wtorek, 5 listopada 2013

Wieści z frontu. Przeciekanie

Nasze pieluchy wielorazowe od września odpoczywają. Cierpi na tym budżet i moja duma. Zbieram się w sobie, żeby wyprodukować krótki a treściwy list do producenta. Bo z pieluchami było tak.

Jeszcze w sierpniu wszystko grało. A raczej - nie przeciekało. No, może odrobinkę przemakało przy zatrzaskach, kiedy wkłady były zbyt mokre (o co latem nietrudno, bo większa podaż generuje większy - hm - wylew). Dla pewności wypłukałam wkłady do cna i zaczęły chłonąć lepiej, ale kieszonki z PUL-u miały się jakby nieco gorzej. Po pół roku użytkowania pieluch wielorazowych wciąż mam poczucie, że mają przede mną wiele tajemnic, bardzo wiele. Ale żeby nagle zaczęły przeciekać? I to na środku, w kroku?

W pierwszym momencie podejrzewałam, że to wina jednej, zbyt ciepłej kąpieli, jaką nadmorska Frania z zepsutym termostatem zafundowała moim kieszonkom. Zbadałam sprawę, ale po baczniejszej analizie doszłam do wniosku, że skoro nie wszystkie kieszonki trafiły do tej kąpieli, logika podpowiada, że nie wszystkie powinny przemakać. A przemakają, niestety, wszystkie. Potem doczytałam jeszcze o temperaturach prania i dowiedziałam się, że bywają PUL-e zdatne do prania nawet w 90 stopniach, a już 40 to powinna być norma. Skoro więc prałam w trzydziestu, żeby nie dobić przypadkiem do zalecanych przez producenta 35 stopni, powinno być ok. A nie jest.

Z nadmiaru rozmaitych zajęć zostawiłam sprawę luzem, a żeby biedne witulowe sami-wiecie-co nie ulegały przegrzaniu, zaczełam go puszczać po prostu w majtkach, zmieniając owe majtki po każdym siku oraz cierpliwie wycierając podłogę, z cichą nadzieją, że zbliżymy się w ten sposób do nocnika. Lecz nie nachalnie, intensywny trening zaplanowałam na czas, w którym Witulek będzie już sam chodził, a więc w nie tak znowu odległej przyszłości; raczej tuż-tuż. Więc nie cały czas w jednorazówkach.

Ostatnio jednak podliczyłam wydatki i zdenerwowałam się znowu. Więc napiszę do producenta. Niech wiedzą, że zrobili buble. A o tym, co z moją reklamacją zrobią, napiszę Wam następnym razem. Z podaniem nazwy firmy - na wszelki wypadek, gdyby ktoś planował wielorazowe zakupy.

Och, jak ja nie lubię źle działającego sprzętu, naprawdę.

5 komentarzy:

  1. Uuu! A wyglądało to tak pięknie! :( Czuję się rozgrzeszona, że jeszcze nie zainwestowałam w wielorazówki... Ale wielka szkoda!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze się nie czuj:) Myślę, że to kwestia ceny. Może, gdybym kupiła takie po stówie sztuka, byłyby lepsze. Testowałam tylko jedną firmę w końcu. Ale na razie nie sprawdzę, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  3. No, cóż. Stówy za jedną sztukę nie zainwestuję, niestety. Nadal czuję rozgrzeszenie! :P

    OdpowiedzUsuń
  4. szkoda, ze tak wyszło! do następnego dziecka zrobią lepsze :D

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...