poniedziałek, 25 listopada 2013

O zachowaniu się przy stole (naszym)

O jedzeniu Joasi miało być jutro. Tymczasem jutro ukradkiem zamieniło się w pojutrze, a pojutrze w popojutrze,a popojutrze niemal w nigdy. Zatem nadrabiamy.

Jedzenie Joasi wygląda różnie, w zależności od dnia, nastroju i mojego osobistego zaangażowania. Jest kilka zasadach, które się u nas sprawdzają. Wprowadziłam je, kierując się rozsądkiem oraz bliżej nieokreśloną liczbą tekstów o dziecięcej diecie, których nie zarchiwizowałam, więc źródeł nie podam, ale zostały mi  w głowie w szufladce z napisem "sensowne". 

Zasada pierwsza: nic na siłę.
Jeśli Joasia nie chce jeść, nie zmuszam jej do jedzenia. Karmienie niegłodnego dziecka jest frustrujące i dla dziecka, i dla rodzica. I nie ma sensu. Z przodu głowy zapisałam sobie dużymi literami, że od ominięcia jednego posiłku nikt jeszcze nie umarł. Sprawdziłam, że głodna Joaśka na pewno przyjdzie i powie: "Chcę coś zjeść!". I dopilnuje mnie, żebym jej to coś dała, albo sama spróbuje je zdobyć, co idzie jej - stety i niestety - coraz lepiej. Oraz że po spacerze, na który zapomnieliśmy zabrać paluszków, dzieci pożarły obiad jak małe tygrysy, z dokładką. 

Zasada druga: jemy razem.
A przynajmniej się staramy. Prościej jest ze śniadaniem i obiadem, bo to jemy wszyscy. Z drugim śniadaniem i podwieczorkiem - nieco gorzej, ale i tak staram się z nimi coś przekąsić. Kiedy jemy wszyscy razem, małe jakoś chętniej podchodzą do jedzenia. Wiadomo też nie od dziś, że z punktu widzenia dziecka kanapka mamy jest o wiele bardziej atrakcyjna, niż kanapka tegoż dziecka, choćby to były dwie połówki tej samej kanapki. Podobnie z napojami. Ta sama herbatka z kubka mamy jest o wiele bardziej pożądana niż identyczna, ale z malego kubeczka.

Zasada trzecia: decydujemy razem.
Pozwalam Joasi wybierać. Pytam ją na przykład: co chcesz na śniadanie? Asia zastanawia się chwilkę, a potem mówi: "Płatki z zimnym mjekiem". Albo na przykład "Pomidojka i pajówkę". Zazwyczaj zjada to, co zachce*. Uważam przy tym, że organizm ma naturalny mechanizm znajdywania w otoczeniu tego, co mu potrzebne, a zachcianki to nie tylko ciążowa przypadłość, więc jeśli Joasia chce na drugie śniadanie zjeść paprykę, a nie jabłko, czemu nie**. 

Zasada czwarta: istnieją reguły spożywania posiłków.
Na przykład na śniadanie nie je się sezamków, a na obiad - płatków z mlekiem. Asia co i rusz testuje stałośc tych reguł, domagając się na śniadanie żelków i robiąc straszną awanturę, kiedy słyszy odmowę. Co lepsze, uspokaja się w łóżeczku z kocykiem i po pięciu minutach przybiega radosna do kuchni, wołając: "Chcę zjeść płatki! Mam ochotę!". Od stołu można odejść, kiedy przestało się byc głodnym. Żadnego biegania za dzieckiem z łyżeczką. Żadnych zabawek przy jedzeniu. Telewizora nie mamy w ogóle, ale słyszałam historie o karmieniu dziecka przy bajeczce, "bo więcej zjada". No, ja przy filmie też kiedyś potrafiłam sama zjeść dużą paczkę czipsów***.

Zasada piąta: nie wybrzydzamy.
Jasne, że są rzeczy, których Asia nie lubi. Kiedy próbuje czegoś nowego, smakuje jej - albo nie. Jak wszystkim. Kiedy nowa rzecz jej nie smakuje, po prostu może ją zostawić. Normalnie. Nie ma za to miejsca na wybrzydzanie. Skoro przez ostatnie dwa lata smakowała jej pomidorowa, nie widzę powodu, dla którego nie miałaby jej smakować dzisiaj. Oczywiście, jeśli jest dobra, ale inna się właściwie nie zdarza, ha.
Kiedy podejrzewam, że Joasia wybrzydza, bo tak, mówię jej: dobrze, możesz nie jeść zupy, ale dopóki jej nie zjesz, nic innego nie dostaniesz.
Wiecie, jak szybko znika zupa, kiedy pojawia się coś dobrego.

Zasada szósta: kolejność.
To sposób na dziecięce jedzenie oczami. 
- Mamo, zjób mi hejbatkę!
Robię.
- Chcę kawkę! - woła Asia, upiwszy łyk herbatki, bo widzi, że tatuś robi sobie kawę.
- Najpierw wypij herbatkę.
Wrzask.
Chwila zastanawiania się.
A potem - herbatka wypita.
- Teraz zjób mi kawkę!

To samo jest z jedzeniem, a jak się człowiek zagapi, to przed dzieckiem stoją płatki, jajecznica, żółty ser i wędlinka, pomidor, ogórek, oliwki i ser feta, stawiane z nadzieją, że na coś w końcu się skusi, i potem sam musi to wszystko zjeść, bo niegłodne dziecko, skubnąwszy pomidora, odchodzi właśnie od stołu. 

Natępny odcinek jutro.
Naprawdę.





*Jest wyjątek od reguły: kiedy Witu coś je i Asia chce to samo, bo tak, nawet, jeśli nie ma ochoty.
**Słodycze są w tym przypadku na bardzo cenzurowanym.
***Ale to było w poprzednim życiu bez dzieci, o.

2 komentarze:

  1. Muszę to sobie gdzieś powiesić na ścianie... Naprawdę wybrałaś najsensowniejsze zasady i rozwiązania. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Na razie działają:)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...