czwartek, 3 października 2013

Jogurt, śliwki i paluszki

Tak w skrócie wygląda dieta mojego młodszego dziecka. W dużym skrócie. 

Witulek je poza tym inne rzeczy, czyli chlebek (dzisiaj odkrył masło i to bardzo mu się spodobało), żółty ser, twarożek wiejski, jajka (głównie żółtko, ale białka też czasami skubnie kawałeczek), czasami jakieś grube przegięcie w stylu Danio się zdarza.
Jabłka, banany, gruszki, maliny, pomarańcze, cytryny też próbował, ale nie był zachwycony. Brzoskwinie, wiśnie, jagody i aronię (teraz nie, bo nie ma), marchewkę, ziemniaki, pietruszkę, selera, pomidory, ogórki świeże i kiszone, kalafiory, fasolkę czerwoną oraz szparagową czasami, paprykę pogryza (i wypluwa), dynię, cukinię. Płatki owsiane i kukurydziane. Makaron. Kaszę. Kaszkę mleczno-ryżową gotową, choć niechętnie. Kurczaka, indyka, a ostatnio raz świnię z krową na spółkę. Rybę. Spróbował nawet miodu, który jest okropnie słodki, ale w bardzo małych ilościach okazał się akceptowalny. Kisiel z musu owocowego. Z przypraw i dodatków: pietruszkę, koperek, bazylię, cynamon, goździki, sól, olej.

Pewnie jest jeszcze kilka rzeczy, o których zapomniałam, jedno za to jest pewne: Witul nie pija mleka krowiego. O, nie. Modyfikowane czy nie, krzywi się i pluje. Czyste, z kawą zbożową - wszystko jedno. Przepada za to za jogurtem naturalnym, którego domaga się do każdego posiłku (zjada kilka łyżeczek, w porywach do 100 ml). A z jogurtu najbardziej lubi... jogurtową serwatkę.

Ach, no i oczywiście jest wciąż cycusiowym smokiem. Cycuś być musi. Co trzy godziny. Góra cztery. Także w nocy. I prędko nie zamierza z cycusia zrezygnować. 

Dogadaliśmy się już co do sposobu spożywania posiłków. Najpierw coś do łapki, potem łyżeczką rzeczy półpłynne, i na koniec znowu próbowanie swoich sił z jedzeniem samodzielnym. Idzie mu dobrze, ostatnio nawet odkrył, że mamę też można nakarmić chlebkiem i karmił mnie, podając mi rączką chleb do ust, aż zjadłam cały, popiskując przy tym i pokrzykując - dla zachęty i z zachwytu, że mama je.

Z piciem jest gorzej. Owszem, parę łyków ładnie z kubka, kiedy bardzo chce mu się pić, poza tym próbuje pić sam (i pije, tylko zaraz po wypiciu odwraca kubek z resztą płynu do góry nogami, hm), czasami pociągnie kilka łyków z ustnika, ale wciąż traktuje go jak gryzak. Na ogół kubek z piciem to szansa na pobulgotanie, której to szansy Witul nie marnuje, o, nie.

Na koniec opowieść budząca grozę. Nie tak dawno temu Joanna odkryła w szufladzie nieco zapomnianą paczkę cukierków odpustowych (tak to bywa, gdy się trzyma cukierki w szufladzie z bielizną, eureka). Cukierki w paski, więc atrakcyjne nie tylko spożywczo, ale i wizualnie. Dorwała paczkę i się nią zaopiekowała. Ale jeden cukierek spadł. Taki nieduży, kwadratowy, czy raczej poduszkowy w kształcie.

Cukierka natychmiast zoczył Witul, dopełzł do niego, wsadził do pyszczka. Nie zauważyłam. Po chwili przyglądam mu się uważnie, bo bawi się i milczy, co oznacza, że ani chybi ma coś w buzi.
- Witu, co tam masz? Wypluj to - mówię, podchodząc, na co moje dziecko niespełna dziesięciomiesięczne odwraca się i ucieka, ile sił w lewym łokciu i prawej stopie. Szybko złapany (drobne przedmioty, krztuszenie, dławienie, duszenie), uparcie nie chciał pozbyć się zawartości pyszczora, aż w końcu, z nieszczęśliwą miną, wypluł ładnie już obcyckany z pasków cukierek. I z żalem patrzył, jak znika mu sprzed oczu (i buzi). Pierwszy cukierek w życiu. Samodzielnie upolowany. A tu taka lipa. Na pocieszenie dostał paluszka. Ale marna to była pociecha. Od tej pory mój syn pilnie próbuje wszystkich kolorowych drobiazgów, które znajdą się na jego drodze. Ostatnio odkrył na przykład, że jak się stanie przy ścianie, można z niej odkleić naklejki małej Jot. I je zjeść. A przynajmniej spróbować.
Póki mama nie patrzy.


Co na to Joaśka, i jak wygląda jej jedzenie (czy może raczej niejedzenie) - następnym razem.

2 komentarze:

  1. Diety dzieci powalają na łopatki! Po wspaniały, starcie i uroczej wszystkożerności, Syn mój pierworodny przerzucił się na masło, ser żółty, makaron i rybę (ale nie zawsze), co obficie zakrapiał sobie mlekiem przeze mnie w pocie czoła produkowanym i żył tak dłuuuugo. Teraz ma niemal 3 lata i wreszcie wraca do wszystkożerności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas chyba będzie podobnie. Zwlaszcza z tym obfitym zakrapianiem, tak mi się coś wydaje...

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...