poniedziałek, 2 grudnia 2013

Joanna 3.2

Po okresie sfrustrowanych krzyków nasza córka przeszła na kolejny poziom.

Przypomina mi to bardzo stare (i bardzo dobre) czasy, kiedy grałam w Happyland (taka platformówka pod DOS-a). I tam było tak samo. Człowiek próbował wskoczyć bohaterem na górę, próbował, klawiatura błagała o litość, przechodzący słyszeli mamrotane pod nosem słowa nie do rozpoznania, pełna frustracja - żeby nie umieć przejść kawałka głupiej gierki! - po czym nagle się DAŁO.

No i Joasiątko ma tak samo. 
Wymyśla kolejną czynność, ćwiczy, próbuje, mocuje się, piszczy ze złości, niecierpliwi się, rzuca spodniami przewróconymi na lewą stronę, frustruje się, że hej - a potem nagle je ZAKŁADA. Całkiem sama. Po cichu i bez pomocy. Czasami dzieje się to spokojniej - ot, przychodzimy sobie na plac zabaw, a tu nagle Joasia wchodzi na górę po linie z kółeczkami, choć jeszcze wczoraj nie potrafiła wejść nawet na drugie. Albo przedwczoraj nie umiała złapać piłki  - a dzisiaj łapie.

Tak czy siak, rozwija się. Jak mały kwiatuszek, że tak sobie porównam poetycko, ale akurat jestem w nastroju, gdyż zza zasłony patrzy na mnie słońce; co jak na grudzień może nie jest szaleństwem, ale po najprzyjemniejszym listopadzie od dawna daje nadzieję na równie przyjemny grudzień*. 

Ustały na chwilę czasy wpychania mi zabawek do rąk, kiedy robię coś innego, niż Joasia przewiduje, krzyczenia, kiedy nie robię tego, co akurat mi wymyśliła. Lepiej. Siedzę przy komputerze, Witu śpi, Asia siedzi obok na krześle, bawi się bańkami i opowiada bajkę o biedronkach. Potem schodzi na kocyk rozłożony na podłodze i bawi się dalej. Nie, żebym narzekała, moje dzieci z zaspokojonymi podstawowymi potrzebami (jedzenie, picie, sikanie, przytulanie) potrafią bawić się same przez godzinę i dłużej. Ale ostatnio Joasia była jakaś taka zafrasowana, wewnętrznie zmartwiona, zamyślona i smutna.A teraz jest w niej spokój, i to jest bardzo miłe. Może ma znaczenie słoneczko, może to, że ostatnie dziewięć dni spędziła w domu z nami, bo chorujemy i jesteśmy oboje dostępni. Może spokojna (bo dzięki chorobie wypoczęta) mama, albo po prostu bańki. W każdym razie jest dobrze.

Lista nowych umiejętności rośnie. Asia zakłada już sama majtki i spodnie, nieco gorzej idzie zakładanie bluzeczki, ale zaczęła się uczyć wczoraj. Zakłada też czapkę i ręczwiczki. Zdejmuje wszystko. Smaruje chleb masłem, karmi Witula i nalewa sobie soku z kartonu do szklanki. Zaczyna porządnie myć zęby. Wymieniać można długo. Jednym słowem - jak czasami zachwyca się Joasia - wypas! 



*Ze śniegiem, który spadnie akurat w Wigilię rano.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...