wtorek, 6 sierpnia 2013

Bunt dwulatka. Krótki wpis o wychowaniu








A właściwie to o szacunku.

Joasia ostatnio krzyczy. Krzyczy ciągle, więc piszę o tym ciągle. Męczący jest ten krzyk - i dla niej, i dla mnie. Ale ostatnio znalazłam sposób. Kolejny.
Sposoby na różne dziecięce sprawy znajduje się bardzo prosto: wystarczy wyobrazić sobie siebie na miejscu dziecka i dodać jeden parametr - zero umiejętności zatrzymywania w sobie emocji. Mnie akurat jest do tego blisko, bo jestem cholerykiem. Coś mnie wkurza, pokrzyczę, popiszę albo zrobię pranie - i przechodzi. Krzyczenie to nie kłótnia z kimś, tylko głośne wyrażanie swoich emocji i poglądów. "Co za idiota zaplanował te schody, po których nie da się wejść z wózkiem!" - wiecie.

Do niedawna wydawało mi się, że Joasia tym krzykiem wymusza na mnie różne rzeczy, sprawdza granice, próbuje mnie. A ja nie znoszę być do niczego zmuszana i już. Ale obserwują,c doszłam do innego wniosku. Joasia nie wymusza. Ma po prostu własny plan, inny od mojego, i chce realizować swój. Krzyczy nie dlatego, że chce mnie sprawdzić, tylko dlatego, że chce po swojemu. Brzmi jak wymuszanie, wiem, ale intencja jest inna. I jest różnica.

A co do sposobu: któregoś razu, kiedy nie miałam już ochoty przytulać wrzeszczącego coraz głośniej i głośniej dziecka (żelki na śniadanie), po prostu zaniosłam ją do pokoju, posadziłam na tapczanie, otuliłam kocykiem i kazałam jej się uspokoić. Poinformowałam, że będę w kuchni. Nie zrobiłam tego miło, o, nie, podniosłam głos, co jest powodem wyrzutów sumienia, ale czasami już nie mogę. I poszłam.

I co? I po jakichś trzech minutach do kuchni przyszło pogodne i uśmiechnięte dziecko. Po czym zakomunikowało: chcę zjeść śniadanko! Wędjinkę! Pomidojka!

Jakiś czas później, kiedy mój zmęczony umysł przeanalizował sobie do końca sprawę, odkryłam kilka rzeczy.

Jeśli się spojrzy na to jak na wymuszanie, schemat jest prosty. Joasia chce żelki na śniadanie. Ja się nie zgadzam. Ona chce i nie odpuszcza, ja jestem konsekwentna, więc w końcu zauważa, że jej krzyk nie przynosi efektów i przestaje.

Ale jeśli spojrzeć na to jak na proces oswajania własnych emocji, jest trochę inaczej. Emocje w tym wieku są gwałtowne: dziecko bardzo czegoś chce - albo bardzo nie chce. Są jeszcze nieprzewidywalne i trudne do opanowania (te emocje). A małe stworzonko przeżywa jedną rzecz naraz.

Czyli schemat jest inny: Joasia ma plan. Zje na śniadanie żelki. Wie, gdzie są, zjedzenie takiego śniadania jest  w jej zasięgu. Ale informuje o tym mnie. Mogłaby sama iść i zjeść - ale przychodzi do mnie i mówi: chcę zjeść żelki na śniadanie. Dzieli się ze mną zaplanowaną radością. A ja mówię - nie. Zjemy co innego, bo na śniadanie nie je się słodyczy. I co? Radosny plan bierze w łeb. Joasi jest przykro, smutno, jest zła. I wyraża to natychmiast. Mam zły humor - mówi jej krzyk. (Chociaż krzyczy: weeeeeeeź mnie!)

Dorośli żyją dłużej i mają sposoby na zły humor. Małe przyjemności, parę warknieć, sto pompek. Każdy swój. Joasia nie ma jeszcze swojego sposobu i nie do końca wie, co ma robić. Więc trzeba jej pomóc. Wyjaśnić. Że to, co się dzieje, to jej zły humor. Że zaraz przejdzie. Że umie się sama uspokoić. Że kocyk i królik.
I to działa.

Teraz wróćmy do szacunku.
Nie zawsze mi się to udaje, oczywiście. Czasami też jestem głodna, zła i marudna i  krzyczę razem z nią. Ale w głębi duszy wiem, że Joasiątko potrzebuje szacunku dla swojego złego humoru też. Każdy ma prawo mieć zły humor i dobrze jest zapewnić mu warunki do tego, żeby poczuł się lepiej. Zwłaszcza, jeśli to ktoś, na kim mi zależy. W drugą stronę też to działa: Joasia może chcieć żelki, a ja mogę chcieć ciszy. Cała trudność polega na tym, żeby pamiętać, że dziecko to nie jest automat od wykonywania poleceń rodzica, tylko drugi człowiek. Że mama to nie jest maszynka do spełniania żądań, tylko drugi człowiek. Wypoczęty, zmęczony, w dobrym albo złym humorze, ale swój, bliski, kochany i ważny.

I bardzo jestem ciekawa, co na to psychologia dziecka.

P.S. Znalazłam bardzo dobry tekst mniej więcej na temat. Za dobry, żeby nie puścić go dalej. Tu jest: "Wychowanie bez frustracji"








5 komentarzy:

  1. Nawet jeśli podniosłaś głos, komunikat, który przekazałaś Asi był jasny, czytelny i dał skutek. Jasne, że jak człowiek jest spokojniejszy, to łatwiej mu powiedzieć normalnym tonem: "Denerwujesz się, bo chciałabyś zjeść żelki, tak?" albo "Potrzebujesz się teraz uspokoić. Kiedy już się uspokoisz, przyjdź do mnie do kuchni", itp. Ale jak piszesz - nie jesteśmy maszynami. Nawet jeśli powiedziałaś to trochę głośniej, choć tego nie chciałaś, to nic się nie stało. (wiem, bo sama miewałam czasem takie wyrzuty). Czasem warto powiedzieć dziecku: "Mówię głośniej, bo jestem zdenerwowana" - ono też uczy się wtedy, jak z tym okazywaniem emocji. Czasem można nawet powiedzieć, że obie potrzebujecie czasu, żeby się uspokoić, choć dopóki się da, warto rozwiązywać akcję "ad hoc", bo wiadomo, jak z odroczeniem czegokolwiek u maluchów.
    Przepraszam, jeśli się wymądrzam.
















    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wymądrzasz, masz rację:) Dzięki.
      Tak mi się skojarzyło: czasami się łapię na tym, że chcę wszystkie sytuacje wykorzystać rozwojowo. Że jak się denerwuję, potem tłumaczę, o co chodziło, szukam porównań ze świata Joaśki. I faktycznie się uczy. Czasem aż za dużo. Ostatnio podłapała na przykład "Psiamać!" :))

      Usuń
  2. Dziękuję, że poleciłaś mój tekst:) Bardzo mi się spodobał Twój wpis, co do jednego tylko mam wątpliwości. Opisując sytuację z Joasią, napisałaś, że "kazałaś się jej uspokoić". Jakoś mnie to niepokoi. Nie ton, ton to dla mnie normalny wyraz tego, że też byłaś wkurzona. Ale jestem przekonana, że nie można nikomu kazać się uspokoić. No i że dwulatka zazwyczaj nie może się naprawdę uspokoić sama. Może jakoś powstrzymać swoje emocje, ale nie przepracować je samodzielnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to nieodpowiednie słowo - "kazałam". Ale ton był rozkazujący. To tak jakoś działa - jak Joaśka widzi, że żartów nie ma, przestaje się awanturować i robi, co należy. Czyli to, czego oczekuję.

      No i nie jest tak, że ją zostawiam z tymi emocjami. Jak już da się z nią rozmawiać, wyjaśniamy sobie, co się działo, dlaczego, co robić następnym razem. Zresztą każdy przypadek jest inny.
      Tak czy siak, przepracowujemy wspólnie:)

      Usuń
    2. ach, no i dobre teksty zawsze staram się puszczać dalej:)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...