czwartek, 26 września 2013

Znowu o wychowaniu



Skora do słuchania, nieskora do mówienia, nieskora do gniewu. Ta parafraza* to dobra charakterystyka matki. I nawet kolejność jest tutaj ważna. Widzę to ostatnio bardzo wyraźnie: na swoim przykładzie i cudzych też.

Matka powinna być skora do słuchania. Ale słuchanie to nie tylko słuchanie, czyli nie tylko uszy. Dobrze słucha ten, kto dobrze obserwuje. Matka dobrze słucha dziecka, kiedy słucha tego, co mówi, tego, czego nie mówi i tego, co pokazuje swoim ciałem. I kiedy je słyszy.

A kiedy matka nawali w punkcie pierwszym i nie jest skora do słuchania - bo sprzątanie, gotowanie, czytanie, oglądanie, fejsbukowanie, pisanie, zakupy, własna uroda, inne dzieci, inni dorośli, telefon i wyglądanie przez okno etc. są ważniejsze niż to, co mówi dziecko - powinna być nieskora do mówienia. Bo jak się dziecka nie słucha, nie obserwuje, nie zwraca uwagi na jego potrzeby, dziecko rozlewa na podłogę zawartość nocnika, rozchlapuje wodę z umywalki, marudzi, bo jest zmęczone, ale samo nie zaśnie, tłucze kubek, rozgniata pomidora na podłodze, tnie spodnie od garnituru i robi jeszcze inne straszne rzeczy. A wtedy matka zaczyna zabierać się za wychowywanie (zazwyczaj równolegle ze sprzątaniem). I krzyczy. Albo nie krzyczy, ale mówi. Upomina, tłumaczy, wyjaśnia, prosi i grozi.

Jasne, że wychowywanie jest ważne. Ale jeśli przyczyną bałaganu jest brak matczynego słuchania, powinna to wszystko powiedzieć przed lustrem, do siebie.
Nieskora do mówienia.

Niesłuchane dziecko zazwyczaj nie słucha. Nie chce gadania: chce uwagi, chce się przytulać, chce mamy, a nie czystego domu, dwudaniowego obiadu z przystawkami i deserem czy nowych, wciągających zabawek. A znajdźcie mi człowieka, który się ani odrobinę nie zdenerwuje, kiedy postanowił już włączyć energożerny program bez oszczędzania nerwów, spalający w działaniu hektolitry cierpliwości, zwany w skrócie wychowaniem, a tu wychowywany z wychowywania nic sobie nie robi.
Nieskora do gniewu.

To ostatnie jest chyba nawet najważniejsze. Zwłaszcza w codziennej rutynie, w zmęczeniu, w braku odmiany, w slalomie między kuchnią i pokojem z zabawkami. Zwłaszcza w świecie ciągle rosnących cen i zaskakujących rachunków, idiotycznych przepisów, ciężkiej pracy, braku czasu i wyrzutów sumienia  z powodu zachwaszczonych relacji. Bo bardzo łatwo swoje zdenerwowanie przełożyć na dziecko, pogadać sobie, drzwiami trzasnąc, rozładować napięcie i już. 

A dziecko przecież z tymi słowami (i trzaskami) zostaje. Niekoniecznie strasznymi, takimi, które się czasami słyszy niechcący, przechodząc zbyt blisko czyjegoś otwartego okna, w komplecie z dziecięcym płaczem. I musi sobie z nimi radzić.

Skora do słuchania. Nieskora do mówienia. Nieskora do gniewu.
Mądry system wychowawczy.


*No, przecież wiecie, czego, prawda? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...