "Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?" Mężczyzna odpowiedział: "Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa, i zjadłem". Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: "Dlaczego to uczyniłaś?" Niewiasta odpowiedziała: "Wąż mnie zwiódł i zjadłam". Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: "Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę".

Mądre karanie.
Miłość przed sprawiedliwością. 
Oto Ojciec, który kocha swoje dzieci. Daje im życie, swoją miłość i wszystko, czego potrzebują. Stawia im granice, których dla swojego dobra nie mogą przekroczyć.
A kiedy przekraczają?
Nie osądza od razu, chociaż jest Bogiem i WIE, co się stało. Mógłby. Ale nie przychodzi z gotowym wyrokiem. Nie wyciąga Adama z krzaków z krzykiem i groźbami. Nie stawia Ewy do kąta rajskiego ogrodu.
Bóg szanuje swoje dzieci. Przychodzi i łagodnie pyta: gdzie jesteś? Co się stało?
Gdy Adam odpowiada, pyta niewiastę: dlaczego?
A kiedy dowiaduje się od swoich dzieci, co się stało, znajduje prawdziwego sprawcę zła.
Nie przeklina dzieci: przeklina węża. Dzieciom obiecuje zwycięstwo nad złem. Daje im ponieść konsekwencje, ale wspiera miłością. 

Kiedy czytam ten fragment, też tak chcę: jak Bóg. 

Widzę, jak często się zdarza, że uznaję winę Joasi, nie myśląc o okolicznościach. Takie proste. Proszę: nie rozlewaj wody. A ona rozlewa. Więc krzyk. Więc gadanie. Więc w gorszym przypadku jakaś kara. Zamiast się zastanowić, dlaczego rozlewa. Może jestem zajęta, dzień jest zbyt krótki, a do zrobienia zbyt dużo, może prosiła o moją uwagę i nie mogła się doprosić, więc robi to, co na pewno mnie oderwie od innych rzeczy i skupi na niej. Owszem, zrobiła to, czego nie wolno. Ale czy to nie ja jestem współwinna? Czy ja jej nie "skusiłam", czy nie spowodowałam pośrednio jej nieposłuszeństwa, za które teraz się gniewam? Czy nie wydaje mi się, że jestem jak Bóg, podczas gdy tak wcale nie jest? A kiedy wina naprawdę jest po stronie mojego dziecka - nie zawsze chce mi się pomóc. Czasem nie mam już ochoty słuchać krzyku towarzyszącego ponoszeniu konsekwencji. Czasem nie potrafię obiecać, że może ze mną (prze)wyciężyć swoje złe zachowanie. Odchodzę, zamiast być blisko. 

Całkiem nie tak, jak Bóg.


                                                       Następna matka na niedzielę: Najmniejsi

5 komentarzy:

  1. na szczęście nikt od ludzi tyle nie wymaga :D a skąd masz syrop z mniszka? mnie się już kończy, bo zjadłam wielki słój, jak byłam chora, ale faktycznie pomagał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama robiłam. I dziadek R. też, w zastępstwie babci. Też mi się kończy. W przyszłym roku więcej zrobię, to sobie zabierzesz też:)

      Usuń
    2. ja też zrobie duży zapas :)

      Usuń
  2. Uuuuu, świetny tekst! Jak to sie stało, że trafiłam nań po roku? Niedobrze. Ale dobrze, że trafiłam:))). Dzięki.
    (Zastanowiłam sie ostatnio, jaki to ma sens - wkurzam się na dziecko, że skacze po stołach mimo setek uwag, czy to znaczy, że jest złe, bo nas nie słucha? Patrzę na nie i wiem już, że nie jest złe, ono chyba musi tam skakać, więc szczęśliwe robi rundkę: kanapa - ława - kanapa - podłoga - hop siup!)
    Różnie to bywa między rodzicielami a dzieckiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może teraz miałaś trafić - i już:)
      Cieszę się, że Ci się podoba.

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...