piątek, 18 października 2013

Bunt dwulatka. Niejadek


Kiedy Joaśka była mała (tak, jakby teraz była duża), A. opowiadała mi, że jej prawie dwuletnia córeczka w zasadzie nic nie je. Jakiś soczek, herbatnik, parówka - i nic więcej. Jakby żyła powietrzem. Kiedy wybraliśmy się do niej z wizytą, na własne oczy zobaczyłam nietknięty obiad stojący cierpliwie na stole. Pomyślałam sobie, że Joaśce to chyba nie grozi. A jednak.

Od pewnego czasu jedzenie przesunęło się na sam dół listy priorytetów. Skakanie po tapczanie, a nawet drzemka jest na niej o wiele wyżej, niż obiad. Wysłuchałam w życiu wielu opowieści o niejadkach, o dzieciach, które przez miesiąc jedzą chleb z dżemem albo kiełbasę wiejską i nic więcej, lub też piją mleko prosto od krowy i gardzą całą resztą. Zaczęłam patrzeć z niepokojem, jak Asiątko zjada na śniadanie trzy łyżki płatków kukurydzianych z mlekiem - napisałam: łyżki? Przepraszam, łyżeczki! Jej ulubiony, jak dotąd, rosół pozostaje w zasadzie nietknięty. Owszem, jest kilka rzeczy, które zjada chętnie, jak kisiel, ale i to nie zawsze.

Zaczęłam więc próbować motywować ją do jedzenia, od karmienia począwszy, poprzez wierszyki okolicznościowe (trochę mleczka dla koteczka), aż po handel wymienny (możesz mi podać tabletkę, jak zjesz kawałek bułeczki*). Prośbą, groźbą - wszystko na nic. Babcia I. też próbowała, o czym dowiedziałam się pośrednio, bo nagle Joasia, zasiadając do zupy, zaczęła ni z tego, ni z owego mówić "Zjem połowę". To mnie zmartwiło dodatkowo, bo jak dotąd u babci Joasia zamieniała się w małego rekinka wszystkojada.

Postawa "nie chce jeść, niech nie je" jest łatwa do przyjęcia, gdy dziecko nie kończy swojej porcji brokułów**, ale o wiele trudniejsza, kiedy nawet jej nie zaczyna. Co prawda nie słyszałam o dwulatku, który umarł z głodu, bo nie chciał jeść, ale zawsze musi być ten pierwszy raz, prawda? Skonfrontowałam więc moje pomysły ze spostrzeżeniami różnych autorytetów, opiniami w dzieciomediach i praktyką starszego pokolenia. A na koniec doczytałam się, że zapotrzebowanie kaloryczne dwulatka spada i wynosi około 1200 kalorii na dobę.

I tu zagadka nieco się rozwiązała, bo butelka kakao to około 200 kalorii, a na dobę Joasia wypija takich trzy do czterech. Przeczytałam sobie jeszcze, do czego prowadzi nadmierne zachęcanie do jedzenia (hodowla niejadków, mówiąc krótko).

Żeby sobie niejadka nie wyhodować, postanowiłam zastosować trzy zasady.

Po pierwsze: obiad w tym wieku nie ma być zjadaniem wszystkiego z talerzyka, ale budowaniem nawyku spożywania posiłku o stałej porze w społecznie przyjęty sposób.***
Po drugie: wmuszanie odstawiamy do lamusa, choćby to było socjotechniczne, delikatne zachęcanie do spożycia zawartości talerza. Głodna Joaśka przychodzi i komunikuje: "Chcę coś zjeść". I tego trzymać się trzeba.
Po trzecie: nie naginać rozsądnych zasad. Ciasteczka nie są bliskim zamiennikiem obiadu, i jeśli zupa nietknięta, nie ma zapychania się czymkolwiek, "byle coś zjadła".

A teraz po raz drugi w życiu będę liczyć kalorie. Pierwszy raz był przy tym kakao.

*Magnez, oczywiście. Joaśka uwielbia podawać mi tabletkę i patrzy surowo, jak popijam i połykam.
**Lubimy brokuły. Wszyscy. 
***Jak trafnie zauważa Tracy Hogg. 








8 komentarzy:

  1. Brokuły są fajne! Znam takie fajne danie z tortellini które niestety chwilę po odkryciu jadłam namiętnie przez długi czas i do tej pory (a minęły już ze trzy miesiące) jakoś nie mam na nie ochoty. Ale dość negatywnej reklamy. Gotujesz tortellini, najlepiej takie kolorowe bo fajniej wygląda, brokuła na parze albo do wody na 5 min i wszystko polewa się sosem serowo-śmietanowym. Aha, w sumie w oryginale nie jest to sos serowo-śmietanowy, tylko śmiatanowo-brokułowy, a dodanie sera to był mój (udany) pomysł. Więc brokuła nie gotujesz na parze, tylko w wodzie, bo potrzebne jest pół szklanki tego brokułowego wywaru. Swoją drogą po gotowaniu na parze też zostaje coś takiego., co ma bardzo intensywny kolor, ale chyba mniej intensywny smak, bo większość zostaje w warzywach. A może nie, nie wiem, bo nie próbowałam. w każdym razie woda z brokułów jest kluczowa i to chyba ona sprawia, że sos jest smaczny. Zasmażka z mąki i masła, do tego 250 ml śmietany. Doprawia się solą i cukrem, polecam też pieprzem. Brokuła pół kilo, makaronu 250. Wyjdzie chyba porcja na dwie osoby. Jak lubicie makaron ze szpinakiem, to to danie też powinno wam smakować :)
    A niejadki mają ciężki życie, więc lepiej ich nie hodować.
    Nie monitorujesz starych wpisów? Jak w ogóle wygląda monitorowanie na blogspocie? Są pewnie jakieś powiadomienia o komentarzach, jest przy nich napisane, którego wpisu dotyczą? Czy masz je wyłączone?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że są fajne! I fajny ten przepis. Muszę spróbować. Ja robię tak, że gotuję makaron [rurki], do tego daję ze dwie łyżki koncentratu, żeby się ubabrał, brokuły robię al dente w zasadzie duszone, bo w patelni ceram. na maśle, potem je kroję delikatnie. A sos - trochę wrzątku z odrobiną soli (lub ekovegety), w tym rozpuszczam serek topiony, jak się rozpuści na gładko, dodaję małe pudełko śmietany i pieprz oraz bazylię. I polewam. Ale z wodą z brokułów jeszcze nie kombinowałam.

      monitoruję. znaczy pojawia mi się info o komentarzach w mailu. zazwyczaj czytam je z maila, a potem nie mam czasu skomentować.

      Usuń
    2. to mysle ze bedzie to podobnie smakowało :) aha, tak tylko pytałam z ciekawości o te komentarze.

      Usuń
  2. 1200 kalorii? No popatrz to wiele tlumaczy... I potwierdza moje obserwacje. Mania u nas już szósta w kolejności:) 21 miesięcy i zmniejsza sobie racje powoli...i jak pamiętam to samo robili chłopcy... I znajomy dwulatek z pożeracza wszystkiego zrobił się jakiś czas temu niejadkiem... I wszyscy żyją:) że też przy moim pierwsym dwuletnim niejadku nie wpadłam na pomysł zbadania literatury.... Wtedy nie mieliśmy takiego dostępu do netu, fakt... Tylko maile... Fajnie piszesz, tak poza tym:) pozdrawiam Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szósta! Ale fajnie - i podziwiam, bo trzeba mieć żelazną samodyscyplinę, żeby dać radę, tak mi się przynajmniej przy dwójce wydaje. Teraz z netem jest fajnie, ale trudno znaleźć coś sensownego i wiarygodnego, zazwyczaj ktoś pisze tekst, a inni go parafrazują i tak sobie pływa w internetowym oceanie.
      Miło mi, że się podoba:) Dzięki!

      Usuń
  3. Interesujące. Szukam informacji o tym, ze faktycznie zapotrzebowanie na kalorie dwulatka spada i nie moge znaleźć - prosze o podanie źródła, przyda mi się. Poza tym dziecko 1-3 potrzebuje 1300 kalorii, wiec ta stówka różnicy to takie halo? stówka to przecież mało, wiec aż tak to zapotrzebowanie nie spada... no nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukałam, i znalazłam różne ciekawe rzeczy - przyznam się, że o tych kaloriach czytałam tylko w jednym źródle, jako dziennikarz dałam plamę, co? Jak ogarnę temat całkiem, napiszę coś nowego. a te 1300 krązy po sieci, w literaturze trochę inaczej pokazują, ale muszę jeszcze pogrzebać.

      Usuń
  4. Po naszych dzieciach tego spadku zapotrzebowania nie widać ...

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...