środa, 4 września 2013

Awanturka

Awanturki nam się zdarzają.
Zazwyczaj produkuje je Joasia (i nie, nie chodzi tu o pastę rybną). Krzyk, płacz, klasyczne "weeeeeeeeź mnieeeee" - norma.
Ale ostatnio awanturkę wyprodukowałam ja.

Dla porządku: uważam awanturkę za ostateczne narzędzie wychowawcze. Ostateczne, a może raczej używane w ostateczności. A że była to ostateczność, podpowiedziała mi moja cierpliwość, migająca czerwonym światełkiem. 

Co się stało?

Joasia wlała jogurt do herbaty. Niedużo, może łyżeczkę, i do swojej herbatki owocowej. Robiła tak już wiele razy (herbata interesująco zmienia kolor).

Ty razem jednak najpierw zażądała herbatki, potem wypiła łyk, wlała jogurt, zamieszała, nabrała na łyżeczkę i obejrzała uważnie, po czym zakomunikowała:
- Tutaj jest jopuch, tu na łyzieczce, i nie będę juź pić tej hejbatki!

Ropuch wziął się z książeczki o Calineczce, którą ostatnio Joasia dostała (o Cialinećce mi citaj, mamo!). Owszem, ma grzbiet w kropki, owszem, jogurt w herbacie wyglądał podobnie, ale jakoś mnie nie zachwyciło to porównanie tym razem. Powiedziałam więc, że jogurtu do herbatki się nie wrzuca i teraz Joasia ma tę herbatkę wypić.
- Chcę lizaka! - zareagowało natychmiast moje dziecko.
- Najpierw wypij herbatkę.
- Chcę chjupka!
- Najpierw wypij herbatkę!
- Nieeeee będę pić hejbaaaaaatki! Weeeeeź mnieeee!
- Nie wezmę cię, dopóki nie wypijesz herbatki!

Rzadko mi się zdarza krzyczeć, naprawdę. Ale czasami się nie da, nie ma się co oszukiwać. Zazwyczaj tłumaczę, siedemdziesiąt siedem razy. A potem następuje raz siedemdziesiąty ósmy, potem licznik się zeruje i wracamy do tłumaczenia.

Ostatecznie herbatka została wylana do zlewu, co wzbudziło kolejne wrzaski, potem obrażona Joasia poszła do kocyka na tapczan, potem mamusia poszła jej tłumaczyć, co i dlaczego się stało, czemu się nie wlewa jogurtu do herbaty, czemu się nie marnuje jedzenia i tak dalej. Potem się przytulałyśmy i odzyskiwałyśmy dobry humor, a jeszcze później mogłyśmy w końcu pojechać do babci.

U babci natomiast nastąpiła nieoczekiwana puenta. Tłumaczę, co się działo, że wychodziłam z domu półtorej godziny (Witul też miał w tym udział,a jak). Asia wchodzi do babcinej kuchni.
- Co to się działo w domku, Asiu? - pyta babcia I.
- Płakałam - mówi Asia.
- A czemu płakałaś?
- Bo chciałam do mamusi - wyznaje rozbrajająco moje dziecko.
I tyle na temat.

Jest też jednak post scriptum.
Dziś w południe Joaśka je utarte jabłuszka i pije herbatkę.
Łyżeczka jabłuszek ląduje w herbatce. Widzę to od zlewu kątem oka.
- Wrzuciłaś jabłuszko do herbatki? - pytam. Delikatnie pytam, z ciekawości. Bez żadnych intencji.
- Tak - mówi Joaśka, po czym bierze kubeczek i duszkiem wypija herbatkę z jabłuszkiem do dna.
No proszę. 


2 komentarze:

  1. Dobrze, że z herbatki z rumem jeszcze nie próbowała... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie ja też nie proróbuję, bo karmię, ale jak skończę, trzeba będzie uważać, oj. Dzisiaj też moja herbata została szybko i sprawnie wypita.

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...