środa, 9 października 2013

Bunt dwulatka. Double trouble







Dzieci są empatyczne.

Empatia to umiejętność współodczuwania, zdolność odczucia stanu innego człowieka. Jego emocji. Myślę sobie - ja, domorosły psycholog - że wynika z otwartości i ufności, z postrzegania niewerbalnych komunikatów, bo takimi się przecież dziecko samo posługuje.
Z greckiego empatia oznacza cierpienie. I to też ma sens.

Czucie tego, co czuje ktoś inny, nie zawsze jest przyjemne.
Dziecięca empatia dochodzi do głosu w momentach stresu, niepewności, gniewu i złości rodzica. Radości też, ale te negatywne emocje bardziej widać. Kiedy wychodzimy i się spieszymy, a ja nerwowo spoglądam na zegarek, bo tramwaj raz na dwadzieścia minut - wszystko idzie opornie, powoli i pod górę. Asia ucieka i bryka, a potem robi awanturę, Witul chce cycusia, kiedy jest już kompletnie ubrany, a ja zapinam kurtkę. Albo ubrana do wyjścia Joaśka chce siku, a Witu robi kupsko i tramwaj znika w oddali, zanim pojawiliśmy się na przystanku. Kiedy spokojnie wychodzimy, po prostu na spacer - wszystko idzie sprawnie i o wiele szybciej.  Dzieci odreagowują moje mało pozytywne emocje.
Ten przydługi wstęp prowadzi nie gdzie indziej, jak do kilku kolejnych myśli o... wychowaniu.

Ostatnio z różnych przyczyn nie tryskam optymizmem i radością, jak drzewiej bywało, co wiąże się z obniżonym progiem cierpliwości, a za tym z kolei idzie częstsze podnoszenie głosu. 
Schemat:

Joaśka siedzi przy stole i pije herbatkę. Pije z kubka, ale po chwili przychodzi jej do głowy, że może pić łyżeczką. Zaczyna pić łyżeczką - i rozlewa. Potem przelewa łyżeczką z jednego kubka do drugiego. 
- Nie przelewaj - mówię.
Przelewa.
- Proszę, przestań.
Nie przestaje.
- Asiu, proszę cię!
Przelewa.
- Nie przelewaj! - podnoszę głos.
Zabieram łyżeczkę. Aśka krzyczy. Ja też jestem zdenerwowana.

Zupełnie inaczej jest, kiedy nie podnoszę głosu.
- Asiu, nie rysuj po stoliku.
Rysuje.
- Nie rysuj, króliku, od rysowania jest kartka.
Rysuje.
- Proszę, posłuchaj* mnie i przestań rysować.
Nie przestaje.
- Nie słuchasz mnie, więc teraz skończymy rysowanie. - mówię spokojnie.
- Już nie rysuję! - mówi Joaśka i faktycznie przestaje rysować po stoliku. Jest trochę zła, ale bez przesady.

Wniosek:

Kiedy Joaśka eksperymentuje, a ja jej tego zabraniam, dochodzą u niej do głosu negatywne emocje. Jej emocje. Kiedy ja się do kompletu denerwuję, moje empatyczne dziecko ma w komplecie dwa pakiety złych emocji. A z tym sobie zupełnie nie radzi i dzieją się rzeczy straszne, a przede wszystkim głośne.

Wniosek metaforyczny:

Jedno stworzonko i dwa pakiety złych emocji - klęska.
Dwa stworzonka - duże i małe - i jedne pakiet złych emocji do podziału - spokój.

Wniosek ostateczny: tylko spokój może nas uratować.

A teraz - do garów.

*Słowo-klucz, już o tym było.








5 komentarzy:

  1. To niesamowite, jak dzieci błyskawicznie odgadują nasze emocje i zaczynają z nimi współgrać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze - nie zgodzę się z podstawową tezą Twojego tekstu, że dzieci są empatyczne. :D
    Przynajmniej nie w tym wieku. To prawda, że są niezwykle wyczulone, jak małe czujniczki, i czują gdy dorosły się denerwuje, więc i one się denerwują, ale to moim zdaniem nie jest współodczuwanie. One nie denerwują się "razem z Tobą", nie myślą sobie (tak mi się wydaje): "ojej, biedna mamusia, zdenerwowała się tym i tym, no rzeczywiście mogła się zdenerwować...", itp. One raczej czują się zagubione, bo ich podpora - dorosły - jest nagle mniej stabilna, niż zawsze. Tzn. denerwują się bardziej o siebie, a nie tym, co dorosły. Nie WSPÓŁCZUJĄ (uwaga na to słowo!) dorosłemu. Raczej czują się niepewnie, bo on się zachowuje inaczej, niż zwykle.
    Empatia jako taka książkowo pojawia się w okolicach 3 roku życia - oczywiście, jak we wszystkich "normach" jest pewnie mnóstwo dzieci, które wyprzedzają ten termin. Sama jednak widzę po pracy z maluchami, jak to jest. Na 3 - latki (nawet jeszcze dłużej) zupełnie nie działa argument: "Przykro mi, że tak zrobiłeś", albo "Zobacz, Piotrusiowi jest teraz przykro". Nie. Kompletnie. ;) Oczywiście, mówi się to, żeby tę empatię pomału kształtować, ale efekty pojawiają się spoooro później. Znacznie lepiej działa hasło takie, jak pisałaś: "Nie słuchasz mnie, więc kończymy rysowanie", czyli pokazanie konsekwencji dzialania w linii prostej.

    Sorry za bunt. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie wiem, czy zgodzę się z tym, że Ty się nie zgadzasz :) może to wyjątkowe, ale u swojego dziecka widzę wyraźne oznaki empatii. Od dawna, przynajmniej półtora roku. Obserwuję to z zapartym tchem, bo to piękna rzecz!

      Usuń
    2. W sumie to ja się z Tobą, Wielorybko, zgadzam. Może mało klarownie napisałam. Ale chodzi mi o to, że dzieci nie współczują, tylko współodczuwają. Czyli nie litują się nad zdenerwowaną mamą, tylko czują jej zdenerwowanie i też się przez to denerwują - dokładnie tak, jak piszesz. Kwestia nazewnictwa, jak zwykle - dla mnie empatia to zdolność do odczucia emocji drugiego człowieka, ale to nie oznacza automatycznego współczucia. Coś jak emocjowy [wybacz neologizm] papierek lakmusowy.

      Usuń
  3. Nie trzeba się ze mną zgadzać. :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...