sobota, 5 października 2013

Bunt dwulatka. Jest nadzieja


Problemem, który ostatnio zajmuje mój umysł, jest wychowanie. Tyle jest koncepcji, tyle złych i dobrych przykładów, tyle książek, artykułów, porad i pomysłów. A czasu tak mało. Mało, bo doba jakoś się ciągle nie wydłuża, i mało - bo szybko rosną małe stworzonka.

Początki są tak jakby łatwe: potem zaczyna się bunt dwulatka - mniej więcej po osiemnastu miesiącach - i ręce opadają. Uparte, nieposłuszne, próbujące wszystkich moich granic, śliczne i kochane stworzonko broi, bryka i ogólnie rozwala system. A w porównaniu do tego, co widziałam, to jeszcze nic.

Dziecko po prostu rośnie, nabieram więc przekonania, że moje metody wychowawcze są do kitu. Że coś robię nie tak, ale nikt nie wie, co, i co gorsza, nikt mi nie powie, co zadziała. Zaczynam rozumieć, dlaczego ktoś robi warsztaty dla rodziców, temat - agresja. Dlaczego moje dziecko wrzeszczy? Co mam z tym wrzaskiem robić? Jedni mówią to, drudzy tamto, trzeci po prostu milczą, a ja stoję sobie i patrzę, i skręcam gaz, żeby pokrywka nie spadła mi z kipiącej głowy. Trudny los cholerycznej matki upartej dwulatki, ot, co.

Więc myślę, próbuję, kombinuję, raz się udaje, raz nie, może konsekwencja, może inna koncepcja, może jednak ważniejsza konsekwencja, a może teoria "zaskocz mnie, to zamilknę"?

Przy tym wszystkim wydaje mi się, że ludzie, którzy przed dzieckiem mieli kota, mają już mały przedsmak wychowywania małego człowieka. Ale kot zawsze mnie słuchał (po małej demonstracji typu "kto tu jest większym drapieżnikiem". A dziecko nie - ale dla niego nie jestem drapieżnikiem, jestem mamą, jestem workiem treningowym, który trzeba solidnie poobijać, zanim się wyjdzie na ring życia. I powinnam być trenerem, ale jak mam być dobrym trenerem, skoro nie do końca wiem, jak? Wniosek prosty: najwyższy czas poczytać coś sensownego.

Jak zwykle, kiedy czegoś bardzo potrzebuję (albo bardzo chcę) - przy okazji zakupów spożywczych w markecie z sympatycznym owadem w logo znalazłam na półce książkę. Dokładnie taką, jakiej potrzebowałam. W cenie okazyjnej, niemal połowicznej. Ha! Opatrzność czuwa, moi drodzy.

A jaka to książka, napiszę Wam, jak już ją przeczytam. Na razie tylko jedno zdanie, którym autorka kupiła mnie na dzień dobry.
"Nic nie jest tak zachwycające i wyczerpujące zarazem, jak pełne miłości życie z dwulatkiem".
No nic nie jest.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...