środa, 16 października 2013

(Nie)ograniczona wyobraźnia

Zmywam.
Witul bawił się przed chwilą na podłodze aluminiową miseczką (BRZDĘK! BRZDĘK!). Pobawił się i poszedł dalej, więc miseczkę przejęła Joacha. 

BRZdęk! BRZdęk! - słychać nieco z oddali. Joasia instruuje Witula: "Nie wojno wchodzić do łazienki!" - i do rytmu stuka miską w zamknięte drzwi.
Wkraczam.

- Joasiu! Przestań stukać!
- Ciemuuu?
Bo miska nie jest do stukania - ciśnie mi się na usta. Ale powstrzymuję się. Przecież dla Witu miska jest do stukania i robienia hałasu. Dlaczego dla Asi miałaby nie być?
- Bo hałasujesz za bardzo - odpowiadam.

Miska nie jest do stukania.
"Nie ograniczajcie dzieciom wyobraźni." "Dziecku powinny wystarczyć drewniane klocki, lalka, kredki i tyle." "Dzieci teraz nie potrafią się bawić same." "Kiedy ja byłam mała... " "Czemu ona ma tyle zabawek?"
A z drugiej strony ci sami ludzie wymagają od dzieci, żeby bawiły się zabawkami zgodnie z instrukcją. Nowa zabawka - i pokazujemy: bawi się nią tak. Sorterek? Trzeba wrzucać klocki. No, wrzucaj. Pokażę ci, jak.

Mam wrażenie, że większość zabawek rodzice kupują dla siebie, nie dla dziecka. A potem chcą, żeby się samo nimi  w skupieniu bawiło, zgodnie z instrukcją. 

Mamy w domu jeden sorterek. Drewniany, skomplikowane kształty, piętnaście klocków, różne kolory i wzory. Od osiemnastego miesiąca ponoć. A Joaśka ani razu nie użyła go zgodnie z przeznaczeniem. Owszem, bardzo jej się podobają drzwiczki w drewnianym sześcianie z dziurami, owszem, otwierała drzwiczki i wrzucała przez nie klocki, owszem, wrzucała inne drewniane klocki przez jedną jedyną okrągłą dziurę, ale nigdy, przenigdy nie użyła go zgodnie z przeznaczeniem. Czasem na nim staje, żeby czegoś dosięgnąć. Czasem buduje z sorterowych klocków. Sorter nie musi być do sortowania. Może być do stu innych rzeczy.

Dziecięca wyobraźnia jest nieograniczona. Do czasu.

2 komentarze:

  1. Jeśli chodzi o to, że ograniczamy dzieci - to prawda. One wymyślają znacznie ciekawsze zastosowanie przedmiotów, niż my. Spokojnie dawałyby radę z testami kreatywności. Tak, jak dziecko mojej koleżanki, która opowiadała o teście na kreatywność, że na pytanie o coś czerwonego napisała "pomidor". Na to jej córeczka: "Jak to, mamo, przecież to proste, czerwony jest krab - przyjaciel Arielki!" ;)
    A co do sortera... to chyba chodzi o to, że na pewnym etapie sprawdza się, jak rozwija się dziecko, właśnie również w ten sposób, czy potrafi dopasować odpowiednio kształty do dziurek. Ale oczywiście w zabawie (prawie) wszystko dozwolone. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie sorter jako sprawdzacz - tak, ale jako zabawka sie nie - hm - sprawdzał. Ale do czasu - ostatnio Witul wziął sobie sorter i kilka klocków i zaczął je próbowac wrzucać. Mniejsza o kształty, sprawdzał, czy wpada do dziury, czy nie. Czternaście razy próbował włożyć kwadrat do kółka, znaczy okrągłej dziury. Liczyłam. Sam na to wpadł, że można wrzucać i że niektóre pasują. Więc już nie narzekam:))

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...