wtorek, 17 września 2013

Dziewięć. Ja mówię!

Dziewiąty miesiąc to miesiąc zmian. Przynajmniej u moich dzieci. I zdecydowanie miesiąc komunikacji, niewerbalnej i werbalnej. Zmiany następują błyskawicznie, a rodzic jest zaskakiwany na okrągło. Nie ma nic lepszego niż takie zaskoczenia.

Bo na przykład mówię z rozpędu do Witu:
- Gdzie jest Asia? Pokaż Asię! - i od razu myślę, że to "pokaż" trochę bez sensu.
A Witu... pokazuje Asię. Paluszkiem wskazującym, a jak. Matce szczęka opada.

Sprawdzam jeszcze, prosząc, żeby pokazał mamę. Pokazuje oczywiście, lekko zdziwiony, bo siedzi u mnie na kolanach. To parę dni temu. Dziś przed obiadem, głodny, domagał się, by wziąć go na ręce, a potem pokazywal paluszkiem kierunek tak długo (po drodze dwa zakręty), aż trafił do swojego krzesełka do karmienia.

Zaczyna też mówić. Ciąg "dadadatatatatatada" zmienia się w całkiem sensowne próby. Jedno "tyty" zamieniło sie już w "cycy". I wszystko jasne. Jest poza tym "Sia!" - czyli Asia, raz było nawet "Ku!" - a potem przewijanie, choć nie od razu, bo matka nie zorientowała się, że jej dziecko mówi. Kiedyś w kąpieli z tatusiem bardzo, bardzo głodny Witu wysilił się i powiedział "mama da cyca" - skoro ojciec to zrozumiał, musiało być wyraźnie. Jeszcze "pa pa" - w słowniku Witulka jest już od miesiąca. I robi się tego coraz więcej, lawinowy rozwój mowy, nic innego.

Kiedy Joaśka miała ze trzy miesiące, przeczytałam, że dziecko mówi o wiele wcześniej, niż spodziewają się tego rodzice. Zazwyczaj po prostu tego nie słyszą, bo używa pierwszych liter albo pierwszych sylab. A czasami ostatnich. Łączy przy tym w genialny sposób komunikację słowem i gestem. Dziewięciomiesięczna Joaśka lubiła czytać książeczkę o kolorach, w której była pomarańcza. Kiedyś bardzo się domagała pomarańczy, pokrzykując "p, p!" i pokazując paluszkiem. Nie chciałam jej dawać pomarańczy (obiad w bardzo bliskiej perspektywie), więc udałam, że nie rozumiem. Wyszłyśmy z kuchni, Joaśka w pokoju wyciągnęła książeczkę o kolorach, poczekała, aż dobrniemy do strony z pomarańczą, po czym pokazała ją paluszkiem i powiedziała: AM! No i nie miałam już wyjścia.

W pierwszej ciąży bardzo mnie interesowały kursy języka migowego dla niemowląt. Miałam się nawet na taki zapisać, a gdy nic z tego nie wyszło, nabyć książkę do samodzielnej nauki, ale zanim to zdążyłam zrobić, już zaczęłyśmy się bez kłopotów porozumiewać. Wniosek: kurs migowego dla niemowląt nie jest potrzebny. Potrzebna jest umiejętność słuchania i empatia.

Przy okazji: nad morzem zdarzyła mi się rozmowa z bardzo miłą babcią innych dzieci, która powiedziała mi, że raczkowanie (i pełzanie) ma wpływ nie tylko na kręgosłup (ponoć zdrowe jest), ale i na tworzenie się połączeń nerwowych w mózgu. Być może stąd ten wyraźny skok akurat w dziewiątym miesiącu - Witul odkrył, że poza pełzaniem można raczkować (choć na razie próbuje tylko, bo pełza szybciej) oraz wstawać (pierwszy krok przy kanapie za nami!). Połączenia się utworzyły i zaczyna gadać.

Nie wiem, jak u innych dzieci, czy to też dziewiaty miesiąc, ale jak patrzę na Joaśkę (i na Witula teraz też) układa mi się z tego pewien wzór. 

Pierwsze dziewięć miesięcy - i poród. 
Drugie dziewięć miesięcy - chodzenie (w różnej formie) i mówienie.
Trzecie dziewięć miesięcy - pełne zdania, własne obserwacje, odwaga "fizyczna" (skakanie, włażenie)
Czwarte dziewięć miesięcy - samostanowienie, próby partnerskie zamiast podległości rodzicowi.

Muszę jeszcze pogrzebać w notatkach (oj, zarzuciłam pisanie, aż szkoda).

3 komentarze:

  1. Jeśli chodzi o to pełzanie i raczkowanie a kształtowanie połączeń w mózgu, to prawda. Gdzieś o tym czytałam, że ma to niezwykły wpływ na dalszy rozwój dziecka. Nie wiadomo dokładnie, o co chodzi, ale jak zwykle coś z poznawaniem świata, odczuwaniem - w każdym razie bliskość podłogi sprzyja... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Raczkowanie pomaga nawiązywać połączenia nerwowe, jak każdy inny etap rozwoju. Wychodzi to potem w mówieniu i pisaniu. Zdecydowana większość dyslektyków nie raczkowała. Dlatego pomijanie stadiów rozwoju, albo pospieszanie dzieci jest niekorzystne.
    Pięknie, "mama da cyca", to już przecież zdanie! U 9-miesięczniaka- gratuluję :D Moja Mi jest na etapie "to chcę" i "daj to", niby też proste zdania, ale starsza jest.

    OdpowiedzUsuń
  3. No, a ja właśnie się dowiedziałam, że z tym raczkowaniem i rozwojem mózgu to niekoniecznie tak. Jak znajdę coś więcej, na pewno napiszę.

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...