sobota, 16 listopada 2013

Jesienne porządki

Jeszcze latem wzięło mnie na minimalizm. Odzieżowy.

Nie znoszę uczucia, które mi towarzyszy, kiedy stoję przed szafą i próbuję się sensownie ubrać. Frustrację pogłębia jeszcze świadomość, ile czasu właśnie marnuję. Zrobiłam więc eksperyment i zostawiłam sobie w szafie jedną trzecią - a może nawet i jedną czwartą - ubrań.
I co?

I ubrania zajmują teraz dwie półki. Zasadniczo wszystkie do siebie pasują. Mogę wziąć cokolwiek, połączyć z innym czymkolwiek i będzie znośnie - albo nawet lepiej. Nie marnuję czasu przed wyjściem z domu, a kiedy wychodzi się z dziećmi, jest to bardzo cenny i bardzo gorący czas. 

Ubrań, które zostały odłożone, pozbywam się sukcesywnie przez stawianie wielkiego pudła, albo i dwóch, przed wszystkimi bardziej zaprzyjaźnionymi kobietami, które mnie odwiedzają*. 

Podobną operację przeprowadziłam ostatnio na ubrankach dzieciaków. Z Joasią było gorzej, ostatecznie do pudła trafiło kilka ślicznych ciuszków, niepraktycznych i nie pasujących do innych, ale ślicznych. Z Witulem nieco lepiej. Trochę za małe, trochę za duże, takie, co to może jeszcze założy - znikły. I jakby od razu lepiej się dzieciaki ubiera. A przebieramy się ostatnio dwa razy dziennie na łebka, przynajmniej. 

Poświęciłam też cały dzień na selekcję ubranek, z których Joasia już wyrosła, a Witul nie pochodzi, bo dziewczyńskie. Dzieciaki dzielnie mi pomagały, wyjmując wszystko z toreb w tempie ekspresowym, rozrzucając po pokoju (to Witu) i zakładając na głowę (też Witu) oraz zakladając na pupę wszystkie letnie majtki i spodenki, sztuk siedem (to Joasia). Nie wiem, kto był bardziej zachwycony. Chyba jednak Witul, ganiający na czworakach po pokoju z kolejnym bodziakiem w rozmiarze 62 zarzuconym nonszalancko na ramiona i zaśmiewający się do łez.

W efekcie odzyskałam pół szafy, pakując sześć toreb dla czterech dzieciaków cudzych. Zostawiłam sobie sprawdzony (i nieduży) zestaw startowy oraz kilka sztuk sentymentalnych, które zamierzam przechowywać w kufrze i wyjmować, kiedy moje dzieci będa odwiedzać mnie ze swoimi. Oczywiście muszę najpierw nabyć kufer oraz strych do jego przechowywania, najlepiej połączony z domem, oraz dożyć wnuków, co w obliczu przekopania się przez jakieś dwieście pięćdziesiąt sztuk odzieży niemowlęcej, układanej rodzajami tylko po to, żeby zaraz zostały rozsypane przez małe łapki, wydaje się najprostszą rzeczą na świecie.

Poza tym jest o wiele lepiej.
Coś mi się zdaje, że to dopiero początek.
Następne będą zabawki.



*Ten przypis jest personalizowany, dla K. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...