wtorek, 19 listopada 2013

Pięć posiłków dziennie, nie licząc psa

Nie mamy psa, ale nie mogłam się oprzeć. Tak naprawdę powinno być: nie licząc cycka, ale przecież nie będę dawała cycka w tytule. Nie jestem tabloidem, prawda?

A co tych pięciu posiłków dziennie, czytam sobie różne rzeczy ostatnio, gdyż postanowiliśmy z ojcem dzieciom zrobić coś z naszą kiepską dietą. Kiepską ostatnio głównie przez tosty i kruche ciastka z cukrem.
Przyjrzałam się przy okazji diecie dzieciaków. 

No i co?

I chyba nie jest tak źle.

Co prawda nie odważyłam się zapisywać wszystkiego, co jedzą, ale przecież to wiem, bo ja daję im jeść. Po co zapisywać, nieprawdaż. Lepiej zapamiętać*. 
Ale jednak zapiszę, teraz, na blogu. Z pamięci.

Zatem taki na przykład Witu zjada na śniadanie cycusia. To znaczy na pierwsze śniadanie, o piątej rano. 

Następne śniadanie tzw. stałe jemy między siódmą a ósmą, bliżej siódmej. Kaszka mleczno-ryżowa (pół porcji zalecanej na opakowaniu) albo jogurt naturalny, albo serek wiejski, owsianka (całkiem sporo), pół pomarańczy, kilka malutkich kawałków chleba, plasterek jabłka, ćwierć pomidora - co tam akurat jest warzywno-owocowego.

Około dziewiątej znowu koniecznie cycuś, bardziej z pragnienia mamy, niż głodu żołądka. 

Potem, po drzemce, czyli około południa, kisiel. Niemal szklanka. W tej szklance pływa małe jabłko i trochę banana, pewnie połowa, czasami pół gruszki. Zamiast kisielu może też być niemal pół szklanki jogurtu i utarte jabłko. Albo połowa Danio, brrr.

Obiad, w zależności od okoliczności, między 14.00 a 16.00, ale bliżej 14.00. Na przykład ćwierć szklanki zupy pomidorowej solo, pół ziemniaka, ćwierć marchewki, kilka plasterków pietruszki, ze dwie-trzy małe różyczki brokuła lub kalafiora lub obu naraz, dwie łyżeczki groszku, mięsko - taka duża łyżka mniej więcej. Jedną czwartą z tego zjada podłoga. 

Około 17.00 cycuś towarzyski, po nim jeszcze trochę obiadu albo jakaś mała kanapka (rozłożona na części pierwsze, w tym na przykład masło jedzone łyżeczką) - w zależności od tego, kto i co akurat je. 

I na tym pokarmy stałe się kończą. Czasami zdarza się jeszcze wieczorna kaszka, ale zazwyczaj Witu nie jest wieczorem głodny. Cycusi się do snu i już.

Ciągle sobie obiecuję, że znajdę jakieś nowe przepisy, pomysły, nowości nie tyle jakościowe, co estetyczne lub może nawet podawcze, ale jakoś czasu nie ma, a może raczej lenistwo jest. Z drugiej strony widzę, że Witu nie narzeka.
A może macie jakieś fajne przepisy na proste niemowlęce jedzonko? Chętnie wypróbuję, bardzo chętnie. W końcu ile można gotować kisiel? Pół kilo mąki ziemniaczanej starcza mi ostatnio na miesiąc, i to niecały!

A Joasia?
Ach. O tym, i o dwóch koncepcjach żywienia maluchów - jutro, bo wiecie: północ już była/ gdy się zjawiła/ w małżeńskim łóżku zmę/czona żona. Którą zoczywszy/ i zobaczywszy... 
Dobranoc.


*Tak na wszelki wypadek, pamięć łatwiej modyfikować, jak pokazują różne filmy, a szczególnie ekranizacja Ludluma z Mattem Damonem. Mrrr. 

3 komentarze:

  1. wspaniała dieta no niestety kiedy dziecię podrośnie będzie roblem u mnie dzieciaczki wszystko jadły a teraz Mati to tak wybrzydza że hej a arek jest na etapie wszystko chyba zjem mlecio niekoniecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. właśnie się dowiedziałam ostatnio, jakie jest racjonalne żywienie. 80 procent warzyw, mięso czerwone raz w miesiącu albo rzadziej, mięso białe/ryby dwa razy w tygodniu. Do tego dobrze rzucić biały cukier, biały ryż, biały chleb (pszenica!) i mleko. I to się nawet DA:)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...