niedziela, 20 października 2013

Matka na niedzielę. Natychmiast

Jeśli się nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa [dokładnie tutaj].

Dopóki nie miałam dzieci, wydawało mi się, że chodzi o niewinność: małe, słodkie istotki, kochane, radosne, dobrze nastawione do świata, sami wiecie. Teraz patrzę na to nieco inaczej.

Po pierwsze - zaufanie. Bezgraniczne zaufanie do rodzica. Że jest. Że jak się rozpłaczę, to mama przyjdzie i pocieszy. Że jak mokro, przewinie. Że jak głód, nakarmi. Że rodzic zaradzi wszystkim moim potrzebom. Dorośli boją się zaufać Bogu tak, jak dziecko ufa rodzicom.

Po drugie - to, że dziecko chce natychmiast. Prosi i oczekuje, że dostanie. Żąda TERAZ! Daj mi! Nie  przychodzi i nie mówi grzecznie: "Mamusiu, czy mogłabyś mi dać cycusia, bo jestem głodny? Niekoniecznie teraz, wiesz, bo widzę, że zmywasz, ale jak uznasz, że mogę. Jak uważasz, że zasłużyłem. Poczekam sobie tu grzecznie w kąciku, aż zechcesz spełnić moją prośbę."   Nic podobnego. Informuje, że jest głodne, a jak nie dostaje od razu, krzyczy. Płacze. I dostaje. Kto nie da jeść głodnemu niemowlęciu?*

To "natychmiast" to dla mnie wzór modlitwy. Krzyczę i oczekuję, że dostanę natychmiast. Gwałtownicy zdobędą niebo. Modlitwa krzykiem i płaczem wydaje się pewnie większości czymś nie do przyjęcia; na rozmowie z Bogiem (Bogiem Ojcem!) staramy się być grzeczni i spokojni. Ale Jezus nie mówi: bądźcie jak grzeczne dziecko, tylko jak dziecko, po prostu. 
I wracamy do zaufania. Dziecko wie, że wszystko ma od rodziców, więc od nich żąda i ufa, że dostanie.
A potem... potem zamienia się w grzecznego dorosłego.


*Znajdą się tacy, ale o nich kiedy indziej.

                                    Poprzednia matka na niedzielę: A gdy był jeszcze daleko
                        Następna matka na niedzielę: Widzieć potrzeby

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...